"Fallout" powrócił. Wciąż imponuje, ale już nie zaskakuje
Pierwszy sezon serialu "Fallout" zachwycił widzów i przyciągnął przed ekrany ponad 100 mln widzów. Drugi właśnie debiutuje na platformie Amazon Prime Video. Ale czy jest tak dobry jak poprzedni?
Pierwszy sezon serialu "Fallout" obejrzało ponad 100 milionów widzów na Amazon Prime Video, co uczyniło go jednym z największych hitów w historii platformy. W ciągu pierwszych 16 dni od premiery serial przyciągnął 65 milionów subskrybentów, stając się drugim najchętniej oglądanym serialem w historii Prime Video po "Władcy Pierścieni: Pierścieniach Władzy". W dodatku serial zdobył dobre recenzje. Nic zatem dziwnego, że dostaliśmy drugi sezon, który 17 grudnia zadebiutował na platformie.
Przypomnijmy, że serial "Fallout" to osadzona w postapokaliptycznych Stanach Zjednoczonych opowieść o świecie, który po nuklearnej zagładzie odbudował się w groteskowy, brutalny i głęboko niesprawiedliwy sposób. Serial śledzi losy kilku bohaterów wywodzących się z różnych warstw tej nowej rzeczywistości - od mieszkańców luksusowych krypt Vault-Tec, wychowanych w przekonaniu, że apokalipsa da się przeżyć według instrukcji, po ludzi skazanych na codzienną walkę o przetrwanie na radioaktywnym pustkowiu. Ich drogi krzyżują się w świecie rządzonym przez przemoc, cyniczne korporacyjne dziedzictwo sprzed wojny i iluzję "amerykańskiego snu", który przetrwał nawet koniec cywilizacji.
"To jej wina". Dakota Fanning: "Mężczyźni są nieświadomi tego, co kobiety ogarniają w ciszy"
Głównymi bohaterami pierwszego sezonu byli wychowana w krypcie Lucy (Ella Purnell), która opuszcza bezpieczne podziemie, by odnaleźć ojca, młody żołnierz Bractwa Stali Maximus (Aaron Moten), który marzy o awansie oraz Ghoul (Walton Goggins), cyniczny łowca nagród, który pamięta świat sprzed apokalipsy. Dawniej był popularnym aktorem i twarzą amerykańskiej propagandy sukcesu, dziś jest zniekształconym przez promieniowanie symbolem upadku dawnych ideałów.
Drugi sezon zaczyna się tam, gdzie skończył się pierwszy: Ghoul i Lucy wyruszają na wspólną wędrówkę w poszukiwaniu ojca Lucy, a Maximus powraca do Bractwa Stali, jednak z nieco już przesterowanym kompasem moralnym. Zderzenie skrajnie różnych postaw Ghoula i Lucy daje nam dawkę absurdalnego i brutalnego humoru. Bo w tym sezonie, tak jak w poprzednim, trup się ściele gęsto i krwawo. Porozrzucane wnętrzności i krew rozbryzgana na twarzach bohaterów to w zasadzie codzienność. Ale te brutalne sceny są na tyle przerysowane, że stają się elementem rozrywki i zabawy. A scen akcji nie brakuje.
Pierwszy sezon był chwalony za oddanie klimatu gier ("Fallout" to klasyczna seria gier RPG, której pierwsza odsłona zadebiutowała w 1997 roku). W drugim sezonie zadbano o jakość przedstawionego postapokaliptycznego świata. Wchodzimy w jeszcze więcej detali, które robią ogromne wrażenie. Poznajemy też nieco lepiej świat, który istniał przed nuklearną katastrofą.
To, co nieco uwiera w tym sezonie, to poszatkowana narracja, która sprawia, że serial momentami traci tempo. Do tego wydaje się cięższy, bardziej poważny i mniej zabawny niż poprzedni. Brakuje tu też możliwości rozwoju postaci, które już dobrze znamy z pierwszego sezonu. Dlatego aby wprowadzić jakąś dynamikę, Ghoul dostał sporo retrospektyw. Poznajemy od podszewki kulisy wybuchu bomby atomowej, dowiadujemy się też, jaki wpływ miało to na jego życie rodzinne. W połączeniu z obserwacjami działań korporacji, to jeden z ciekawszych elementów tego serialu.
Innym ciekawym wątkiem jest postać brata Lucy, Norma. Na początku pierwszego sezonu ukazany jako tchórzliwy, okazuje się mieć inne bardzo cenne cechy. Ujawniają się jego inteligencja i błyskotliwość, ale trudno przewidzieć, w którą stronę jego postać zmierza. A jak wiemy z pierwszego sezonu, odpowiedź na pytanie, kto jest "dobry", a kto "zły" w tym świecie nie jest oczywista.
Jeżeli polubiliście pierwszy sezon "Fallouta", drugi z pewnością was nie zawiedzie. Warto się zanurzyć w tym świecie jeszcze raz i dać się zaskoczyć pomysłowością twórców. Tej im nie brakuje. Szkoda tylko, że momentami rozmach produkcji przytłacza narrację.
Karolina Stankiewicz, dziennikarka Wirtualnej Polski