Mickey Rourke odcina się od zbiórki. Aktor mówi o "oszustwie"
Mickey Rourke twierdzi, że zbiórka w jego imieniu na GoFundMe była oszustwem przygotowanym przez pracownicę dla jej zysku. Darczyńcy otrzymują zwroty wpłat.
Mickey Rourke w jednym z wywiadów odniósł się do internetowej zbiórki po jego problemach z eksmisją. Aktor zaznaczył, że nie chce mieć z nią nic wspólnego i nie zamierza przyjmować wsparcia od fanów. Wypowiedział się ostro o osobie, która miała zorganizować akcję.
Według Rourke'a, inicjatywa była nieautoryzowana. - To było jedno wielkie oszustwo. Cała ta sprawa z pieniędzmi to coś, co zrobiła osoba, która dla mnie pracowała, żeby zatrzymać pieniądze dla siebie - powiedział. Dodał też: - Nigdy nie prosiłbym obcych ani fanów o jałmużnę.
J.K. Simmons skończył 71 lat. Którymi rolami zasłynął?
Aktor powtórzył swój wcześniejszy przekaz. - Jak powiedziałem, wolałbym wsadzić sobie pistolet w tyłek i pociągnąć za spust, niż prosić kogokolwiek o dolara.
Wypłynęło to po informacjach o sześciocyfrowej kwocie zebranej na GoFundMe, której Rourke miał kategorycznie odmówić. Rzecznik GoFundMe przekazał, że 14 stycznia uruchomiono zwroty i darczyńcy dostaną 100 proc. wpłat.
W tle pojawił się również temat zdrowia psa aktora, Ivana. Rourke przekazał, że kryzys minął i leczenie jest zabezpieczone finansowo. - Już opłacone. Daje sobie radę. Utrzyma się – stwierdził, odnosząc się do kosztownej operacji związanej z chorobą serca zwierzęcia.
Do oskarżeń Rourke'a odniosła się menedżerka aktora, Kimberly Hines. W komentarzu dla TMZ napisała: "To po prostu nieprawda. Pieniądze były przeznaczone dla Mickey'ego, a ponieważ odmawia przyjęcia pomocy, środki zostały zwrócone jego fanom i osobom wspierającym. Jestem zajęta negocjowaniem trzech kontraktów dla niego i w stałym kontakcie z nim. Więc oczywiście nic się nie zmieniło, poza tym, że impulsywnie mówi rzeczy, które nie są zgodne z faktami".
Mickey Rourke zmaga się z problemami finansowymi po eksmisji z domu w Los Angeles za niezapłacone czynsze o wartości 60 tys. dolarów. Zbiórka pieniędzy na uregulowanie długu aktora wystartowała na początku stycznia. Była ona zaadresowana do fanów gwiazdora, którzy chcieliby uchronić byłą ikonę kina przed wylądowaniem na ulicy. "Mickey mierzy się z bardzo realną i pilną sytuacją: groźbą eksmisji z domu. Ta zbiórka powstaje za jego pełną zgodą i ma pomóc w pokryciu natychmiastowych kosztów związanych z mieszkaniem oraz zapobiec utracie dachu nad głową", można było przeczytać.