Widowisko domyka kultową trylogię. "To jak jazda w Formule 1 - tylko w siodle"
"Wielka Warszawska" od początku miała stanowić część trylogii o wielkich pieniądzach, hazardzie i przekrętach, razem z kultowymi dziś tytułami "Wielki Szu" i "Piłkarski poker". Do jego realizacji nie dopuściły jednak socjalistyczne władze, obawiając się kompromitacji. Po prawie 40 latach film wchodzi do kin.
Historia tej produkcji jest wyjątkowo ciekawa. Filmy "Wielki Szu" i "Piłkarski poker" to dla wielu polskich widzów obrazy kultowe. Jeszcze w latach 80. Jan Purzycki napisał scenariusz trzeciego filmu, który miał dopełnić historię o wielkich pieniądzach, hazardzie i przekrętach czasów PRL. "Wielka Warszawska" została jednak zablokowana - ówczesna władza nie chciała dopuścić do stworzenia filmu, który mógłby skompromitować Państwowe Tory Wyścigów Konnych. Scenariusz odłożono na bok, na wiele lat. Tuż przed śmiercią w 2019 r. Jan Purzycki przekazał swoje dzieło Tadeuszowi Lampce, ówczesnemu prezesowi MTL Maxfilm, a w 2023 roku adaptacji scenariusza dokonał reżyser Bartłomiej Ignaciuk.
Szalone emocje, wielkie nazwiska. Co nowego obejrzeć na VOD?
Teraz, po prawie 40 latach od zapoczątkowania tej historii, "Wielka Warszawska" doczekała się premiery. Aktorzy w rozmowie z WP opowiedzieli, jak wyglądały przygotowania i czego mogą spodziewać się widzowie.
"Wielka Warszawska" i wielkie wyzwanie dla aktorów
- Moi synowie pytają mnie czasem, czy ja zawsze gram złych. Nawet w dubbingu gram złych, ale takich, którzy stają się uroczy – jak choćby Loki w "Avengersach". Tutaj też wcielam się w postać spod ciemnej gwiazdy – nieurodziwą, niemiłą, wręcz przeciwnie – próbującą pokrzyżować plany głównego bohatera. To gangster, który ustawia wyścigi, ale marzy o czymś więcej - mówi nam ucharakteryzowany praktycznie nie do poznania Marcin Bosak.
- Tworzenie roli to zawsze praca zbiorowa. Mam wielką frajdę ze zmiany fizycznej, z tego, że ktoś mnie nie poznaje. Rzeczywiście tak było – kolega z roku przez pierwsze dni mnie nie rozpoznawał. To łechce próżność, ale też bardzo pomaga. Charakteryzacja daje dużo – czasem długo nie wiadomo, jak dobrać się do nowej postaci, a wtedy ten proces ułatwia drogę. Tutaj oba piony wykonały świetną robotę - komentuje aktor.
Jak przyznaje, gdy przeczytał scenariusz filmu, "pachniał mu skomplikowaną organizacją i wielkimi pieniędzmi". Wykreowanie świata, którego już nie ma, było przynętą nie tylko na angaż Marcina Bosaka. W podobnym tonie wypowiadał się Tomasz Kot.
- Każdy taki przeskok z jednego świata do drugiego uświadamia mi, jak fantastyczna jest to przygoda. Myślę sobie, że wielu ludzi chciałoby się zanurzyć w takim świecie, ale coś ich hamuje, a ja w mojej pracy mogę tego doświadczyć. Zakładam kostium, widzę kamerę i uśmiecham się do siebie. Pielęgnuję w sobie wdzięczność za to, że mogę rozwijać swoją pasję, jaką jest aktorstwo - mówi nam Tomasz Kot.
Miłość, konie i kaskaderzy
Aktorzy, jak i cała produkcja, zapewniają, że widzów w kinach czeka wielkie widowisko. Ale wyjaśnijmy, o czym w ogóle jest ten film. "Wielka Warszawska" opowie o młodym dżokeju, który marzy o sportowej karierze i wzięciu udziału w najważniejszej gonitwie w Polsce – Wielkiej Warszawskiej.
Głównym bohaterem jest Krzysiek – w tej roli Tomasz Ziętek - który ma w sobie tyle samo entuzjazmu, co naiwności. Dopiero po pewnym czasie orientuje się, że gonitwy to siatka zależności, potężnych interesów i manipulowanie wynikami. Upadek komuny daje nadzieję, że przyszłość będzie już tylko lepsza, a zasady jaśniejsze. Ale jak wiemy, nadzieja to matka głupich.
- Już pierwszego dnia zdjęć miałem galopy na torze treningowym. Na potrzeby wyścigów korzystaliśmy też z maszyny – takiej na lawecie, która symuluje ruch konia. Dzięki temu można robić bliskie plany i kombinować z kamerą. Było dużo fajnych wyzwań - mówi Ziętek o pierwszych wyzwaniach na planie.
W zbudowaniu wiarygodnej roli Ziętkowi pomagali kaskaderzy. - I to dosyć sporo - komentuje. - Przede wszystkim w sekwencjach wyścigowych. Mam wspaniałego dublera – Kamila Grzybowskiego, dżokeja ze Służewca. On przygotowywał mnie pod kątem wiarygodności dosiadu sportowego. Był też moim przewodnikiem po świecie wyścigów – oprowadzał mnie po torze treningowym, a jeszcze na początku roku wprowadzał w pierwsze treningi na maszynie - mówi Ziętek.
Która scena najbardziej zapadła mu w pamięci?
- Na pewno pierwszy dzień zdjęciowy. Miałem wtedy scenę galopu na torze treningowym. Bardzo się do niej przygotowywałem i chciałem przejechać ją sam, bez dublera. Udało się – i to były ogromne emocje. Koń na otwartej przestrzeni zachowuje się zupełnie inaczej niż w lesie czy w terenie rekreacyjnym. To jak jazda w Formule 1 – tylko w siodle – przyznaje.
Partnerująca mu na ekranie Mary Pawłowska przyznaje zaś, że jej spełnieniem marzeń była scena galopu na plaży. - Nagrywaliśmy nad morzem dużą część naszego filmu, co jest naprawdę wyjątkowe - mówi w rozmowie z WP.
Mary gra Ewę, najlepszą przyjaciółkę Krzyśka, głównego bohatera. - Jest bardzo szczera, zawsze mu kibicuje, wierzy w niego. Ma dobre serce, chce dla niego jak najlepiej, ale sama też marzy o karierze dżokejki. Na razie jeździ amatorsko, ale liczy na to, że uda jej się przebić do tego – wciąż mocno męskiego – świata wyścigów - opowiada nam.
Aktorka już wcześniej miała doświadczenie w jeździe konno, ale plan i tak był dużym wyzwaniem. - Dosiad sportowy różni się od rekreacyjnej jazdy. Jazda wyścigowa wymaga ogromnej pracy i zaangażowania mięśni, o których istnieniu wcześniej nie miałam nawet pojęcia. To było duże wyzwanie, ale też wielka satysfakcja - mówi.
"Wielka Warszawska" powstała przy zaangażowaniu tysięcy statystów, setki koni i kaskaderów. W filmie wykorzystano rekwizyty z epoki w tym 300 zabytkowych samochodów, wypożyczonych z muzeów motoryzacji i od prywatnych kolekcjonerów. Część kostiumów sprowadzono z zagranicy, m.in. ze słynnej czeskiej wytwórni filmowej w Barrandovie. Efekt? "Wielka Warszawska" trafiła do szerokiej, kinowej dystrybucji 23 stycznia tego roku.