Wykorzystała ludzki dramat do reklamy? Nie widzi problemu
Melania Trump znalazła się w ogniu krytyki po tym, jak wykorzystała oficjalne przyjęcie uwolnionych izraelskich zakładników w Białym Domu do promocji swojego nowego filmu. Dla ekspertów jest to nieetyczne wykorzystywanie urzędu państwowego i ludzkiego dramatu do prywatnego wzbogacania się.
Film "Melania" od początku budzi kontrowersje. Dokument opowiadający o losach Melanii Trump w okresie poprzedzającym drugą inaugurację prezydencką jej męża trafił do kin w dość niefortunnym okresie. W Stanach Zjednoczonych wrze w związku z zabójstwem dwóch Amerykanów przez agentów ICE. Z pierwszych stron gazet nie schodzą nagłówki dotyczące ujawnienia dokumentów finansisty Jeffreya Epsteina - wskazują one na systemowe wykorzystywanie seksualne nieletnich, w które zaangażowane były amerykańskie elity. W opublikowanych aktach pojawiają się zdjęcia reżysera dokumentu o Melanii w towarzystwie Epsteina i jego ofiar.
Choć film miał zapełnić sale kinowe, w wielu lokalizacjach to się nie udało. W Europie "Melania" spotkała się z obojętnością. W Wielkiej Brytanii sprzedano zaledwie kilka biletów na pierwsze seanse, w Polsce sytuacja była podobna. Na Rotten Tomatoes film uzyskał tylko 6 proc. pozytywnych recenzji od krytyków. Zaskakujący może być fakt, że dokument otworzył się ze znaczącym sukcesem w Stanach Zjednoczonych, przynosząc 7 mln dol. w premierowy weekend, co jest rekordem dla filmu dokumentalnego od czasu pandemii. Dla przypomnienia - Amazon wydał na prawa i promocję łącznie 75 mln dol.
Co obejrzeć o sprawie Epsteina? Produkcje dostępne w streamingu
Promowała swój film przy uwolnionych zakładnikach Hamasu
Spirala kontrowersji związanych z filmem "Melania" trwa, a przyczyniła się do tego sama pierwsza dama. Melania Trump wykorzystała oficjalne spotkanie w Białym Domu z uwolnionymi izraelskimi zakładnikami, Keithem i Avivą Siegel, żeby wspomnieć o swoim nowym dokumencie. Dla Melanii było to drugie spotkanie z Avivą. Pierwsza dama poznała uwolnioną zakładniczkę w styczniu zeszłego roku, a sytuacja została udokumentowana na potrzeby filmu. - To było emocjonalne spotkanie, które zostało uchwycone przez kamerę i można je zobaczyć w moim filmie "Melania" - powiedziała pierwsza dama.
Melania została później zapytana, dlaczego uznała za stosowne wykorzystanie oficjalnego wydarzenia w Białym Domu do promocji dokumentu. - To nie jest promocja. Jesteśmy tu, by świętować uwolnienie zakładników, Avivy i Keitha. Byli w Waszyngtonie, zadzwonili do mnie i powiedzieli, że chcieliby wpaść, podziękować mi i się przytulić. I dlatego tu jesteśmy - powiedziała pierwsza dama.
Choć czerpanie zysków z filmu przez pierwszą damę nie jest nielegalne, eksperci i media wskazują na wątpliwy wymiar etyczny tych działań. Krytycy zarzucają rodzinie Trumpów wykorzystywanie najwyższego urzędu państwowego oraz wydarzeń rangi państwowej do prywatnego wzbogacania się, określając dokument mianem kosztownego "projektu próżności".