Polak był koszmarem dla Niemców. Brytyjczycy pozostawili go na śmierć
54 lata temu miał premierę wyjątkowy w naszej kinematografii film wojenny "Agent nr 1". Jego bohaterem był Jerzy Szajnowicz-Iwanow, który w Grecji do dziś uważany jest za bohatera narodowego, natomiast w Polsce jest postacią niemal zapomnianą. Podobnie jak film i książka o nim.
Urodził się 14 grudnia 1911 roku w Warszawie. Był synem Leonardy Szajnowicz i pułkownika armii carskiej. Polsko-rosyjskie małżeństwo szybko się jednak rozpadło. Matka Jerzego była patriotką i w takim też duchu wychowała syna. Ponownie wyszła za mąż za greckiego przedsiębiorcę i przeprowadziła się z nim do Salonik. Młody Szajnowicz-Iwanow był znakomitym pływakiem (co później wykorzystał w walce z Niemcami), reprezentantem Polski w piłce wodnej.
Ten mural to nowy hit Wrocławia. Hołd dla polskiej noblistki
Wybuch wojny zastał go w Grecji. W latach 1939–1940 starał się drogą korespondencyjną o wcielenie w szeregi Polskich Sił Zbrojnych. W maju 1940 roku nawiązał współpracę z polską placówką wojskową w Salonikach. Trafił do Palestyny, gdzie został przydzielony do wojsk brytyjskich. Do Grecji powrócił już jako agent wywiadu, członek Special Operations Executive.
We współpracy z greckim ruchem oporu prowadził działalność szpiegowską i sabotażową. Przekazywał dowództwu angielskiemu informacje o niemieckich instalacjach wojskowych w Grecji, ruchach wojsk niemieckich i włoskich, konwojach płynących do Afryki Północnej. Grupa Iwanowa zniszczyła lub uszkodziła około 400 samolotów niemieckich i włoskich remontowanych w Atenach (dodając do silników żelaznych opiłków). Szajnowicz-Iwanow miał także osobiście minować i niszczyć niemieckie okręty podwodne i transportowe w porcie i na redzie.
Po zakończeniu II wojny światowej prawie nikt w Polsce nie wiedział o bohaterskiej działalności rodaka, który był jednym z najbardziej cennych i efektywnych brytyjskich agentów. W Grecji Jerzy Szajnowicz-Iwanow uważany jest za bohatera narodowego. Ulice jego imienia znajdują się w każdym większym greckim mieście, w Salonikach stoi pomnik. Jest także patronem klubów i hal sportowych. W latach 60. mówiono o nim "polski James Bond".
A w Polsce? W Warszawie znajduje się pamiątkowa tablica na domu, w którym mieszkał przy ul. Nowy Świat, oraz w kościele, w którym został ochrzczony. W kilku miastach są też ulice Iwanowa-Szajnowicza, które pojawiły się po wydaniu powieści "Agent nr 1" z 1959 roku oraz jej ekranizacji z 1971 roku. Pytanie, czy dziś Polacy wiedzą, kim był patron ulicy, przy której mieszkają?
Za sprawą powieści Stanisława Strumph-Wojtkiewicza, a później filmu Zbigniewa Kuźmińskiego, postać Jerzego Szajnowicza-Iwanowa przestała być w naszym kraju anonimowa. Niestety, zarówno o książce, jak i o filmie dość szybko zapomniano. Zapomniano także o ich bohaterze. Na wojenny dramat "Agent nr 1" można natrafić w stacji Kino Polska. Jest też dostępny w ramach abonamentu na platformie Canal+. Warto go obejrzeć, nie tylko po to, aby poznać bohaterskie czyny Szajnowicza-Iwanowa. To po prostu kawał dobrego kina.
W filmie w polskiego bohatera II wojny światowej wcielił się Karol Strasburger, dla którego była to pierwsza duża rola. Autorem scenariusza był Aleksander Ścibor-Rylski. Większość zdjęć kręcona była poza granicami naszego kraju, w Grecji oraz w Bułgarii. "To jeden z nielicznych filmów o Polakach walczących ‘za naszą i waszą wolność’ na wszystkich frontach. Dobrze pokazany zapał i wola walki z okupantem, gdziekolwiek by się ona nie toczyła" – czytamy w "Leksykonie polskich filmów fabularnych".
Jerzy Szajnowicz-Iwanow został rozstrzelany przez SS-manów 4 stycznia 1943 roku w Atenach. Wcześniej dwukrotnie został złapany przez gestapo, ale zdołał uciec. We września 1942 roku został rozpoznany przez znajomego i "sprzedany" Niemcom. W grudniu dostał potrójny wyrok śmierci. Zwierzchnik greckiego kościoła prawosławnego, arcybiskup Aten Damaskin, usiłował ocalić Polakowi życie, odwiedzając więźnia w celi i jednocześnie interweniując u Niemców i u Brytyjczyków z sugestią wymiany ważnych jeńców wojennych. Jednak do jego propozycji przychylnie odniosła się tylko strona niemiecka.
W lipcu 1945 roku brytyjski marszałek Harold Alexander w imieniu Narodów Sprzymierzonych podziękował polskiemu bohaterowi, a kilka lat po śmierci Jerzego Szajnowicza-Iwanowa przekazano rodzinie zmarłego... tysiąc funtów w uznaniu jego zasług.