Fiasko w roku premiery i afera wokół praw autorskich. Kulisy świątecznego klasyka
Mówi się, że to ulubiony gwiazdkowy film Amerykanów. Stał się kultowy pod wieloma względami. Nie każdy zdaje sobie jednak sprawę z faktu, że "To wspaniałe życie" okazało się komercyjną porażką w roku premiery, a później stanęło w ogniu skandalu z powodu zamieszania wokół praw autorskich.
"To wspaniałe życie" (1946) w reżyserii Franka Capry należy do najpiękniejszych i najbardziej inspirujących filmów świątecznych. To obraz pełen nadziei, traktujący o afirmacji życia oraz sile relacji międzyludzkich. Ciepły, wzruszający, nieco nostalgiczny i z uniwersalnym przesłaniem – te wszystkie cechy składają się na sukces tytułu, który wciąż pozostaje obowiązkowym punktem filmowych świąt Bożego Narodzenia.
Najlepsze filmy na święta
Jego popularność mogliśmy zauważyć w dwóch częściach przygód Kevina McCallistera – w komedii "Kevin sam w domu" rodzina rezolutnego chłopca ogląda francuskojęzyczną wersję dzieła Capry podczas pobytu w Paryżu. Przy okazji "Kevina samego w Nowym Jorku" odpoczywający na "słonecznej" Florydzie McCallisterowie zostają natomiast skazani na hiszpański dubbing.
Od opowiadania do legendy
"To wspaniałe życie" zdobyło status kultowego klasyka dopiero po wielu dekadach od premiery. Podczas realizacji produkcji zrodziła się wrzawa, a pewien błąd urzędniczy doprowadził do utraty części praw autorskich przez twórców…
Głównym bohaterem legendarnej historii jest George Bailey (James Stewart). Uczciwy, oddany swoim bliskim i pracy mężczyzna zostaje doprowadzony do finansowej ruiny w dzień Wigilii przez wyrachowanego Henry’ego Pottera (Lionel Barrymore). W rozpaczy i beznadziei George zamierza odebrać sobie życie. Od drastycznego kroku zamierza go odwieść anioł stróż. Pokazuje mężczyźnie najpiękniejsze momenty jego życia, a także alternatywną rzeczywistość, w której Bailey by się nie urodził, co wywarłoby dramatyczny wpływ na jego bliskich.
Słodko-gorzki moralitet o George’u Baileyu powstał w pierwszej kolejności jako opowiadanie "The Greatest Gift" spod pióra Philipa Van Dorena Sterna. Zainspirowany "Opowieścią wigilijną" Charlesa Dickensa autor tworzył krótką formę od 1939 do 1943 roku. Niestety nie mógł znaleźć wydawcy na świąteczną opowieść o człowieku złamanym przez brutalną codzienność, więc zdecydował się sfinansować wydanie historii w broszurze. Tak powstało 200 kopii, które rozesłał przyjaciołom oraz bliskim jako dodatek do kart bożonarodzeniowych.
Poszukiwania idealnego aktora
Jeden z egzemplarzy przykuł uwagę producenta ze studia RKO Davida Hempsteada. Filmowiec przedstawił nowelkę ówczesnemu amantowi Hollywood, Cary’emu Grantowi. Gwiazdor docenił potencjał historii, a wspomniana wytwórnia zwietrzyła okazję do obsadzenia aktora w tonacji przełamującej jego ekranowy wizerunek.
Rozpoczynający karierę w środowisku cyrkowców Grant specjalizował się bowiem w kreacjach komediowych. Dobitna ekspresja, umiejętności akrobatyczne i dystans do własnej osoby sprawiały, że chętnie obsadzano go w przeszarżowanych rolach lekkoduchów. Cary skrywał jednak ogromny potencjał dramatyczny, który miał okazję zaprezentować u nielicznych twórców m.in. Alfreda Hitchcocka czy Clifforda Odetsa.
Jako George Bailey z "To wspaniałe życie" aktor mógłby ponownie dowieść swej wrażliwości. RKO licząc na hit z rozchwytywanym w tamtych latach amantem zakupiło prawa do ekranizacji prozy Philipa Van Dorena Sterna wiosną 1944 roku. Jako reżysera wyznaczono Franka Caprę – zaangażowanego społecznie twórcę, który w swoich komediach opowiadał się za problemami zwykłych ludzi, demaskował korupcję i nierówności systemu. W tym samym roku na ekrany wszedł inny hit Capry z Carym Grantem na pierwszym planie – "Arszenik i stare koronki" (1944).
Niestety, Grant odrzucił ostatecznie rolę George’a Baileya na rzecz innej produkcji w świątecznym klimacie – "Żona biskupa" (1947). Jednocześnie RKO przeżywało istne bolączki ze scenariuszem. Mimo pracy kilku uznanych scenarzystów kolejne próby adaptacji kończyły się fiaskiem.
W projekt niezachwianie wierzył jednak Frank Capra, którego niezależne studio Liberty Films zakupiło od RKO prawa do ekranizacji "To wspaniałe życie". Odrzucona przez Cary’ego Granta rola George’a Baileya powędrowała zaś w ręce Jamesa Stewarta.
Artystyczna wizja kontra rzeczywistość
James Stewart – ekranowe sumienie Ameryki – doskonale wpisał się w portret złamanego przez życie poczciwca, który ponownie uczy się doceniać codzienność oraz siłę, którą daje mu rodzina i przyjaciele. Aktor obdarzył swą postać wszechstronną skalą emocji i naturalizmem.
Zdjęcia do "To wspaniałe życie" ruszyły wiosną 1946 roku, co z oczywistych przyczyn uniemożliwiło naturalne oddanie zimowej scenerii. Ekranowy śnieg imitowały… płatki śniadaniowe. Na potrzeby fikcyjnego Bedford Falls, w którym toczy się akcja, wzniesiono specjalne miasteczko na ranczu Encino w Kalifornii. Plan liczył ponad siedemdziesiąt budynków, park i 300-metrową ulicę. Takie zaangażowanie wyłącznie dowodzi wielkich oczekiwań Franka Capry co do projektu.
W roku premiery "To wspaniałe życie" poniosło jednak komercyjną porażkę. Również krytycy zdawali się umniejszać produkcji z tak budującym przesłaniem oraz zjawiskową realizacją. Film został nominowany do Oscara w pięciu kategoriach, jednak twórcy opuszczali galę jako jedni z największych przegranych wieczoru. W kluczowych kategoriach świąteczny obraz Capry został pokonany przez wojenny melodramat "Najlepsze lata naszego życia".
Odkrycie po latach
"To wspaniałe życie" zyskało należyte uznanie dopiero w drugiej połowie lat 70., a więc trzy dekady od premiery. Odbyło się to jednak w gorzkiej dla twórców otoczce. W 1951 roku z powodu kłopotów finansowych zamknięto Liberty Films, a prawa do filmu zostały przejęte przez Paramount Pictures.
Urzędnicza wędrówka trwała – od niezależnego dystrybutora M. & A. Alexander do firmy National Telefilm Associates. Ta ostatnia w wyniku błędu w dokumentacji utraciła szansę na odnowę praw autorskich w 1974 roku, przez co "To wspaniałe życie" trafiło do domeny publicznej. Stacje telewizyjne rozpoczęły masowe emisje produkcji. W dalszym ciągu musiały jednak uiszczać tantiemy, ponieważ fabuła pozostawała utworem pochodnym opowiadania "The Greatest Gift", do którego prawa autorskie odnowił trzy lata wcześniej Philip Van Doren Stern.
Nowe pokolenie od pierwszych chwil dało produkcji tyle czułości i uznania, w jakim stopniu zasługiwała na nie od początku. "To wspaniałe życie" stało się obowiązkowym punktem świątecznych ramówek w telewizji. Jeśli ktoś z Was nie oglądał jeszcze tego czarno-białego klasyka zaszczepiającego w widzach magię świąt – wiecie, co robić. Film można obejrzeć na VOD m.in. w Apple TV + czy Prime Video.