Cios między oczy. Serial HBO już na początku ściąga widzów na ziemię
Jesteście już po seansie pierwszego odcinka "Rycerza siedmiu królestw" HBO Max? Z pewnością zszokowała was scena, która ukazała codzienność w rycerskich czasach z bardzo przyziemnej strony. Peter Claffey, tytułowy rycerz, mówi w rozmowie z WP, że bardzo czekał na ten moment.
"Rycerz siedmiu królestw" to prequel legendarnego serialu "Gra o tron", który stał się kulturowym wydarzeniem i mimo potknięcia w finałowym sezonie do dziś umieszczany jest w czołówce seriali wszech czasów. "Rycerz" jednak nie miał nigdy ambicji, by dorównać wielkiemu poprzednikowi. To prosta, wręcz kameralna historia Duncana, któremu marzy się rycerski stan. Wyrusza więc na turniej, gdzie pragnie stanąć w szranki z uznanymi rycerzami.
Szybko okazuje się jednak, że przyjdzie mu brać udział w sporach o o wiele głębszym znaczeniu. Pozna sens honoru, braterstwa i smak zdrady. Charakter tej opowieści wymusił na twórcach nieco lżejszy, miejscami rubaszny dowcip. W "Rycerzu siedmiu królestw" momenty patosu i powagi mieszają się z bardzo przyziemnym humorem, który nie jest niczym innym, jak przypomnieniem, że życie rycerza (nawet w świecie wymyślonym przez pisarza) to nie słodka bajka.
Jak wysoki jest Duncan Wysoki?
Byliśmy w grupie dziennikarzy, którzy na chwilę przed premierą serii HBO Max spotkali się z Peterem Claffeyem, odtwórcą roli Duncana Wysokiego. Mieliśmy zatem okazję, by zapytać o scenę z pierwszego odcinka, która dla widzów przyzwyczajonych do innego tonu musiała być jak cios między oczy!
Co pomyślałeś, gdy przeczytałeś o TEJ scenie w scenariuszu?
Peter Claffey: Bardzo na nią czekałem (śmiech). Była zabawna. Myślę też, że naprawdę dobrze wyszła. Motyw z biegunką jest w pewnym sensie idealny sposobem na opisanie naszego serialu. Masz tę narastającą, patetyczną muzykę, taki klimat "Gry o tron", a potem wszystko zostaje kompletnie zniszczone przez kogoś, kto rzekomo robi w spodnie za drzewem. Było bardzo fajnie i to był jeden z najzabawniejszych dni na planie. Nie mogliśmy dokończyć zdjęć, bo nie byliśmy w stanie przestać się śmiać. Więc tak, było super.
W twojej postaci jest dużo humoru: jest za wysoki, obija się o rzeczy, gubi się. Zastanawiałam się, jak podchodziłeś do tej komedii, żeby nie zrobić z niej czystego slapsticku?
Racja, chcesz, żeby to miało lekki, humorystyczny ton, ale nie chcesz wypaczyć tego, czym to naprawdę jest, czyli historii w stylu "Gry o tron", Westeros, i nie chcesz odebrać serialowi jego powagi. Zaczynałem swoją karierę od pisania skeczów komediowych, więc długo ćwiczyłem ten "mięsień". Podchodziliśmy do scenariusza bardzo serio. Kiedy masz oko na główny cel sceny i nie przykładasz zbyt dużej wagi do samego żartu, to wszystko dzieje się naturalnie. Bez wciskania czegoś ludziom na siłę i mówienia "patrzcie, jacy jesteśmy zabawni".
Jesteś gotowy na to, co z twoim życiem zrobi popularność serialu HBO?
Mieszkanie w Irlandii ma też ten plus, że w moich rodzinnych stronach, w Galway, wśród ludzi stamtąd, jest dużo więcej skromności i dystansu. Nie sądzę, żeby stało się jak z "Grą o tron", która była fenomenem, a ludzie obstawiali zakłady, oglądali w pubach. To było szaleństwo. Mam nadzieję, że tamten czas telewizji, jeszcze prawie sprzed ery streamingu, już nie wróci. Teraz jest tak dużo treści, że trudno, żeby coś aż tak zdominowało zbiorową wyobraźnię.
Mam nadzieję, że to nie stanie się czymś, co negatywnie zmieni moje życie. Cieszę się, że zrobiliśmy to dobrze i mam nadzieję, że ludzie to polubią. Dobrze jest mieć coś, co zajmuje głowę, kiedy to wszystko się dzieje.
Serial w dużym stopniu dotyka pojęcia honoru. Co dla ciebie dziś znaczy bycie honorowym w prawdziwym życiu?
Robić dobre rzeczy bez chwalenia się nimi w mediach społecznościowych. Nie mówić: "zrobiłem coś niesamowitego, jestem super". Żyjemy w bardzo egotycznym świecie. Po prostu bądź miły dla wszystkich, bez względu na to, kim są. Na planie, od głównej obsady po osobę sprzątającą odchody owiec, operatorów, reżysera, kaskaderów, każdy zasługuje na taki sam szacunek. Życzliwość sto procent. Mądrość. To jest taki moralny kompas, fundament, na którym warto budować życie, trochę pokory.
Basia Żelazko, dziennikarka Wirtualnej Polski