Porażka #MeToo? Kristen Stewart ROZCZAROWANA realiami w Hollywood
Kristen Stewart skrytykowała amerykańską branżę filmową za powrót do dawnych schematów po okresie zmian wywołanych akcją #MeToo. – Możemy dyskutować o różnicach w płacach i podatkach na tampony, ale najgorsza jest przemoc milczenia – zauważyła podczas niedawnego spotkania w Los Angeles.
Kristen Stewart uczestniczyła we wtorek 4 listopada w spotkaniu Women’s Luncheon, które zorganizowała Akademia Filmowa i Chanel w Los Angeles. W pewnym momencie poruszyła temat zmian, które – w jej ocenie – nie utrzymały się po nagłośnieniu akcji #MeToo zwracającej uwagę na sytuację kobiet w branży filmowej.
Predatorzy z Hollywood. Prawda o ich czynach wyszła na jaw
Kristen Stewart rozczarowana sytuacją w Hollywood kilka lat po akcji #MeToo. "Najgorsza jest przemoc milczenia"
Branża w Hollywood początkowo włączyła się w akcję #MeToo i wprowadziła wiele zmian w postępowaniu np. na planach zdjęciowych. Gwiazda "Zmierzchu" stwierdziła, że z czasem powrócono do dawnych schematów. "W pewnym momencie wydawało się, że wreszcie możemy opowiadać historie tworzone przez kobiety i o kobietach – bez filtra, bez cenzury. Ale dziś mogę potwierdzić, jak brutalna to walka, gdy temat jest zbyt mroczny albo to tabu, gdy szczerość w pokazywaniu kobiecych doświadczeń wywołuje obrzydzenie i odrzucenie" – oceniła Kristen Stewart.
Aktorka, a od niedawna również reżyserka, wyznała na spotkaniu, że chce pozwolić sobie na nerwy bez obaw o bycie ocenioną przez środowisko. "Mam dziś potworny PMS, ale to idealny dzień, żeby o tym mówić. Moje nerwy są na wierzchu – i dobrze! (...) Możemy dyskutować o różnicach w płacach i podatkach na tampony, ale najgorsza jest przemoc milczenia. Jakbyśmy nawet nie miały prawa być złe. A ja mogłabym zjeść tę mównicę pie*rznąć nożem i widelcem – tak jestem wściekła!" – powiedziała.
Kristen Stewart narzeka na Hollywood. "Tak niewiele filmów w ostatnim roku powstało w reżyserii kobiet"
Kristen Stewart ze smutkiem zauważyła, że w ostatnim czasie znów powstaje za mało filmów, które reżyserują kobiety. Miało się to zmienić po nagłośnieniu akcji #MeToo, ale – zdaniem 35-latki – na dłuższą metę się tak nie stało. "Cofnięcie się po krótkim momencie postępu jest druzgocące. Tak niewiele filmów w ostatnim roku powstało w reżyserii kobiet. Potrzebujemy o wiele więcej takich spotkań. Powinnyśmy być "ladies who lunch" przez cały pie*rzony czas. (...) Nie jestem wdzięczna klubowi chłopców, który udaje, że chce z nami współpracować, a w rzeczywistości wysysa nasze zasoby i lekceważy nasz punkt widzenia. Nie dajmy się tokenizować. Zacznijmy drukować własną walutę" – zaapelowała na koniec.