Odważne, erotyczne sceny. Tego filmu z gwiazdą "Harry'ego Pottera" nie pokazujcie dzieciom
To nie jest film, który obejrzycie z rodziną po niedzielnym obiedzie. Ale warto go zobaczyć, bo wbrew temu, co krzyczą nagłówki, i jeśli tylko wyłączyć sceny ostrego gejowskiego seksu BDSM, to "Pillion" okazuje się być bardzo przyjemną - i mądrą! - opowieścią o dwóch zagubionych facetach poszukujących bliskości i spełnienia.
Alexander Skarsgård i Harry Melling (znany szerokiemu gronu widzów przede wszystkim z roli Dudleya w "Harrym Potterze") występują w tej antyromantycznej niekomedii o burzliwym związku, w której każdy po trochu uczy się przekraczać własne granice. Ray i Colin to para zupełnie niedobrana. Ray (Skarsgård) – piękny blondwłosy motocyklista z sześciopakiem, który nie jada czekolady, w wolnych chwilach czytuje Karla Ove Knausgårda i dominuje nad partnerem. Z kolei Colin (Melling) to nieszczególnie urodziwy, mieszkający wciąż z rodzicami, lekko ciamajdowaty strażnik miejski wlepiający mandaty za złe parkowanie.
Oficjalnie wrogowie, w łóżku kochankowie. Gorące nowości VOD
Wydaje się, że tych dwóch nie może dzielić więcej. Być może jednak w tych różnicach tkwi sekret szczególnej relacji, która połączyła Raya i Colina i sprawiła, że w tej dość specyficznej konfiguracji odnajdą wreszcie spełnienie. Tym bardziej, że wejście Colina w świat odzianych w skóry i łańcuchy motocyklistów w stylu Tom of Finland nie mogło być bardziej wyboiste.
Dla tego nieśmiałego gościa z przedmieścia wszystko jest nowe – zwyczaje tych chłopaków, ich sposób ubierania (i rozbierania) się, spędzania wolnego czasu. Na początku Colin nie rozumie dokładnie, na czym polega uległość w relacji BDSM i gdzie jest jego miejsce. Ray wprowadza go w ten świat bez żadnej taryfy ulgowej, bez – chciałoby się dodać - wazeliny.
Na miejscu Colina – nieobeznanego z tymi czasami brutalnymi praktykami seksualnymi i zachowaniem dojrzałych mężczyzn – wielu uciekłoby gdzie pieprz rośnie, nie oglądając się za siebie. On tymczasem – z ciekawości, z miłości czy ze strachu – zostaje i daje się ponieść chwili. Nie wiadomo tylko, czy na pewno jest szczęśliwy i czy o to chodziło.
Debiutancka pełnometrażowa fabuła Harry’ego Lightona jest filmem zaskakująco dojrzałym, próbującym udzielać niełatwych odpowiedzi i zadającym wiele trafnych, trudnych pytań o związki, cechy idealnego partnera i o to, co w życiu ważne. "Pillion" bardziej niż o kontrowersjach wokół natury związku Colina i Raya opowiada o samotności, bliskości i o tym, że dobrze jest nieustannie poszukiwać, choć nie za cenę własnego szczęścia i niezależności. Szczęścia i miłości można też szukać z tylnego siedzenia (tytułowego "pillion"), byle nie zagubić siebie.