Gorący przebój Netfliksa. Nikt nie spodziewał się tak dobrego wyniku
Film "Ludzie, których spotykamy na wakacjach" debiutował na platformie przed tygodniem. Okazał się dużo większym przebojem, niż można się było spodziewać. W sumie zanotował już ponad 40 mln wyświetleń.
Podczas minionego weekendu w streamingu zadebiutował film "Łup". Wysokobudżetowy thriller z Mattem Damonem i Benem Affleckiem osiągnął 3. najlepszy rezultat otwarcia w historii Netfliksa. Mogłoby się wydawać, że w tej sytuacji trochę starsze tytuły od razu przepadną na platformie. Tymczasem jeden film znacznie powiększył swoją widownię, także w Polsce, i na liście przebojów znajduje się za "Łupem".
Szalone emocje, wielkie nazwiska. Co nowego obejrzeć na VOD?
"Ludzie, których spotykamy na wakacjach" ma bez wątpienia jedną zaletę, która staje się szczególnie cenna w okresie zimowym. Film przenosi widzów nad ciepłe wybrzeże Morza Śródziemnego, do pięknej Barcelony i Girony. Jej bohaterami są Poppy i Alex. Ona jest duszą towarzystwa, on woli spędzić wieczór z książką. Ona marzy o podróżach po całym świecie, on najchętniej zaszyłby się we własnym mieszkaniu. Kiedy jedenaście lat temu odbyli podróż w rodzinne strony, rozkwitła między nimi przyjaźń.
Przez niemal cały rok nie spotykają się ze sobą, mieszkają daleko od siebie. Ona w Nowym Jorku, on w ich rodzinnym mieście. Jednak w każde wakacje spędzają ze sobą jeden letni tydzień. Nie trzeba już chyba dodawać, że "Ludzie, których spotykamy na wakacjach" to komedia romantyczna o formule "friends-to-lovers".
Komedie romantyczne zazwyczaj nie gromadzą zbyt dobrych recenzji i opinii widzów, ale w tym przypadku jest inaczej. Na portalu Rotten Romatoes "Ludzie, których spotykamy na wakacjach" poziom zadowolenia widzów i krytyków zgodnie przekroczył 70 proc. Co ciekawe, krytyków jest nawet ciut wyższy.
"Nie jest w żaden sposób wymagający, zaskakujący ani wyjątkowy. Nie ma tu nawet zbyt wielu momentów śmiechu, ale wprowadza miły nastrój. Głównie za sprawą sympatycznych bohaterów i pięknych, słonecznych miejsc, które odwiedzają. To wszystko, co próbuje osiągnąć. Tylko tyle i aż tyle" – czytamy w recenzji Matthew Simpsona.