"Wielki powrót" to pożegnanie. Łabędzi śpiew telewizji, jaką kochaliśmy
Komedia ma się świetnie! Na HBO Max pojawił się właśnie trzeci sezon "Wielkiego powrotu". Twórcy zapewniają, że to już finał tej historii. Trudno o celniejszy autokomentarz Hollywood.
Czy Hollywood ma obsesję na własnym punkcie? Oczywiście. W końcu egocentryzm, narcyzm i przekonanie o swojej wartości to cechy, które napędzają Fabrykę Snów. Nic dziwnego, że jak na pęczki wyrastają produkcje, które są opowieścią o nim samym. W ciągu zaledwie dwóch lat dostaliśmy dwa seriale: bardzo dobrą "Franczyzę" o kulisach superprodukcji i wybitne wręcz "Studio", które robi wiwisekcję na (umierającym?) przemyśle filmowym. Teraz, niespodziewanie dla fanów, HBO Max zreanimowało historię serialowej aktorki - "Wielki powrót", którego trzeci sezon właśnie miał premierę.
Wielki powrót ulubienicy widzów. Czekali ponad 10 lat
To historia, jaka nie zdarza się nigdy: po pierwszym sezonie, który miał premierę 20 lat temu, ktoś w ówczesnych władzach stacji stwierdził, że to koniec, nie będzie kontynuacji. A jednak cuda się zdarzają. Jak powiedział mi podczas premiery scenarzysta i producent, Michael Patrick King (ten sam, który stoi także za "Seksem w wielkim mieście"), wszystko zawdzięczają fanom. Tak pokochali serial, który żył w popkulturze swoim życiem, że 10 lat po pierwszym sezonie jednak zdecydowano, że to nie koniec i premierę miał drugi. A dziś, na HBO Max wpadł właśnie trzeci sezon.
"Wielki powrót" to historia Valerie Cherish, przebrzmiałej dawno aktorki z popularnego niegdyś sitcomu. Gra ją nie kto inny jak Lisa Kudrow, gwiazda "Przyjaciół". Oczywiście trudno nie pomyśleć od razu, że jest bardzo autoironiczne - jednak nic z tych rzeczy. Kudrow do znudzenia powtarza, że to nie jest jej historia, to po prostu historia... każdej osoby, która walczy o swoje miejsce w tym piekiełku zwanym Hollywood.
Cherish jest w "pewnym wieku", więc rozumie, że jej możliwości kurczą się w błyskawicznym tempie. Przyjmuje zatem każdą propozycję, nikomu nie odmawia, dla każdego jest miła. Czy karma wraca? Oczywiście, że nie. Przed naszą bohaterką prawdziwa droga przez upokorzenia. "Wielki powrót" to komedia dla tych, którzy są w stanie znieść żenujące sytuacje dziejące się na ich oczach. Kudrow za swoją rolę otrzymała nominację Emmy i dorównuje tu temu, co Steve Carrell nawyczyniał w "The Office" jako Michael Scott. Cherish upada, przegrywa, jest wyszydzana, a i tak powstaje, walczy dalej, ciężko pracuje, a co najważniejsze: w tym wszystkim pozostaje sobą. Wciąż ma swój kompas moralny i wierzy w to, że zasługuje na szacunek i na sukces.
Pierwsze dwa sezony wspaniale oddały ówczesną fascynację branży programami typu reality show i nadejście jakościowej telewizji. Nad czym pochylili się twórcy trzeciego sezonu? Tym razem Valerie Cherish, która wciąż ma apetyt na więcej, dostaje propozycję zagrania w serialu w całości napisanym przez AI. W Hollywood wciąż słychać echa strajku scenarzystów, ludzie boją się o swoje posady, a Valerie próbuje przekonać wszystkich wokół (a najbardziej siebie), że wszystko jest w porządku. A przecież widzimy nie tak głęboko schowane gdzieś pod powierzchnią, między wersami scenariusza wyplutego przez algorytm, na drugim planie, na którym jest coraz mniej pracowników, mroczne wizje, że Hollywood się zwija, jak czerwony dywan po Oscarach, które mają z roku na rok coraz mniejszą widownię.
Rzadko zdarzają się produkcje komediowe, które tak celnie diagnozują to, o czym mówią. Gdy skasowano pierwszy sezon "Wielkiego powrotu" - to była ironia losu: tabelki w Excelu, czyjś zły humor oraz wielkie Nie Wiadomo Co zdecydowało o "być lub nie być" produkcji i wyrzuceniu jej do kosza. Teraz, twórcy zapewniają, że trzeci sezon to naprawdę postawienie kropki w tej historii. Trudno nie myśleć, że właśnie oglądamy łabędzi śpiew nie tylko tego świetnego serialu, ale po prostu telewizji, jaką znaliśmy i kochaliśmy. I o ile ta historia jest bardzo zabawna, to jej przesłanie o przyszłości jest smutne, wręcz dołujące.
Pierwsze dwa sezony i nowe odcinki trzeciego sezonu "Wielkiego powrotu" zobaczycie na HBO Max.
Basia Żelazko, dziennikarka Wirtualnej Polski