Aktorka ma dość opinii na swój temat. "Dajcie mi święty spokój"
Millie Bobby Brown skrytykowała media uderzające w jej wygląd. Aktorka mówi o presji i potrzebie ochrony młodych kobiet w branży. - To jest złe i to jest nękanie, zwłaszcza wobec młodych dziewczyn, które dopiero wchodzą do branży - powiedziała.
Millie Bobby Brown opisała, że w czasie promocji filmu Netflixa "The Electric State" mierzyła się z nagłówkami kpiącymi z jej wyglądu. Powiedziała, że takie teksty dotykały ją każdego dnia i sprawiały, że płakała. Jak mówi, rozumie pracę fotoreporterów, ale nie akceptuje oceniania wyglądu młodych kobiet.
Aktorka przytoczyła przykłady zdań, które widywała: "O mój Boże, co ona zrobiła z twarzą? Dlaczego jest blondynką? Wygląda na 60 lat!". Powiedziała: - Szanuję dziennikarstwo. Lubię czytać artykuły o moich ulubionych osobach i wiedzieć, co u nich. Rozumiem, że są paparazzi, chociaż to inwazyjne i dla mnie okropne. Wiem, że to wasza praca… Ale nie atakujcie mnie już w nagłówku. To jest złe i to jest nękanie, zwłaszcza wobec młodych dziewczyn, które dopiero wchodzą do branży.
Kultura WPełni: Anna-Maria Sieklucka o wielkim sukcesie i o tym, czy żałuje filmu "365 dni"
W tamtym okresie w sieci krążyły tytuły typu "Dlaczego zetki takie jak Millie Bobby Brown tak źle się starzeją?" czy "Co Millie Bobby Brown zrobiła ze swoją twarzą?". Aktorka powiedziała, że po takich publikacjach bywała "przygnębiona przez trzy, cztery dni". Wspominała też, że płakała za kulisami BRIT Awards, zanim wręczyła nagrodę Sabrinie Carpenter.
Brown tłumaczy, że zdecydowała się na nagranie wideo na Instagramie, aby odpowiedzieć na krytykę. - Jeśli przeszkadza ci, że jestem blondynką albo noszę więcej makijażu, to się do tego odniosę, nie tylko w swoim imieniu, lecz w imieniu każdej dziewczyny, która chce przetestować nową fryzurę albo nałożyć czerwoną pomadkę – stwierdziła. - Dajcie mi święty spokój. Mam 21 lat. Chcę się bawić, eksperymentować i być sobą.
W nagraniu mówiła także: - zachowujecie się, jakbym miała pozostać zamrożona w czasie - oraz krytykowała "ludzi rozpaczliwie próbujących ściągnąć młode kobiety w dół". Dodała: - To nie jest dziennikarstwo. To jest nękanie. Fakt, że dorośli autorzy poświęcają czas na rozkładanie na czynniki pierwsze mojej twarzy, mojego ciała, moich wyborów, jest niepokojący. A że część tych tekstów piszą kobiety? Jeszcze gorzej.
Aktorka podkreśliła: - Ciągle mówimy o wspieraniu i wzmacnianiu młodych kobiet, ale gdy przychodzi co do czego, łatwiej jest je zniszczyć dla klików. Rozczarowani ludzie nie potrafią znieść tego, że dziewczyna staje się kobietą na własnych zasadach, nie na ich.
Dodała: - Nie będę przepraszać za dorastanie. Nie będę się umniejszać, by wpasować się w nierealne oczekiwania. Nie dam się zawstydzić za to, jak wyglądam, jak się ubieram i jak się prezentuję.
Brown wróciła do promocji "Stranger Things 5", finałowej odsłony serialu Netflixa. Zwróciła uwagę, że jej rzeczywistość medialna zmieniła się po ogłoszeniu w sierpniu, że wraz z mężem Jakiem Bongiovim adoptowała córkę. - Dla mnie naprawdę ważne jest, by ją i jej historię chronić, dopóki nie będzie na tyle duża, by kiedyś móc podzielić się nią sama – powiedziała. - Nie moją rolą jest celowo wpychać ją w światła reflektorów wbrew jej woli.