Zombie, rytuały i potwory. Wybieramy najlepsze horrory 2025 r.
Tajemnicze zniknięcia dzieci w małym miasteczku? Opowieść o nawiedzonym domu z zaskakującej perspektywy? A może szalona wyprawa do krainy pełnej zombie? 2025 rok obfitował w wiele świetnych horrorów. Wybraliśmy dla was najlepsze tytuły, które przyprawiły nas o szybsze bicie serca.
"Oddaj ją", reż. Danny i Michael Philippou
Kolejność w niniejszym zestawieniu nie ma znaczenia - poza tym jednym tytułem. "Oddaj ją" uważam za najlepszy horror 2025 r. Film opowiada o rodzeństwie, które trafia pod opiekę ekscentrycznej matki zastępczej. Kobieta nie jest tym, za kogo się podaje. Manipulując rodzeństwem, chce je ze sobą poróżnić, aby pozyskać ofiarę do przerażającego rytuału. Brzmi sztampowo? Nic bardziej mylnego. "Oddaj ją" jest rasowym horrorem (scena z nożem i ustami będzie wam się śniła po nocach), ale przede wszystkim dramatem, chwytającą za serce opowieścią o żałobie. Bracia Philippou pokazali już swoim pierwszym dziełem, "Mów do mnie!" z 2022 r., że znają się na straszeniu, ale w "Oddaj ją" wchodzą do pierwszej ligi filmowego gatunku grozy. Zapewniam (albo ostrzegam), że długo nie pozbieracie się po seansie.
"Zniknięcia", reż. Zach Cregger
Kampania marketingowa horroru "Zniknięcia" sprawiła, że film był jedną z najbardziej wyczekiwanych premier 2025 r. Grupa dzieci uczęszczających do jednej klasy nagle znika tej samej nocy o 2:17 nad ranem. W klasie zostaje tylko jeden chłopiec. Rusza śledztwo mające na celu wyjaśnić zagadkę, a główną podejrzaną zostaje nauczycielka klasy, w której doszło do zniknięć. Początek filmu przykuwa do fotela, ale gdzieś w połowie, gdy reżyser odkrywa karty (i pojawia się Gladys), horror traci swój wyjątkowy klimat. Największą bolączką produkcji Creggera jest to, że ostatecznie wyjaśnia całą zagadkę w sposób typowy dla wszystkich horrorów. Tymczasem przed seansem można było oczekiwać, że "Zniknięcia" nie będą filmem jak każdy inny z tego gatunku. Nadal jest to jednak pozycja obowiązkowa do nadrobienia dla miłośników kina grozy.
"Together", reż. Michael Shanks
Gdyby filmy były rodzeństwem, "Together" zostałby młodszą siostrą "Substancji". Dave Franco i Alison Brie tworzą ekranową parę, która przeprowadza się do małego miasteczka, aby rozpalić na nowo łączącą ich więź. Zbliżenie partnerów następuje dosłownie. Ich ciała po wizycie w tajemniczej jaskini sklejają się, zrastają, dążą do tego, aby stać się jednością. Para spróbuje przeciwstawić się przerażającej klątwie, ale - jak to w horrorach bywa - w międzyczasie odkryje upiorny sekret małego miasteczka. Jeśli szukacie filmu na pierwszą randkę, to może nie być najlepsza propozycja. "Together" wybierzcie wtedy, gdy już postanowiliście się rozstać.
"Wednesday" : Czasem trudno zachować powagę
"28 lat później", reż. Danny Boyle
"28 lat później", trzecia część postapokaliptycznej serii, zyskał status hitu jeszcze przed premierą. Zwiastun filmu był drugą najchętniej oglądaną zapowiedzią horroru w historii, ustępując jedynie "To - Rozdział 2". Akcja rozgrywa się niemal trzy dekady po wybuchu epidemii i przybliża losy ocalałej na wyspie społeczności. Jeden z jej członków wyrusza na niebezpieczną wyprawę po lekarza dla umierającej matki. Film jest dwugodzinną jazdą bez trzymanki przez mroczną krainę pełną wygłodniałych zombie. Niepodrabialny klimat, oryginalny montaż, ciekawi bohaterowie... no i Teletubisie (tego wątku nie będę rozwijał i psuł zabawy, jeśli jeszcze jesteście przed seansem). "28 lat później" przeora was psychicznie i sprawi, że będziecie czekać na kontynuację.
"Grzesznicy", reż. Ryan Coogler
"Grzesznicy" świetnie grają z oczekiwaniami widza. Akcja rozgrywa się na początku lat 30. XX w. delcie Missisipi. Bracia bliźniacy chcą pożegnać awanturniczą przeszłość i z górą kasy wracają do rodzinnego miasteczka, aby otworzyć knajpę w opuszczonym tartaku. Michael B. Jordan w podwójnej roli braci bliźniaków jest fenomenalny. Film tworzy wybuchową mieszankę gatunków, spośród których horror objawia się w pełni dopiero w finale. "Grzesznicy" to kino gangsterskie, musical i dramat obyczajowy. Przed seansem nowego filmu nie miejcie żadnych oczekiwań, a będziecie się świetnie bawić.
"Good Boy", reż. Ben Leonberg
Najmniej przerażający z całego zestawienia, ale z najciekawszą perspektywą. Tytułowy "Good Boy" jest psem o imieniu Indy, który przeprowadza się ze swoim właścicielem do domu na odludziu. Szybko okazuje się, że posiadłość jest nawiedzona, a czające się w ciemnościach zło stopniowo przejmuje kontrolę nad człowiekiem. Ludzki bohater ma drugorzędne znaczenie, bo w centrum zainteresowania kamery jest pies i jego reakcje na nadprzyrodzone zjawiska. Zwierzę wyróżnia się ogromnym urokiem osobistym i od pierwszych scen budzi sympatię. Reżyser celowo tworzy z psa tak wpływającego na emocje bohatera, żeby w trakcie filmu niejednokrotnie złamać widzom serce. Ostrzegam, nie oglądajcie "Good Boy" w towarzystwie swojego czworonożnego pupila.
"Frankenstein", reż. Guillermo del Toro
W minionym roku trudno było o piękniejszy i bardziej widowiskowy horror niż "Frankenstein". Film o budżecie 120 mln dol. zebrał w obsadzie śmietankę Hollywood, ale w zasadzie jest on popisem dwóch aktorów - Oscara Isaaca i Jacoba Elordiego - z których ten drugi tworzy jedną z najbardziej zapadających w pamięć kreacji potwora w dziejach kina. Elordi w roli Frankensteina budzi spektrum emocji: przerażenie, zachwyt, smutek, żal, współczucie. Charakteryzacja monstrum zasługuje na podziw, przyciąga uwagę za każdym razem, gdy pojawia się na ekranie. Guillermo del Toro nadał klasycznej historii grozy autorskiego charakteru, którą można odczytywać na wiele sposobów. "Frankenstein" nie jest filmowym fast-foodem, a dziełem do smakowania na długie, zimowe wieczory.