"Zaszlachtujcie to". Kultowa seria sięga dna?
"Krzyk 7" debiutuje w kinach, przywracając na ekran Neve Campbell w roli Sydney Prescott. Nowa odsłona stawia na nostalgię i zaskakujące zwroty akcji, ale pierwsze recenzje są bezlitosne.
"Krzyk" zadebiutował w 1996 r. i z miejsca stał się fenomenem. Dacie wiarę, że ten kultowy horror (z prześmiewczymi elementami) nakręcono za zaledwie 14 mln dolarów? W kinach zarobił zaś ponad 170 mln dolarów i na wiele lat zapisał się w pamięci kinomaniaków. Historia była prosta, ale jakże efektowna. W miasteczku Woodsboro ktoś dzwoni do nastolatków i zaczyna swoją grę. Psychopatyczny morderca w czarnym kostiumie i pamiętnej masce morduje kolejne osoby w stylu znanym z typowych horrorów.
Mrok, obłęd i krwawa rzeź. "Werwulf" będzie horrorem roku?
"Krzyk" z jednej strony był parodią, z drugiej - całkiem nieźle trzymającym w napięciu slasherem. Dodajmy, że miał świetną obsadę. Courtney Cox, Rose McGowan, Matthew Lillard, Drew Barrymore, David Arquette i wspomniana już Neve Campbell przyciągali do kin. Teraz na duże ekrany trafia siódma odsłona serii, a w niej można będzie zobaczyć ponownie w swoich kultowych rolach Campbell, Cox, Arquette'a i Lillarda!
Tym razem akcja przenosi widzów do Indiany, gdzie bohaterka Sydney Prescott próbowała znaleźć schronienie od mrocznej przeszłości. Jak można się jednak spodziewać, spokojne życie z córką zostanie zakłócone przez nowego mordercę.
Pierwsze reakcje krytyków nie grzeszą optymizmem. Na Rotten Tomatoes "Krzyk 7" uzyskał 37 proc. pozytywnych reakcji na podstawie ponad 80 recenzji użytkowników i krytyków, co jest najniższym wynikiem w historii serii.
"Nadmierna poufałość byłaby łatwiejsza do przełknięcia, gdyby dialogi były tak świeże i zabawne jak w pierwszych częściach albo gdyby sceny zabójstw były bardziej pomysłowo zainscenizowane. Tymczasem w całym przedsięwzięciu jest pewna schematyczność, która sprawia, że 'Krzyk 7' wydaje się nużący mimo wysokiej liczby ofiar i obfitości krwi. Aktorzy drugoplanowi, zwłaszcza młodsi, nie mają charyzmy swoich poprzedników, a Neve Campbell i Courteney Cox nadrabiają braki poprawnymi, choć przewidywalnymi kreacjami. Trzeba jednak przyznać, że ta druga zalicza naprawdę piekielnie efektowne wejście" - pisze recenzent "Hollywood Reporter", zaznaczając w swoim tekście, że czas najwyższy, by franczyzę spotkał ten sam los, co ofiary zamaskowanego mordercy.
Wśród recenzji można przeczytać też: "Rozczarowująca kontynuacja w sadze, która nigdy wcześniej nie zawiodła w tak oczywisty sposób", "drobne żarty rozsiane po całym filmie wywołują co najwyżej kilka przewróceń oczami, a próby łączenia ich z poważniejszymi momentami nadają całości dziwaczny ton", "ostatecznie otrzymujemy sequel, który jest powtarzalny, nijaki i koniec końców generyczny — a to prawdopodobnie najgorsze, czym może być film z serii 'Krzyk'".