100 tys. dzieci ukradzionych matkom. W proceder zaangażowani byli lekarze
Produkcja HBO Max "Skradzione dzieci" śledzi kulisy jednej z najbardziej druzgocących afer korupcyjnych w Europie - systemowego handlu noworodkami w Gruzji, który trwał przez dekady i dotknął co najmniej 100 000 dzieci w kraju liczącym zaledwie 3,5 miliona mieszkańców.
Film opiera się na prawdziwych historiach i śledztwie Tamuny Museridze – dziennikarki, która sama odkryła, że została adoptowana w wyniku tego procederu. Jej determinacja doprowadziła do ujawnienia, jak w gruzińskich szpitalach matkom wmawiano, że ich dzieci zmarły tuż po porodzie, podczas gdy noworodki były przekazywane innym rodzinom. Dokument pokazuje dramat nie tylko Tamuny, ale także wielu innych osób, którym dziennikarka pragnie pomóc odnaleźć ich biologicznych rodziców.
Centralnym punktem filmu jest historia bliźniaczek Amy i Ano, które po 19 latach przypadkowo odnalazły się dzięki mediom społecznościowym. Dzięki Tamunie i jej facebookowej grupie dziewczyny dotarły też do swoich biologicznych rodziców.
"Kultura WPełni". Maciej Kawulski o pierwszym takim filmie w Polsce
Reżyserki Martyna Wojciechowska i Jowita Baraniecka prowadzą widza przez kolejne etapy śledztwa i dramatów rodzinnych. Historie o odnalezionych rodzicach nie zawsze są radosne. Poszukiwanie tożsamości i własnych korzeni może skończyć się gorzkim rozczarowaniem. I smutnym stwierdzeniem: "jak dobrze, że ten człowiek mnie nie wychowywał".
Dokument nie jest pozbawiony wad. Jest zrealizowany w sposób, który przyjął się w streamingu: cały czas widzowi towarzyszy dramatyczna muzyka, podbijająca emocje w niemal każdej scenie. Napięcie budowane jest momentami sztucznie. W dodatku to, co może zaskakiwać, to fakt, że bohaterki filmu nie mają zamiaru wymierzać nikomu sprawiedliwości. Są dwa momenty, w których następuje próba konfrontacji: z personelem szpitala, który miał być zamieszany w handel noworodkami i z właścicielką pensjonatu, w którym miało dochodzić do przekazywania dzieci nowej rodzinie. Ci pierwsi jednak "rozpływają się" w powietrzu i nikt nic o nich nie wie, z kolei ta druga twierdzi, że nie wiedziała, co się dzieje pod dachem jej lokalu.
Tymczasem fakt jest taki, że proceder ten był świetnie zorganizowany, a zamieszanych w niego było mnóstwo osób: od lekarzy i pielęgniarki po taksówkarzy. Umożliwiał to totalitarny system (Gruzja należała do Związku Radzieckiego od 1922 r. do 1991 r.), który przyczynił się do rozwoju korupcji na ogromną skalę. Odpowiedzialność? Rozmyła się pomiędzy poszczególne osoby.
To, co wybija się na plan pierwszy, to jednak dramaty konkretnych bohaterów. Oprócz charyzmatycznych bliźniaczek o magnetycznych spojrzeniach, bardzo silnej, odważnej Tamuny i jej wspierającego męża, poznajemy też rozdzierające serce historie matek, które przekonywano, że ich dzieci zmarły tuż po porodzie.
Najmocniejszym elementem "Skradzionych dzieci" są ich bohaterki. A historie w nich opowiedziane mogłyby stanowić podstawę scenariusza niejednego filmu fabularnego. To, z czym widz zostaje, to myśl, że tożsamość i korzenie są istotne w życiu każdego człowieka. Ale chyba jeszcze istotniejsze są więzi i wsparcie, które otrzymuje niekoniecznie od spokrewnionych ze sobą osób.
Film "Skradzione dzieci" można oglądać na platformie HBO Max od 12 grudnia.