"Smerfy: Wielki film". Pokusili się i o żarty dla dorosłych
Spędzaliście czas, oglądając Smerfy wieczorami w ramach dobranocki? Lata mijają i teraz z dziećmi chodzimy na smerfy do kina. Tego się można było spodziewać. Ale chyba nie tego, żeby brat Gargamela odbywał spotkania online w "sali do zoomów".
Smerfy to jedna z najtrwalszych franczyz w popkulturze. Lata mijają, a Smerfy wciąż znajdują swoich fanów wśród nowych młodziutkich pokoleń. Po raz kolejny niebieskie ludziki w czapeczkach trafiają na duże, kinowe ekrany. Jaki jest efekt? Można przede wszystkim liczyć na dobrą rozrywkę dla dzieciaków, które podczas "Wielkiego filmu" nie będą miały czasu się nudzić, a to w trakcie wakacji wartość niemalże błogosławiona dla rodziców.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Na te filmy czekamy. Szykują się prawdziwe hity
O czym jest tym razem? Ponad 100 lat temu czterech czarnoksiężników postanowiło zniszczyć dobro na świecie. Mieli to zrobić dzięki 4 magicznym księgom, ale jedna się zbuntowała i uciekła. Księgę, jak i całą dość nieciekawą dla świata sytuację, uratowało trzech wielkich bohaterów, których tożsamość długo nie pozostaje tajemnicą. Pragnąca dobra księga ukryła się w wiosce smerfów i tam żyła sobie spokojnie, ale - jak to w filmach bywa - do czasu.
W wiosce, gdzie każdy niebieski obywatel ma swoje specjalne imię (czy też imek), jeden jest Bezimkiem. Kryzys tożsamości smerfa w filmie dla dzieci? A czemu nie. W tej produkcji dzieje się tak wiele, że po 10 minutach przestaniecie się wszystkiemu dziwić. Bo czego tu nie ma? Są dobrze znane smerfy, jest Gargamel z Klakierem (którzy mają połowicznie dobre intencje), jest brat odwiecznego wroga smerfów, który okazuje się jeszcze gorszym przeciwnikiem. Są zoomy i podcasty, i żarty z korpo świata. Są popularne piosenki, szybkie i częste zmiany lokacji, nawet sposobu animowania postaci.
Smerf Bezimek chce udowodnić, że jest kimś, że ma charakter. Twórcy tej bajki mają podobnie - chcą za wszelką cenę pokazać, że mają jeszcze coś do powiedzenia o świecie Smerfów, choć pokolenie, które oglądało smerfy w ramach Dobranocki ma już zdecydowanie inne zainteresowania. Czy się to udaje twórcom? Na sali kinowej trudno było usłyszeć jakiekolwiek głosy niezadowolenia. Dzieciom "nowe Smerfy" się podobają, bo to kolejny raz śliczna historia o sile rodziny, przyjaźni i o tym, jak ważna jest wiara w siebie. Każdemu Marudzie to potrzebne. I choć można psioczyć, że co za dużo pomysłów to niezdrowo, to gdy papie Smerfowi dzieje się krzywda, w każdym obudzi się sentyment do tych małych bohaterów.
Miażdżony "Jurrasic World", obskurna Warszawa w hicie Prime Video i nowe perełki w streamingu. O tym w nowym Clickbaicie. Znajdź nas na Spotify, Apple Podcasts, YouTube, w Mountainboard czy Open FM. Możesz też posłuchać poniżej: