Mateusz Damięcki o "Piekle kobiet": "To wstyd dla nas, facetów. Ta historia wciąż zatacza spiralę"
Mateusz Damięcki w rozmowie z Wirtualną Polską opowiedział o swoim udziale w serialu "Piekło kobiet", który przenosi widzów do realiów dwudziestolecia międzywojennego, ale - jak podkreśla aktor - pozostaje zaskakująco aktualny.
- Musiałbym mieć bardzo ważny powód, żeby odmówić udziału w takim projekcie. Kiedy trafia do mnie dobry scenariusz i widzę, że komuś naprawdę zależy, trudno przejść obok tego obojętnie - mówi.
Damięcki wciela się w Maksymiliana, dobrze urodzonego redaktora naczelnego poczytnego pisma. - To facet, który uważa, że świat należy do niego. Wszystko da się załatwić: ja tobie, ty mnie. A kobiety? One tylko przeszkadzają, za dużo krzyczą - opisuje aktor. Z ironią przytacza ówczesne "mądrości", które - ku jego przerażeniu - wciąż pobrzmiewają we współczesnych debatach.
Serial, inspirowany tekstami Tadeusza Boya-Żeleńskiego, odsłania brutalną codzienność kobiet w międzywojniu, ale również mechanizmy, które, zdaniem Damięckiego, nadal funkcjonują. - Żyjemy w skomputeryzowanym, kolorowym świecie i wydaje nam się, że jesteśmy dalej, a tymczasem to nie są koła, tylko spirale, które zataczamy. Idziemy do góry na osi czasu, ale niewiele się zmienia - mówi.
Damięcki liczy, że produkcja wywoła dyskusję, nawet jeśli będzie ona burzliwa. - Chciałbym, żeby po obejrzeniu serialu nawet najbardziej zatwardziałych coś zakuło. By zadali sobie pytanie, czy rzeczywiście niesłuchanie słabszych jest najlepszym pomysłem - mówi. Jest przygotowany na komentarze i hejt: - Trzeba próbować. Ta rozmowa nadal jest potrzebna.
Praca nad serialem była dla aktora również lekcją historii. - Zawsze miałem wizję międzywojnia jako świata wolności i elegancji. A ten serial pokazuje, co działo się za kulisami. Myślę, że dla wielu osób może być to szokujące - mówi.
Serial "Piekło kobiet" będzie miał premierę na HBO Max 6 marca.