O co tyle hałasu? Nie pomylcie najnowszej animacji z hitem dla dzieci
"Lesbijska księżniczka z kosmosu" wchodzi do kin na Walentynki i wywołuje spore kontrowersje. Choć właściwie nie powinna.
Gdy prawicowi politycy i dziennikarze dowiedzieli się o walentynkowej premierze animacji "Lesbijska księżniczka z kosmosu", w Internecie zawrzało. "Koniec tradycji, czas na idea ideologiczną demolkę" - grzmiał na swoim Facebooku działacz szczecińskiej Konfederacji Radosław Gardziński. "Zdegenerowana produkcja w polskich kinach" – wtórował mu prawicowy portal Polonia Christiana. "Skandaliczna animacja LGBT w Polsce. Młodzież ma to oglądać w kinach" – pisało DoRzeczy.
Oburzenie prawicowych działaczy i dziennikarzy wydaje się zabawne z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze, we wszystkich artykułach pojawiają się mniej lub bardziej zawoalowane sugestie, że skoro mówimy o filmie animowanym, to zapewne został stworzony z myślą o dzieciach i będzie degenerował umysły najmłodszych widzów. Tymczasem "Lesbijska księżniczka z kosmosu" jest animacją dla widzów po 15. roku życia i – biorąc pod uwagę już sam tytuł – naprawdę trudno wyobrazić sobie sytuację, w której jakikolwiek rodzic myli ją ze "Zwierzogrodem".
Oficjalnie wrogowie, w łóżku kochankowie. Gorące nowości VOD
Po drugie, z tekstów wynika, że żaden z oburzonych filmu nie widział. A okazji było wiele – "Lesbijska księżniczka z kosmosu" była bowiem prezentowana najpierw na festiwalu w Berlinie, gdzie zdobyła nagrodę Teddy, a potem na wielu polskich festiwalach (między innymi Octopus Film Festival, Ars Independent, Kamera Akcja) i licznych pokazach przedpremierowych.
Szkoda, że oburzeni z nich nie skorzystali, bo seans debiutanckiej animacji Emmy Hough Hobbs i Leely Varghese to wielka przyjemność. Film opowiada o tytułowej lesbijskiej księżniczce o imieniu Saira, która rozpacza po rozstaniu z przebojową Kiki. Gdy jej była zostaje porwana przez grupę Białych Heterobcych, introwertyczna księżniczka musi opuścić rodzinną planetę i udać się jej na ratunek. A przy okazji wyjść daleko poza swoją strefę komfortu.
Unurzane w internetowym humorze żarty (przeznaczone zdecydowanie dla dorosłych widzów) towarzyszą tu fabule o tyle szalonej, co po prostu mądrej. "Lesbijska księżniczka z kosmosu" opowiada bowiem o tym, że zanim pokochamy kogokolwiek innego (niezależnie od płci), musimy polubić przede wszystkim siebie – bez tego nie ma bowiem mowy o relacji opartej na szacunku i wzajemnym wsparciu.
Choć akcja rozgrywa się na fikcyjnych planetach i w świecie kojarzącym się z animacjami takimi jak "Rick i Morty" czy "Pora na przygodę", jej morał jest bardzo bliski naszemu światu, a tytułowa lesbijska księżniczka z każdą sceną staje się po prostu coraz bardziej ludzka.
Pytanie tylko, czy da się to zauważyć, jeśli na samo słowo "lesbijka" reaguje się strachem i wrogością?