"Wartość sentymentalna". Chłodne kino o utraconym cieple rodziny - nowy film Joachima Triera wymaga od widzów cierpliwości
Do polskich kin wszedł najnowszy film Joachima Triera i prawdopodobny czarny koń tegorocznych Oscarów. "Wartość sentymentalna" rzuca wyzwanie widzowi historią o zardzewiałych relacjach rodzinnych, meta-filmowymi elementami i nie-hollywoodzkim tempem, które wymaga od nas skupienia i cierpliwości. W rzeczywistości, gdzie kinowej konsumpcji towarzyszą smartfony i informacyjna kakofonia, ten film to kojący balsam dla rozbieganych oczu.
Joachim Trier, norweski reżyser znany z takich filmów jak choćby kultowy już "Najgorszy człowiek na świecie", powraca z dramatem rodzinnym "Wartość sentymentalna", który od momentu premiery na zeszłorocznym Festiwalu w Cannes rozpalił wyobraźnię krytyków i widzów na całym świecie.
Film zdobył tam Grand Prix oraz ponad 19-minutową owację na stojąco - co urosło jednocześnie i do rangi absurdu, i do najwyższej możliwej pochwały jego najnowszego dzieła. Obraz zdobył również imponujące dziewięć nominacji do Oscarów i jako mała, intymna produkcja za niespełna 8 milionów dolarów, można nieźle namieszać pośród gigantów przemysłu.
Film opowiada historię dwóch sióstr - Nory i Agnes - które po śmierci matki ponownie spotykają się ze swoim ojcem Gustavem, niegdyś znanym reżyserem filmowym i zdecydowanie jednym z kandydatów do tytułu może nie najgorszego człowieka świata, ale ojca na pewno. Gustav, który przez lata oddawał się pracy bardziej niż rodzinie, proponuje Norze główną rolę w swoim nowym projekcie. Kiedy Nora odmawia, jej miejsce zajmuje młoda hollywoodzka gwiazda, co jeszcze bardziej komplikuje relacje i wzmacnia długo niewypowiedziane napięcia między ojcem i córką. Całej sytuacji nie pomaga fakt, iż kobieta boryka się z głębokim kryzysem psychicznym i ma autodestrukcyjne skłonności.
Trier w subtelny, wyważony sposób ukazuje, jak trudne może być życie z bagażem przeszłych błędów. Gustav jest tutaj symbolem nieobecnego ojca, który cieszy się, że dzieci "jakoś wyrosły na ludzi", poklepując się za to po ramieniu z ulgą i bez krzty autorefleksji. Siła "Wartości sentymentalnej" nie tkwi w spektakularnych scenach rodzinnych konfrontacji, Trier nie uprawia nachalnego moralizatorstwa i pozwala historii oddychać, ale wymaga przy tym od widza dużo cierpliwości - szczególnie do meta-filmowych elementów historii, które momentami są zbyt dosłowne i przewidywalne.
Nie sposób za to przecenić doskonałych kreacji aktorskich. Renate Reinsve, wcielająca się w Norę, subtelnie balansuje pomiędzy siłą a wrażliwością i rozedrganiem bohaterki, której lęki i ambicje wpływają na cały ton filmu. Charyzmatyczny Stellan Skarsgård jako Gustav stworzył skomplikowany portret ojca-artysty balansującego między błędami przeszłości a rodzącym się w nim pragnieniem naprawy relacji. Elle Fanning mogła za to wykazać się w paradoksalnie trudnej roli zagrania i siebie, i nie siebie - młodej amerykańskiej gwiazdki, której niesłusznie odmawia się talentu i głębi.
Polska premiera "Wartości sentymentalnej" odbyła się w Kinotece w Pałacu Kultury i Nauki, a na wydarzeniu nie zabrakło znanych gości. Wśród nich znaleźli się m.in. Maja Ostaszewska, Mateusz Banasiuk i Maciej Musiałowski. Film jest już w rodzimych kinach i choć towarzyszy mu charakterystyczny norweski chłód, historia skomplikowanych więzi rodzinnych i niełatwych relacji może mocno rezonować wśród polskiego odbiorcy, któremu temat przecież jest nieobcy. Pomimo typowej dla Triera ciężkości, produkcja daje nadzieję na to, że nawet najgłębsze zadry w sercu da się przykryć miłością, póki nie jest jeszcze za późno.