"Alert dla rodziców". Tytuł animacji oburzył prawicowe środowiska
"To szokujące, że w 2026 roku w Polsce tyle negatywnych emocji budzi przyjazny film z wątkiem LGBTQ+" - komentuje dystrybutor pełnometrażowej animacji dla młodzieży, "Lesbijska księżniczka z kosmosu".
W piątek, 13 lutego, do polskich kin wchodzi pełnometrażowy film animowany, zatytułowany "Lesbijska księżniczka z kosmosu". To australijska produkcja, która światową premierę miała prawie dokładnie rok temu. W konwencji kosmicznego science fiction opowiada o sile miłości i roli przyjaźni. Uczy, jak otwierać się na świat i ludzi, jak uciekać od toksycznych relacji.
Wspólne dzieło dwóch reżyserek: Emmy Hough Hobbs i Leeli Varghese spotkało się z ciepłym przyjęciem na Zachodzie, zdobyło kilka liczących się nagród, zarówno w rodzimej Australii, jak i na międzynarodowych festiwalach, np. w Berlinie.
Oficjalnie wrogowie, w łóżku kochankowie. Gorące nowości VOD
Wojna na komentarze
Ale w Polsce błyskawicznie - zanim jeszcze publiczność mogła go zobaczyć - znalazło się grono osób, którym film z gruntu się nie podoba, a wręcz uznają go za szkodliwy. Czytając ich komentarze, widać wyraźnie, że dzień premiery, piątek trzynastego, uznają za bardzo pechowy dla polskich dzieci.
Na portalu Filmweb od jakiegoś już czasu trwa atak na australijski film - zbiera on mnóstwo najniższych ocen, co obniża jego ogólną notę. Jak zauważyła jedna z komentatorek, wygląda to na zorganizowaną akcję.
Wojna trwa też w sekcji komentarzy. Jedni piszą o "homopropagandzie" i "ideologicznym śmietniku", porównują film do "komunistycznych filmów propagandowych". Ton argumentów drugiej strony najbardziej wdzięcznie ujęła swoim wpisem Adrianna Skornicka z Kina Pałacowego w Poznaniu, która napisała "nigdy bardziej nie chciałam być lesbijką".
"Lewacka zgnilizna intelektualna"
Ale kontrowersje wokół filmu szybko wykroczyły poza granice środowiska kinomanek i kinomanów. Stało się tak m.in. za sprawą działacza szczecińskiego oddziału partii o najbardziej, było nie było, filmowej nazwie w Polsce, ultraprawicowej Nowej Nadziei. Radosław Gardziński to znana postać w północnozachodniej Polsce - z kretesem przegrał co prawda walkę o miejsce w lokalnym samorządzie, ale jest bardzo aktywny w internecie i w debacie publicznej. Uznał też, że warto zaistnieć w związku z premierą australijskiego filmu.
Postanowił zaatakować jednocześnie na dwóch frontach, uderzając w lokalne władze i w firmę zajmującą się dystrybucją filmu. W zapalczywym poście na Facebooku, nawiązując do anonsowanych pokazów tego tytułu w zarządzanym i finansowanym przez samorząd szczecińskim kinie Pionier, polityk pisze, że ten plan jest "nachalnym wciskaniem lewackiej zgnilizny intelektualnej, która nikomu nie jest potrzebna i na którą nikt zdroworozsądkowy nie wyda własnych pieniędzy". Wspomina też o "intelektualnej demolce w Pionierze".
W imieniu bliżej nie określonej wspólnoty, posługując się liczbą mnogą, Gardziński deklaruje: "nie chcemy, aby z naszych podatków finansowano projekty, które zamiast budować poziom, jedynie niszczą tkankę społeczną i autorytet miejskich instytucji."
"Szkodliwe dzieło ideologów woke"
Wirtualnej Polsce udało się skontaktować z Gardzińskim i zapytać go o jego działania w sprawie filmu. Polityk przyznał, że do tej pory jeszcze go nie widział.
- Jest jednak sporo recenzji w internecie, bo film wyświetlany jest na świecie od zeszłego roku - wyjaśniał. - W opisie widać pewne szkodliwe uogólnienia i nawiązania propagandowe, jak choćby "Uciskani Biali Heteroobcy" z opisu filmu, prowokacyjnie uderzające w niektóre grupy społeczne do czego ideologowie "woke" nas przyzwyczaili. Post, który zamieściłem na social mediach, był przejawem wzburzenia, bo sam mam i wychowuję dzieci w wieku 9 i 11 lat i chciałbym, aby tego typu "animacje", przepełnione nagością, wulgaryzmami, żartami z genitaliów itp., wyświetlane przez kino, za które płacą wszyscy Szczecinianie jako właściciele, oznaczane było wyraźniej kategorią wiekową.
Wirtualna Polska zapytała też, w imieniu jakiej zbiorowości wypowiadał się polityk.
- "Nie chcemy" to typowy skrót myślowy do sympatyków odwiedzających mój mały, bądź co bądź profil - odpowiedział. Odniósł się także do pytania o dalsze plany jego środowiska względem filmu: - Nie planujemy dalszych działań, poza wybraniem się do kina, aby faktycznie zrecenzować to potencjalnie szkodliwe "dzieło" po seansie.
Patriotyczny Toruń też czujny
Na interwencję w sprawie premiery filmu zdecydowały się także anonimowe osoby prowadzące profil na Facebooku Patriotyczny Toruń. Opublikowały post z plakatem filmu i komentarzem "alert dla rodziców". Nie ma tam żadnych konkretnych zarzutów wobec filmu, ale mnóstwo mocnych słów przeczytać można w licznych komentarzach.
Ich ducha najlepiej oddaje wpis Andrzeja Szarko: "bojkotować ten szajs". Wirtualna Polska zapytała, czemu ma taką opinię, ale komentator nie zdecydował się odpowiedzieć. Agnieszka Olszewska z Turzna, absolwentka toruńskiego Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, napisała natomiast: "znaczy idą vabank". Zapytana przez Wirtualną Polskę, kto i dokąd idzie, nie udzieliła żadnych wyjaśnień. Sprawy nie chciała też komentować żadna z osób stojących za portalem Patriotyczny Toruń.
Dorośli mężczyźni z Konfederacji wyjaśniają świat
Film w Polsce dystrybuuje, specjalizująca się w promowaniu niszowych produkcji, firma Velvet Spoon. W jej mediach społecznościowych można znaleźć informację o alercie Gardzińskiego, opatrzoną zabawnym, nawiązującym do treści filmu, komentarzem: "wygląda na to, że Kino Pionier w Szczecinie potrzebuje tęczowego wsparcia, zanim biali heteroobcy z Konfy przeprowadzą w nim egzorcyzmy".
Na prośbę Wirtualnej Polski sprawę skomentował Grzegorz Fortuna, członek zarządu Velvet Spoon.
- Reakcja panów z Konfederacji początkowo przede wszystkim nas rozbawiła - powiedział. Oto bowiem dorośli mężczyźni denerwują się, że do kin wchodzi film pod tytułem "Lesbijska księżniczka z kosmosu" i próbują, zupełnie nieprzytomnie, argumentować, że jakiś rodzic może przez przypadek wziąć na niego swoją pociechę - a przypominam: tytuł filmu to "Lesbijska księżniczka z kosmosu", wszystko jest więc jasne.
Fortuna zwraca też uwagę na inną rzecz, która mocno podważa argumenty skrajnej prawicy, odnoszące się do zagrożenia, jakie film może stanowić dla dzieci.
- Szybko przyszła nam jednak do głowy myśl, że to właściwie smutne - komentuje Fortuna. - I to zarówno na płaszczyźnie społecznej, jak i kulturowej. Bo, po pierwsze, mamy rok 2026, a niektórych nadal oburzają filmy LGBTQ+, a, po drugie, mimo dziesiątek doskonałych i szeroko docenianych animacji dla dorosłych, które można było oglądać w ostatnich latach, dla wielu tego typu komentatorów "animacja" nadal jest synonimem "bajki" czy "filmu dla dzieci". Tak jakby kino w ogóle się nie rozwijało i nie zmieniało.
Film "Lesbijska księżniczka z kosmosu" w kinach od 13 lutego.
Przemysław Gulda, dziennikarz Wirtualnej Polski