Tomasz Kot dla WP: "Mieliśmy poczucie, że do niczego się nie nadajemy, wszystko pada, królują krętacze"
"Niebo. Rok w piekle" to nowy serial produkcji HBO Max oparty na wspomnieniach Sebastiana Kellera, byłego członka działającej w latach 90. sekty Niebo. Tomasz Kot mówi w rozmowie z WP, jak pamięta ten czas i jakim wyzwaniem było wcielenie się w guru kultu religijnego.
- Miałem wtedy 14-15 lat, koniec podstawówki, początek liceum. Byliśmy zanurzeni w tej poetyce: był Kaszpirowski, (...) facet, który promieniował wodę, a ludzie stawiali szklankę wody przed ekranem. (...) Ktoś mówił "to jakaś bzdura", a ktoś "mojej babci to pomogło" - wspomina. Zdaniem Tomasza Kota czasy transformacji ustrojowej naturalnie sprzyjały popularności nowych "mędrców": - Mieliśmy poczucie, że do niczego się nie nadajemy, wszystko pada, królują krętacze.
Aktor zdradził nam, jak wyglądały pierwsze próby stolikowe i jak początkowo trudno było mu traktować tę historię na serio. Jednak ekipa filmowa poważnie podeszła do zadania opowiedzenia o świecie kontrowersyjnej grupy wyznaniowej. Podczas przygotowań twórcy rozmawiali z prawdziwymi członkami sekty Niebo.
- Spotykaliśmy ludzi, którzy mówili: "Ja wiem, że to było złe, ale on mnie uleczył, naprawdę mi pomógł" - ujawnił.
Jak Tomasz Kot czuł się w roli lidera sekty?
- Dziwnie, bardzo dziwnie. Momentami fajnie, ponieważ nie grałem takiego negatywnego charakteru - wyznał, porównując rolę w serialu "Niebo. Rok w piekle" do swojego dotychczasowego dorobku. Ceniony artysta nie mógł się nachwalić młodszych kolegów po fachu.