"Najbardziej niepokojąca część". Widowisko zszokuje widzów?
Wielki finał filmowej trylogii "Diuna" nadciąga. Timothée Chalamet przed grudniową premierą opowiada o zakulisowych wyzwaniach, inspiracjach i odważnych decyzjach, które ukształtowały to potężne widowisko.
18 grudnia zaplanowana jest kinowa premiera jednego z najbardziej wyczekiwanych filmów ostatnich lat. Reżyser Denis Villeneuve zaprezentuje finałową część trylogii opowiadającej o losach Paula Atrydy. Akcja przeniesie się w czasie 12 lat po wydarzeniach z poprzedniego filmu. Paul, jako Imperator, musi mierzyć się z konsekwencjami swojej absolutnej władzy i trwającego dżihadu. W główną rolę ponownie wcieli się Timothée Chalamet, a na ekranie towarzyszyć mu będą m.in. Zendaya, Florence Pugh, Anya Taylor-Joy, Jason Momoa czy Robert Pattinson.
Podczas spotkania zorganizowanego przez serwisy "CNN" i "Variety" Chalamet podzielił się refleksjami na temat trzeciej części "Diuny". Aktor przyznał, że ogromny rozmach finałowej odsłony trylogii zachęcił go do odważnych, nieszablonowych wyborów artystycznych. Choć początkowo porównał klimat filmu do kultowych ról Heatha Ledgera czy Marlona Brando, szybko sprecyzował, że chodziło mu o samą skalę widowiska, która daje przestrzeń na zaskoczenie widzów czymś zupełnie nieoczekiwanym.
Timothée Chalamet ma Hollywood u stóp. Jak dotarł na szczyt?
Chalamet o odważnych decyzjach w "Diunie 3"
Kluczową inspiracją dla Chalameta był Oscar Isaac, odtwórca roli księcia Leto w pierwszej części serii. - Podszedł do tego w iście szekspirowski sposób. Zagrał to w podniosłym tonie i zupełnie nie przejmował się tym, że to takie patetyczne - stwierdził Chalamet. Styl gry Isaaca pomógł młodemu aktorowi przełamać początkowe onieśmielenie ogromem futurystycznego świata.
Chalamet w trzecim filmie zyskał pełną swobodę twórczą i złapał świetny rytm z reżyserem. - Z Denisem złapaliśmy naprawdę dobry rytm. To najbardziej niepokojąca część. I bardzo odważne posunięcie - ujawnił aktor.
Filmowy Paul Atryda nie zdradził zbyt wiele na temat fabuły nowego widowiska, ale opowiedział o technologii stworzonej na potrzeby produkcji. - W pierwszej "Diunie" mieliśmy sekwencję w ornitopterze, którą miałem okazję powtórzyć w trójce, ale tym razem byłem do niej o wiele lepiej przygotowany. Przy "Diunie 3" przyszedłem na plan wcześniej i przestudiowałem panel sterowania. Te wszystkie hieroglify i rzeczy, które nie mają związku z rzeczywistością. Chciałem wiedzieć, do czego służy każdy przycisk i wypracować sobie z tym własną dynamikę - powiedział.
- Nie pozwalałem sobie na najmniejsze rozluźnienie. Ponieważ było to moje pożegnanie z "Diuną", pracę na planie traktowałem jako coś absolutnie wyjątkowego. Zamiast wpaść w rutynę, co bywa częstą pułapką, przy trzeciej części celowo wrzuciłem wyższy bieg. Czułem, że osiadanie na laurach po prostu kusi, dlatego starałem się z tym walczyć z całych sił - powiedział Chalamet.