"Fallout": Koszmarna charakteryzacja zakryła go całego. Musiał przez kilka godzin pobyć sam
Pokiereszowana, niemal rozpuszczona twarz, brak nosa i... przeszywające spojrzenie. Walton Goggins jako Ghoul na pustkowiu robi piorunujące wrażenie w serialu "Fallout". Nam mówi o swojej pierwszej reakcji na tę ekstremalną metamorfozę.
Walton Goggins przyznaje w rozmowie z WP, że od samego początku towarzyszył mu lęk, że potężny efekt wizualny, jaką dają warstwy lateksu i zadziwiającej charakteryzacji, może zdominować to, co w jego pracy najważniejsze: emocje i wewnętrzne doświadczenie postaci. Kluczowe było to, że wygląd bohatera nie powstał przy użyciu efektów komputerowych. - Wszystko jest prawdziwe. Nic z tego nie jest CGI. To jakieś osiem elementów - precyzuje.
Aktor wspomina moment, w którym po raz pierwszy założył pełną charakteryzację. Poprosił wówczas ekipę, by zostawiono go samego na kilka godzin. - Chciałem być na zewnątrz, fotografować się w świetle i cieniu. Po prostu poczuć, co czuję i co to "Ferrari" może zrobić - mówi.
Największy niepokój nie dotyczył jednak fizycznego dyskomfortu ani reakcji widzów. - Najbardziej bałem się tego, że nie będę w stanie zakomunikować ludziom tego, co przeżywam - przyznaje. - Nie jestem w swoim życiu osobą zewnętrzną – dodaje, sugerując, że nawet pod warstwami lateksu i protez jego aktorstwo musi pozostać intymne i oparte na wnętrzu.
"Fallout" powrócił z drugim sezonem na Prime Video.