Pamela Anderson rozlicza się z przeszłością. "Moje piersi miały karierę, ja im towarzyszyłam"
- Byłam współwinna, bo w pewnym momencie byłam eksploatowana, a ja w pewnym sensie się poddałam - mówi dziś Pamela Anderson. W nowym wywiadzie szczerze rozlicza się ze swoją przeszłością.
Pamela Anderson od lat przyciągała uwagę mediów swoimi relacjami, w tym pięcioma małżeństwami. Dziś, w wieku 58 lat, aktorka postanowiła skupić się na pracy i niezależności, ale przede wszystkim - zerwać z wizerunkiem seksbomby, który od lat jej narzucano. W ostatnich latach Anderson zyskała uznanie jako aktorka dzięki rolom w "The Last Showgirl" i nowej wersji "Nagiej broni".
Musieli się namiętnie pocałować. Nagrali komiczną reakcję
W "Another Magazine" ukazała się ciekawa sesja zdjęciowa Pameli Anderson, której towarzyszy długi wywiad z aktorką. W materiale dziennikarze wspominają jej słowa z dokumentu Netfliksa. "To jest mój czas, by zabłysnąć - nie jako symbol seksu, lecz jako aktorka. Myślę, że zbyt długo stałam z boku. Moje piersi miały karierę, a ja tylko im towarzyszyłam" - komentowała Pamela.
Aktorka, opowiadając o swojej karierze z przeszłości, gdy przede wszystkim biegała w zwolnionym tempie po plaży w charakterystycznym czerwonym kostiumie kąpielowym lub brała udział w rozbieranych sesjach zdjęciowych, mówi boleśnie szczerze:
- Byłam współwinna, bo w pewnym momencie, zwłaszcza na samym początku mojej kariery, moich związków i tego, co działo się w moim życiu prywatnym, to była po prostu eksploatacja, a ja w pewnym sensie się poddałam. Pomyślałam: "Cóż, taka już jestem". Sam fakt bycia w Playboyu i w "Słonecznym patrolu", był powodem do umniejszania mi. Czułam wręcz, jakbym zasługiwała na to. Dziś wiem, że nie zasługiwałam na takie traktowanie - komentuje.
Anderson opowiada o to, że przez lata po prostu "płynęła z prądem", by wiązać koniec z końcem. Występowała w serialowych produkcjach, w reality show, mnożyły się sesje zdjęciowe, ale dzięki temu nie była zależna finansowo od innych. - Byłam zdana na siebie i chciałam zapewnić moim chłopcom, Brandonowi i Dylanowi, takie życie, które nie wydawałoby się inne - mówi.
- Dziś twardo stąpam po ziemi, ale kręcę teraz filmy, które naprawdę mocno mną wstrząsają. I zrobiłam ich kilka pod rząd, czego normalnie nie powinno się robić. Ale nie chodzi o to, że próbuję czymś zapełnić czas - naprawdę kocham to, co robię. Przyjmuję tylko takie projekty, które są dla mnie wyzwaniem, gdzie kocham reżysera, kocham historię i muszę być absolutnie poruszona scenariuszem - komentuje swoją karierę.
Na 2026 r. przewidziane są 3 produkcje z Pamelą Anderson - jedną z nich jest kontrowersyjny film "Rosebush Pruning", który wyświetlano już przedpremierowo na festiwalu w Berlinale.