Nagość w polskim kinie była rzadkością. Do czasu premiery tego filmu
Przed laty Hollywood słynęło z wielkich, historycznych widowisk, których akcja rozgrywa się w starożytności. Śmiało można jednak stwierdzić, że jednym z najwybitniejszych dzieł "kina sandałowego" jest polska produkcja "Faraon", która miała premierę dokładnie 60 lat temu.
Trochę lekceważące określenia - kino sandałowe, peplum (od greckiej nazwy tuniki) lub filmy miecza i sandałów (sword-and-sandal) odnoszą się do wielkich widowisk historycznych (głównie rzymskich i greckich), mitologicznych i biblijnych, które w latach 50. i 60. ubiegłego wieku powstawały w Hollywood, ale także we Włoszech. Amerykańskie produkcje charakteryzowały się wielkim rozmachem, spektakularnymi scenami batalistycznymi, bogatą scenografią, włoskie zaś głównie tandeciarstwem.
"Kultura WPełni". Daniel Olbrychski nie zamierza milczeć. "Dlaczego miałbym mieć odebrany głos?"
W latach 60. nikt zapewne nie przypuszczał, że w Europie może powstać tego rodzaju historyczna produkcja, która dorówna hollywoodzkim dziełom, a nawet pod pewnymi względami je przewyższy (np. pod względem realizmu). A na pewno nikt nie spodziewał się, że zrealizuje je kinematografia biednego, socjalistycznego państwa, leżącego po wschodniej części Starego Kontynentu.
W przypadku "Faraona" można zastosować komunistyczną nowomowę i stwierdzić, że powstał on "wysiłkiem całego narodu", a nawet narodu radzieckiego. Był przedsięwzięciem zakrojonym na wielką skalę. Jego produkcja rozpoczęła się jesienią 1962 roku i trwała ponad trzy lata.
Pustynne sceny masowe realizowano głównie na pustyni Kyzył-kum w Uzbekistanie, gdzie ekipa pracowała prawie pięć miesięcy. Na potrzeby scen zbiorowych i budowy scenografii ZSRR oddał do dyspozycji polskich filmowców dwa tysiące żołnierzy Armii Radzieckiej. Niektóre ujęcia kręcone też były w Egipcie (Kair, Giza, Luksor), co było czymś wyjątkowym w tamtych czasach. Nie tylko dla produkcji z komunistycznych krajów.
Można spotkać się z opinią, że "Faraon" nie otrzymałby tak dużego wsparcia ze strony państwa, że nie przeznaczono by na niego tak ogromnych środków (sama sprowadzana z Zachodu za dewizy kolorowa taśma filmowa 35 mm kosztowała fortunę), gdyby nie kampania antykościelna prowadzona w latach 60. przez Władysława Gomułkę. Powieść Bolesława Prusa idealnie się do tego nadawała.
Kapłani stanowili w niej kastę antagonistyczną wobec młodego, postępowego faraona Ramzesa XIII. Pożądali władzy, bogactwa, byli zdeterminowani, aby utrzymać Egipt w stanie podległości wobec świątyń i nie utracić swojej wielce uprzywilejowanej pozycji. Kapłańskimi "sztuczkami" trzymali w garści ciemny lud. Ciekawe, czy Gomułka widział w sobie takiego Ramzesa, bo w katolickich duchownych starożytnych kapłanów na pewno.
Wybitny polski reżyser Jerzy Kawalerowicz nie stworzył jednak jednowymiarowego filmu, który mógłby w jakiś znaczący sposób przysłużyć się antykościelnej propagandzie. "Stworzył historyczny fresk o ponadczasowej wymowie, poruszający problemy władzy, ujawniający mechanizmy rządzenia państwem i wpływ religii na życie społeczne" – czytamy w "Leksykonie polskich filmów fabularnych". A w Polsce "Faraona" widzowie często i tak odczytywali po swojemu. Bo komunizm też był religią i miał swoje bóstwa.
Film Kawalerowicza cieszył się w polskich kinach ogromną popularnością. Obejrzało go aż 9,5 mln widzów. Historyczna produkcja była wyświetlana także w krajach Europy Zachodniej, m.in. w Republice Federalnej Niemiec. W 1967 roku otrzymała nominację do Oscara w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny. To była polska superprodukcja eksportowa, jeden z największych sukcesów komercyjnych naszego kina. Ogromny budżet, być może największy w historii polskiej kinematografii, w przeciwieństwie do dużo późniejszego "Quo vadis", został należycie spożytkowany.
"Faraon" przeszedł też do historii polskiej kinematografii za sprawą… nagich torsów. Aktorów i aktorek. W latach 60. nagość w polskich filmach była rzadkością i ograniczała się do ujęć, w których mrugnięcie okiem mogło pozbawić widza możliwości jej dostrzeżenia.
Kawalerowicz dążył jednak do maksymalnego uwiarygodnienia przedstawionego świata. Odsłonięte piersi u kobiet (w scenach m.in. z udziałem kapłanek i tancerek) odzwierciedlały modę i obyczaje starożytnego Egiptu. W historycznych produkcjach z Hollywood takich scen nie można było zobaczyć. Nagość w "Faraonie" symbolizuje naturalność, niewinność lub pierwotną siłę natury. Ale dla polskich widzów była to też niemal obyczajowa rewolucja.