Mocny finał "Nieba". W rzeczywistości wyglądało to zupełnie inaczej
Dobiegł końca głośny serial HBO Max "Niebo. Rok w piekle" opowiadający o działającej w latach 90. w Polsce sekcie Niebo. Choć fabuła produkcji oparta jest na wspomnieniach byłego członka tej sekty Sebastiana Kellera, twórcy serialu w ostatnim odcinku mocno odbiegli od rzeczywistości.
Uwaga! Tekst zawiera spoilery ostatnich odcinków serialu "Niebo".
Sebastian Keller trafił do sekty Niebo po tym, jak Bogdan Kacmajor rzekomo wyleczył go z chronicznego bólu, którego przyczyn lekarze nie potrafili ustalić. Uwierzył w moce uzdrowiciela, który na początku lat 90. wybudował dom w Majdanie Kozłowieckim, gdzie zamieszkał wraz z osobami, które pragnęły być blisko niego. Dołączył do nich Keller, na początku nieświadomy tego, że wchodzi do sekty.
Kacmajor głosił swoją interpretację ewangelii i nakazywał swoim wyznawcom odcinać się od poprzedniego życia. Początkowo zapewniał im poczucie bezpieczeństwa i bliskości nie tylko z drugim człowiekiem, lecz także z Bogiem. To dlatego dla niego przyjmowali absurdalne imiona (Ekstra Mocne, I Śrubokręt Nie Pomoże, Już) i porzucali rodziny, by wykonywać prace w polu na rzecz sekty. Ci bardziej podatni na jego teorie miewali "widzenia". Widzenia miał też Keller, który opisywał je dokładnie w swoich wspomnieniach.
Tomasz Kot dla WP: "Mieliśmy poczucie, że do niczego się nie nadajemy, wszystko pada, królują krętacze"
Stopniowo Kacmajor zmuszał członków sekty do coraz bardziej ekstremalnych wyrzeczeń. W domu zaczął panować głód, przemoc i terror fizyczny oraz psychiczny. To wszystko widzimy w serialu, łącznie z wymysłami Kacmajora na temat kradzieży i zaprzestania stosowania polskich znaków w mowie codziennej.
Ale w fabule jest też sporo różnic. Przede wszystkim partnerka Sebastiana Aneta w serialu jest przedstawiona jako ta, która najwcześniej dostrzega toksyczność środowiska, w jakim się znajduje. To ona, by chronić ich wspólne dziecko (w serialu jest to syn Pesjach, w rzeczywistości para najpierw miała córkę, a ich syn urodził się już poza sektą), postanawia uciec z sekty i podejmuje dramatyczną próbę powrotu do normalności. Tymczasem w swoich wspomnieniach Sebastian Keller pisze, że próbował wyrwać się z sekty kilka razy, ale za każdym razem wracał, bo nie chciał zostawić rodziny z Kacmajorem.
Serial pokazuje też, że guru (w serialu ma na imię Piotr) i jego partnerka nie mają dzieci, w związku z czym traktują Pesjacha jak swojego syna i próbują odciąć go od Anety. W rzeczywistości Kacmajor miał własne dzieci. Jednak w 2002 r. odebrano mu je po tym, jak jego 14-letni syn Medard uciekł i poprosił policję o umieszczenie w domu dziecka.
W serialu widzimy, że po ucieczce z Nieba Sebastian i Aneta są ścigani i siłą ściągani z powrotem do sekty. Tymczasem we wspomnieniach Kellera jedną z kar było wydalenie ze wspólnoty. Para została "zesłana" do Gdańska, gdzie mieszkała w domu z innym odciętym od grupy członkiem Nieba. Jednak w mieszkaniu panował taki sam terror i hierarchia jak w sekcie. W dodatku Kacmajor nie potrzebował fizycznie stać nad swoimi ofiarami, by mieć nad nimi pełną kontrolę. Lata manipulacji i zastraszeń zrobiły swoje. A Sebastian był przekonany, że jego życie się skończyło.
Ostatecznie sam podjął decyzję o odejściu z Nieba w 1996 r., na 9 lat przed ostatecznym rozpadem sekty. "Jedną z najgorszych rzeczy, którą czuje się po wyjściu z sekty, jest przeświadczenie, że to już koniec, że nikt nie może ci już pomóc, że tylko ta grupa była ważna. Pewność, że życie się skończyło. A jeśli guru cię skreślił, pozostaje tylko jedno wyjście: popełnić samobójstwo… To straszne wyznanie, lecz taka jest prawda" - pisał Keller w książce "Niebo. Pięć lat w piekle".
Twórcy serialu postanowili dać widzom i głównemu bohaterowi domknięcie historii w postaci oczyszczającej zemsty. Rzeczywistość wyglądała inaczej.
W napisach końcowych pojawia się informacja: "Sebastian Keller opuścił sektę 30 lat temu. Większość bliskich mu osób odwróciła się od niego. Ludzie nadal widzą w nim sekciarza. Wspierany przez matkę wciąż walczy o normalne życie". Tymczasem w swojej książce Keller sam nazywa siebie "sekciarzem": "Ile trwał mój powrót do świata? Czy już się skończył, czy wciąż trwa? Wiem jedno – że sekciarzem zostanę do końca, to, co siedzi w mojej głowie, wszystkie moje rany, przeżycia pozostaną na zawsze".
Jednak nie wszystko z tamtego czasu kojarzy mu się źle: "Często wspominam ten okres i czasami się uśmiecham, bo przecież pobyt w sekcie przypadł na lata mojej młodości. Były chwile, zwłaszcza te przeżyte z Anetą, kiedy czułem się szczęśliwy, lecz więcej było chwil grozy".
Po odejściu z Nieba Keller, dręczony atakami paniki i głosem Kacmajora, który słyszał w swojej głowie, nie był w stanie funkcjonować. W 1999 r. rozstał się z żoną. W końcu, za namową dawnego przyjaciela, sięgnął po pomoc, ale nie trafił na terapię, tylko do przykościelnego Punktu Informacyjnego o Sektach i Nowych Ruchach Religijnych. Tam odnalazł wsparcie, poddał się egzorcyzmom i powrócił do Kościoła Katolickiego. Ten wątek również pojawia się w serialu, stanowiąc klamrę całej opowieści.
Osoby niewierzące, które sięgają po książkę Kellera, mogą odnieść wrażenie, że wyjaśnienie tego, co się wydarzyło, jakie przyjął autor, jest wręcz fantastyczne. Tłumaczenia egzorcysty o "siłach piekielnych" i "duchowym zniewoleniu" z pewnością nie są racjonalne. Wszystko wskazuje jednak na to, że autorowi, który jest człowiekiem głęboko wierzącym, pomogły.
Jednak jako główną siłę, która pomogła mu odejść z sekty, Sebastian Keller wskazuje coś bardziej uniwersalnego. "Ojciec egzorcysta powiedział mi, że sposobem na wyciągnięcie mnie z sekty była najprawdopodobniej miłość. Gdyby nie moja miłość do żony, która stała się o wiele ważniejsza niż Kacmajor, nigdy bym stamtąd nie wyjechał, nie dałbym rady".