Ostatni raz przed publicznością. Tak Edward Linde‑Lubaszenko żegnał się z aktorstwem. "Czas kończyć"
Edward Linde‑Lubaszenko odchodził ze sceny powoli, z pełną świadomością, że jego czas w zawodzie dobiega końca. Jego późna twórczość stała się cichym pożegnaniem - świadomym, dojrzałym i pełnym zgody na przemijanie. W jakich produkcjach widzowie mogli zobaczyć go po raz ostatni?
Edward Linde‑Lubaszenko, jeden z najbardziej rozpoznawalnych aktorów polskiego kina i teatru, zmarł w wieku 86 lat. Widzowie pamiętają go m.in. z takich kultowych produkcji, jak "Lista Schindlera", "Psy", "Poranek kojota", "Trzy dni bez wyroku", "Chłopaki nie płaczą", a także z roli doktora Romana Bognara w serialu "Układ krążenia". Choć zasłynął wieloma wybitnymi kreacjami, w ostatnich latach pojawiał się na ekranie coraz rzadziej, stopniowo żegnając się z zawodem.
Ostatnie pożegnanie Joanny Kołaczkowskiej. Artystkę żegnały tłumy
Ostatnie role Edwarda Linde‑Lubaszenki w kinie i teatrze
W ostatnich latach życia aktor pojawiał się w produkcjach filmowych i telewizyjnych, które, choć mniej medialne, pokazały jego niezmienną pasję do aktorstwa. Jednym z jego ostatnich filmów był "Bractwo butelkowe" (2024), a w tym samym roku zagrał także w serialu "Gra w butelkę".
Ostatnie publiczne wystąpienie teatralne Edwarda Linde‑Lubaszenki na scenie miało miejsce 21 września 2025 roku w Teatrze Narodowym w Warszawie podczas spektaklu "Wesele" Stanisława Wyspiańskiego. Aktor podkreślił wtedy, że to jego oficjalne pożegnanie z teatrem, po ponad 55 latach pracy.
To będzie symboliczne pożegnanie z tą sztuką. Graliśmy ją w Starym Teatrze w Krakowie, teraz zagramy ją w Teatrze Narodowym w Warszawie. Czas kończyć, ale jeszcze się nie żegnam na zawsze - mówił wówczas "Faktowi".
ZOBACZ TAKŻE: Edward Linde‑Lubaszenko miał trudne dzieciństwo
Edward Linde‑Lubaszenko o przemijaniu i świadomym końcu kariery
W ostatnich latach Edward Linde‑Lubaszenko coraz częściej mówił otwarcie o przemijaniu i świadomym zamykaniu kolejnych etapów życia. W rozmowie z tygodnikiem "Rewia" przyznał, że nie planuje pozostawiać po sobie żadnego majątku.
Gdy już będę czuł, że nadchodzi ten czas, to pozamykam różne bankiety w restauracjach. Po co to zostawiać? Żeby później inni bankietowali? Skoro ja mogę jeszcze sam dobrze zahulać i to za swoje, to nie będę sobie żałować - tłumaczył bez ogródek.
Aktor podkreślał również, że chce odejść z poczuciem pełnego porządku w swoim życiu, bez zobowiązań i długów.
Żadnych długów. Nigdzie i u nikogo. Wiem, że pójdę do nieba, więc muszę mieć czystą kartę, żeby mnie tam wpuścili. Nic po sobie nie zostawię - mówił z charakterystycznym dla siebie dystansem.