Już do obejrzenia w domu. Polski erotyk podzielił widzów i krytyków
"Sceny erotyczne w polskim kinie? Zwykle perwersja, śmieszność, niezręczność albo nuda. Dopiero gdy łóżkowe zawiłości połączy się z sensowną, intrygującą fabułą, rodzi się sukces. Przepis na to znalazł Łukasz Grzegorzek w filmie 'Trzy miłości'" - pisała Marta Ossowska w recenzji dla WP Kultura.
W ostatnich latach wizytówką polskich filmów erotycznych było "dzieło" Barbary Białowąs oraz Tomasza Mandesa "365 dni" i jego dwie kolejne części. Rodzima produkcja cieszyła się ogromną popularnością w kinach (pierwszą część obejrzało w naszym kraju ponad 1,6 mln widzów), a później podbiła świat na platformie streamingowej Netfliksa.
Zrobiło się o niej tak głośno, że po raz pierwszy w historii polski film został dostrzeżony przez członków Golden Raspberry Award Foundation, którzy przyznali mu słynną Złotą Malinę (za najgorszy scenariusz) i jeszcze pięć nominacji.
"Nic nie możesz zagrać". Ireneusz Czop o najcichszej, najtrudniejszej scenie w "Zapiskach śmiertelnika"
Pięć lat po premierze "365 dni" pojawił się w kinach kolejny polski erotyk "Trzy miłości". Premierowy pokaz filmu odbył się podczas 25. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego BNP Paribas Nowe Horyzonty. Od razu zaczął zbierać skrajne recenzje. "Udany polski film erotyczny? W końcu się doczekaliśmy" – pisała Marta Ossowska. "Ubaw po pachy, komediowo to jest absolutnie znakomite… tylko mam wrażenie, że jednak w dużej mierze jest to zasługa przypadku" – uważał Jakub Marciniak. Podobne rozbieżności pojawiły się w ocenach widzów.
Tak czy inaczej, wydawało się, że na fali sukcesu "365 dni" kolejny polski erotyk odniesie sukces w kinach. Tymczasem film Łukasza Grzegorzeka podczas premierowego weekendu zgromadził zaledwie 4,5 tysiąca widzów i w błyskawicznie zniknął z repertuarów kin. Dlaczego tak się stało? Być może dlatego, że dla szerokiej widowni "Trzy miłości" wydały się kinem artystycznym (jego dystrybutorem był Gutek Film), w przeciwieństwie do prostackiego erotyka, jakim jest trylogia Barbary Białowąs i Tomasza Mandesa.
Obecnie "Trzy miłości" można obejrzeć w ramach abonamentu na platformie Canal+. Tam film rekompensuje sobie trochę niepowodzenie w kinach. Od kilku dni jest numerem jeden.
Bohaterką filmu jest Lena (Marta Nieradkiewicz), czterdziestoletnia aktorka, świeżo po rozwodzie, które chce ułożyć swoje życie na nowo. Szukając straconego czasu, szybko wpada w objęcia tętniącej nocnym życiem Warszawy, a zaraz potem Kundla (Mieszko Chomka) – młodego, charyzmatycznego studenta. Tymczasem Jan (Marcin Czarnik), były mąż Leny i ceniony prawnik, nie potrafi pogodzić się z końcem ich małżeństwa. Ma mieszkanie naprzeciwko niej, skąd nieustannie prowadzi obserwację...