Kosztował prawie 8 mln złotych. Filmu nie ma, prokuratura bada sprawę
Ta historia ciągnie się już blisko 10 lat. Film "Klecha" zaczął powstawać w tym samym czasie, co "Kler" i mógłby stać się ripostą na słynny dramat Wojciecha Smarzowskiego. "Klecha" nigdy jednak nie wszedł do kin. Nie był też pokazywany w telewizji ani na platformach streamingowych.
Zdjęcia do filmu "Klecha" rozpoczęły się w sierpniu 2017 roku i trwały do października 2018 roku. Produkcja zgromadziła blisko 8-milionowy budżet. 3 miliony złotych przekazał Polski Instytut Sztuki Filmowej. Później, z tytułu dotacji celowej, o którą wystąpiły Filmoteka Narodowa – Instytut Audiowizualny oraz Wytwórnia Filmów Dokumentalnych i Fabularnych, przekazano kolejne 1,35 mln zł. Miasto Radom dołożyło 900 tys. zł, a kolejne 1,5 mln złotych przekazała Kuria Diecezji Radomskiej.
"Kultura WPełni". Daniel Olbrychski gorzko o Kościele: "Gdzie ci księża? Gdzie ten autorytet?"
Do tej pory "Klechę" obejrzeli jedynie widzowie na kilku zamkniętych pokazach. Można natomiast zapoznać się z opisem filmu. Jego bohaterem jest oddany pracy dla innych, otaczający opieką słabszych i potrzebujących, wrogi komunistycznej władzy, niepodatny na próby zwerbowania przez służby ksiądz Roman Kotlarz. Jest on solą w oku funkcjonariusza SB o pseudonimie "Mistrzo", który za punkt honoru postawił sobie złamanie duszpasterza wszelkimi dostępnymi metodami.
Zastraszanie, pobicia i perfidne prowokacje nie przynoszą efektu. Podczas wydarzeń radomskich 1976 roku ksiądz Roman przekracza kolejną granicę. Głuchy na groźby funkcjonariuszy i prośby niektórych przedstawicieli duchowieństwa o nieangażowanie się w politykę, z całą mocą wspiera protestujących robotników. Tego Mistrzo nie może już mu darować.
Film miał gwiazdorską obsadę. W roli księdza Romana wystąpił Mirosław Baka, w postać esbeka wcielił się Piotr Fronczewski. W projekcie udział wzięli także Artur Żmijewski, Danuta Stenka, Janusz Chabior, Marcin Bosak. Nie było im jednak dane zobaczyć efektów swojej pracy ani także całości wynagrodzenia. W rozmowie z "Wyborczą" reżyser filmu wyliczał, że producent nie zapłacił artystom honorariów na kwotę półtora miliona złotych. Tymczasem firma produkująca film ogłosiła upadłość.
"Telewizja Polska, wtedy w rękach PiS, reklamowała obraz jako odpowiedź na 'Kler' Wojciecha Smarzowskiego. Jego powodzenie miał zapewnić wysoki budżet, wsparcie instytucji publicznych i gwiazdy w rolach głównych. Ale cenzura i próby ingerencji w treść ze strony Agencji Kreacji Filmu i Serialu TVP, informacje o zaległych honorariach i procesy sądowe sprawiły, że produkcja obrazu okazała się katastrofą" – czytamy w artykule portalu gazeta.pl.
W czerwcu tego roku prokuratura zdecydowała o umorzeniu postępowania z powodu "braku znamion czynu zabronionego". Pełnomocnik pokrzywdzonych artystów wniósł jednak zażalenie na tę decyzję. Sprawą zajął się sąd i orzekł, że śledztwo w sprawie nieprawidłowości finansowych, do których doszło przy produkcji "Klechy", należy kontynuować.