Arcydzieło. "Hamnet" ze zdjęciami Łukasza Żala to jeden z najlepszych filmów tego roku
Ciarki przechodzą po ciele w trakcie seansu. Finał jest taki, że człowiek na chwilę przestaje oddychać, by potem wyjść z kina z rozbitym na kawałeczki sercem. "Hamnet", stworzony m.in. przez operatora Łukasza Żala, to hollywoodzka produkcja, na jaką czekaliśmy w tym roku.
"Hamnet" to jeden z tych filmów, które zagraniczna prasa - po festiwalu Telluride - już kilka miesięcy temu wskazywała jako mocnego kandydata do Oscarów. Zaczęły pojawiać się głosy, że w wyścigu ustawiają się główni aktorzy - Jessie Buckley i Paul Mescal, ale także polski operator, Łukasz Żal. Po obejrzeniu filmu podczas Energa Camerimage w Toruniu mam nie tylko nadzieję, ale po prostu żądam statuetek dla tych wymienionych artystów. Już wyjaśniam, dlaczego.
"Kultura WPełni". Daniel Olbrychski nie zamierza milczeć. "Dlaczego miałbym mieć odebrany głos?"
"Hamnet" opowiada trochę fikcyjną historię Williama Shakespeare'a i jego żony Agnes, opartą na książce Maggie O'Farrell z 2020 r. o tym samym tytule. "Trochę" dodaję celowo, bo co tak naprawdę możemy powiedzieć pewnego o Shakespearze? Wiele jest informacji na temat jego artystycznej kariery, ale bardzo mało o życiu prywatnym. Są pewne legendy o tym, że ożenił się przymuszony przez rodzinę Agnes (lub Anne), która zaszła z nim w ciążę. W wielu źródłach po prostu na sucho przedstawia się fakt, że jako 18-latek miał już żonę, po 6 miesiącach od ślubu pojawiło się dziecko, a potem jeszcze bliźnięta, z których jedno tragicznie zmarło w młodym wieku.
O'Farrell w swojej książce, a teraz Chloe Zhao w swoim filmie, opowiadają przede wszystkim o Agnes (w tej roli niesamowita Jessie Buckley) - wyjątkowej dziewczynie, która jako dziecko straciła matkę. Mama Agnes czuła więź z naturą i to tak silną, że niektórzy posądzali ją o czary. Taki sam wizerunek miała i Agnes - świetna zielarka, kochająca ptaki i las. Poznaje Williama (Paul Mescal), dorabiającego jako nauczyciel łaciny chłopaka, który próbuje wyzerować długi ojca-przemocowca. Siła przyciągania między nimi jest tak potężna, że szybko się w sobie zakochują. Agnes zachodzi w ciążę, co nie podoba się obu rodzinom.
Gdy pojawia się dziecko, William nie potrafi się w tym odnaleźć. Szuka dla siebie miejsca w życiu, chce pisać, a jak wiemy nie od dziś i z niejednego filmu, proza życia przytłacza takich artystów przez duże A. Tu można przewracać oczami, oj tak. Agnes bierze życie za lejce. W bólach rodzi jeszcze bliźnięta, z którymi zostaje sama. Mąż już częściej bywa w Londynie, gdzie zaczyna pisać swoje pierwsze sztuki. Mamy tu wiele tropów, które wskazywałyby, że oto przed nami ultra feministyczny film z prostym przesłaniem: silna baba, słaby facet, ale "Hamnet" nie jest taki łopatologiczny.
William i Agnes przeżywają swoje życie zupełnie inaczej. Inaczej też radzą sobie z rodzinną tragedią, która ich dotyka. Ją pochłania ból, a my widzowie dostajemy mocne, graficzne obrazy matki zderzającej się z najgorszym, śmiercią dziecka. William ten ból kumuluje w sobie, by mógł wypłynąć w finałowej scenie, która po prostu łamie serca. Jessie Buckley daje najlepszy popis w swojej karierze, tworząc skomplikowaną i pełną tajemnic Agnes. To ona wiedzie prym w tej historii i to o tej kreacji powinno mówić się najwięcej. Paul Mescal choć świetny, to częściej na drugim planie. Szkoda, że nie zmieściło się w tej produkcji więcej wspólnych momentów tych aktorów. Ale poczekajcie na finał...
To przepięknie opowiedziana historia o miłości i żałobie. Bardzo nieoczywista i pełna subtelności, różnych symboli. Przede wszystkim - ubrana w wyjątkowe kadry, za którymi stoją mistrzowie w swoim fachu. Chloe Zhao dała się poznać szerokiej publice pamiętnym "Nomadland", gdzie filmowała surową naturę. Tu wraz z Łukaszem Żalem prezentują bujną zieleń angielskich lasów - nieokiełznaną, czasem mroczną, żyjącą swoim życiem naturę, która jest w tym filmie niemym bohaterem. Żal dał swoją pracą oscarowy popis, sprawiając, że "Hamnet" to arcydzieło, o którym długo nie da się zapomnieć po seansie. Szczególnie o tym finale, którego z całego, poszarpanego emocjami serca jednak nie chcę zdradzać!
Na seanse w kinach trzeba trochę poczekać. Polska premiera kinowa zaplanowana jest na styczeń, bo też wtedy można u nas najczęściej oglądać asy z oscarowego wyścigu. Przed Oscarami ważniejsze są Żaby - te złote i srebrne - przyznawane w Konkursie Głównym festiwalu Energa Camerimage w Toruniu. W sobotę 22 listopada dowiemy się, czy Łukasz Żal rzucił międzynarodowe jury na kolana tak, jak część widowni, która zaniemówiła po seansie.