Kosztował 70 mln złotych. "Klapa, to mało powiedziane, to katastrofa"
W październiku ubiegłego roku na ekranach kin pojawił się "Chopin. Chopin!" - druga najdroższa polska produkcja filmowa po 1989 roku. "Magazyn Filmowy" podał, ile zgromadził w sumie widzów. "Klapa, to mało powiedziane, to katastrofa" – podsumował wynik jeden z analityków rynku filmowego.
Okres zdjęciowy trwał cztery miesiące. W filmie zagrało 260 aktorów i epizodystów, ponad 5000 statystów. Na planie wykorzystano około 300 historycznych pojazdów, ponad 1000 kompletów kostiumów, 600 par butów, 200 cylindrów, setki dodatków. Część zdjęć zrealizowano w Bordeaux oraz na Majorce. W Polsce ekipa filmowa pracowała na Dolnym Śląsku (Lubiąż, Szczawno, Żelazno), a także w Pszczynie i Żaganiu oraz na terenie województw: śląskiego, lubuskiego, łódzkiego i mazowieckiego.
Kultura WPełni: Juliusz Machulski o filmach swojego życia i Polsce
Rozmachu nie można mu więc odmówić. W dokumentach PISF, który dofinansował projekt kwotą 6 mln złotych, widnieje informacja, że budżet filmu "Chopin, Chopin" zaplanowany został na 64,8 mln złotych. Jednak "Magazyn Filmowy" podaje, że ostateczny koszt produkcji polskiej superprodukcji sięgnął 70 mln złotych.
W ostatnich 35 latach polska kinematografia więcej pieniędzy (76 mln złotych) wydała jedynie na realizację "Quo Vadis", który miał premierę w 2001 roku. Tyle, że film Jerzego Kawalerowicza obejrzało w kinach 4,3 mln widzów, co i tak nie pokryło kosztów produkcji, bo przychody ze sprzedaży biletów sięgnęły 70 mln złotych.
"Magazyn Filmowy" podaje, że "Chopin, Chopin" zgromadził w kinach w sumie blisko 450 tys. widzów, co daje przychody sięgające 9 mln złotych. "Klapa, to mało powiedziane, to katastrofa" – podsumowuje wynik Wojtek Kardyś, ekspert w dziedzinie komunikacji internetowej, social mediów. "Magazyn Filmowy" uważa natomiast, że jest to dobre osiągnięcie, choć dodaje, że "zapewne spodziewano się lepszego wyniku, bo budżet sięgający 70 mln złotych, niestety, z naszych kin się nie zwróci".
Niestety, "Chopin, Chopin!" nie zebrał też zbyt dobrych recenzji. Tomasz Raczek uważa, że "film robi schizofreniczne wrażenie: rozmach produkcyjny i efektowność zdjęć roztrzaskuje się o fatalny scenariusz i udawaną psychologię. Eryk Kulm jr. wygląda jak Chopin i umie grać na fortepianie więc jest gotowy do zagrania tej postaci. Czujemy jego potencjał i robi się przykro, gdy trzeba przyznać, że rola została tak źle napisana, że nie dało się z niej stworzyć kreacji. Film dłuży się i zniechęca do muzyki nadmiarem wszystkiego i trzymaniem się zasady ‘Chopin kompozytorem wielkim był’".
"Twórcy swoim filmem chcieli dać widzom portret artysty, który jest zbyt młody na śmierć, za bardzo kocha życie i za mało jeszcze przeżył. Z pewnością mógł też jeszcze wiele skomponować. Niestety jak na film o tak wielkich, rozpierających bohatera emocjach, w widzach wywołuje ich zdecydowanie za mało. Szkoda, bo pomysł, by odebrać Chopinowi jego posągowość, był świetny. Mogliśmy mieć polskiego "Amadeusza". Tymczasem "mamy ‘Amadeusza’ w domu" - czytamy w recenzji Karoliny Stankiewicz.