Marta Żmuda Trzebiatowska dwukrotnie w swojej karierze otrzymała Węża - antynagrodę filmową. Teraz w programie "Kultura WPełni" otwarcie mówi, co o tym myśli: "Jestem bardzo oburzona faktem, że nigdy nie dostałam zaproszenia na galę".
W swojej długiej karierze aktorka zaliczyła i wzloty, i upadki. Do tych ostatnich można zaliczyć dwie filmowe antynagrody: Węże. Pierwszą z nich przyznano Marcie Żmudzie Trzebiatowskiej za rolę w "Hans Kloss. Stawka większa niż śmierć" Patryka Vegi, gdzie partnerował jej Tomasz Kot. Drugą za występ w komedii "Wkręceni 2".
Jak podkreśla, wbrew temu, co krążyło później w mediach, wcale nie obraziła się na organizatorów ani nie zignorowała wydarzenia.
– Zostało to przedstawione tak, że ja jestem obrażona, że nie przyszłam. A ja nigdy nie dostałam zaproszenia i nigdy nie dostałam nagrody – wyjaśnia i dodaje z uśmiechem: - Jestem bardzo oburzona faktem, że nigdy nie dostałam zaproszenia na galę.
Z czasem jednak nauczyła się lepiej rozpoznawać projekty, które mogą okazać się ryzykowne.
– Dzisiaj odmawiam więcej niż przyjmuję ról, bo wiem, czego nie chcę. Umiałam się tego nauczyć dzięki doświadczeniom, także tym trudniejszym – tłumaczy. – Te doświadczenia mnie zbudowały. Dzięki nim jestem dziś w miejscu, w którym jestem – mówi.
I dodaje, że błędy są nieodłączną częścią pracy aktora. – Nie myli się tylko ten, kto siedzi na kanapie i krytykuje. Ja grałam, działałam, uczyłam się cały czas. Wiele rzeczy nie wyszło, naprawdę ogrom. Ale teraz zaczyna wychodzić.