Hollywood po Weinsteinie. Jak akcja #MeToo zmienia amerykański przemysł filmowy?

Minęło zaledwie pięć miesięcy od oskarżenia Harveya Weinsteina o molestowanie i gwałt. Od tamtego czasu Hollywood nie jest tym samym miejscem. Czy akcja #MeToo, która była pokłosiem tej sprawy, zmieni Hollywood? Już zmieniła, zresztą, nie tylko na lepsze.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Harvey Weinstein na imprezie po rozdaniu Złotych Globów w 2014 r.
Harvey Weinstein na imprezie po rozdaniu Złotych Globów w 2014 r. (Getty Images)

W najnowszym wywiadzie Michael Haneke skrytykował negatywne efekty akcji #MeToo: - Każde przestępstwo seksualne musi zostać ukarane, ale potępianie, lincz i histeria bez jakiegokolwiek procesu to coś obrzydliwego - powiedział austriacki reżyser. Wyraził zaniepokojenie “nowym purytanizmem zasilanym nienawiścią wobec mężczyzn”. - Jako artyści żyjemy w strachu przed krucjatą. To krucjata przeciwko każdej formie erotyzmu - dodał. Zauważył też, że słynne "Imperium zmysłów" Nagisy Oshimy, nie mogłoby powstać współcześnie, właśnie ze względu na odważną erotykę, która dziś mogłaby się wydać szowinistyczna lub mizoginiczna. Czy jeszcze pół roku temu ktokolwiek mógłby przypuścić, że grozi nam “nowy purytanizm”?

Akcja #MeToo: 12 mln postów w 24 godziny
W październiku ubiegłego roku Harvey Weinstein, jeden z najbardziej wpływowych producentów w Hollywood, został oskarżony przez kilka aktorek o molestowanie i gwałt. Gigant amerykańskiego przemysłu filmowego został z hukiem zwolniony kilka dni po publikacji artykułu.

Dziesięć dni później Alyssa Milano napisała na Twitterze: “Gdyby wszystkie kobiety, które były kiedyś molestowane seksualnie, napisały 'ja też' w swoich statusach, być może udałoby się pokazać ludziom, jaką skalę ma to zjawisko”. Odzew na komunikat przerósł wszelkie oczekiwania. Szacuje się, że w ciągu pierwszej doby hasztagu #MeToo użyło 4,7 mln osób, które w sumie udostępniły 12 mln postów. Wylało się.

Hollywood się nie patyczkuje
Fala dotknęła najbardziej uznanych aktorów. Najgłośniejszy był przypadek Kevina Spacey'ego, zdobywcy dwóch Oscarów i gwiazdy serialu House of Cards”, oskarżonego o molestowanie przez kilku mężczyzn. Lista nazwisk gwiazd, oskarżonych o molestowanie, puchnie z tygodnia na tydzień, trafili na nią m.in.: Brett Ratner, Russell Simmons, Charlie Rose, Matt Lauer, Al Franken, Mario Batali. Jeremy Piven. Danny Masterson. Morgan Spurlock, Ed Westwick, Jeffrey Tambor, Bryan Singer. Głośno było o sprawie wybitnego komika Louisa C.K, który miał zapraszać swoje koleżanki do pokoju hotelowego i się przed nimi masturbować.

Hollywood się nie patyczkuje. Natychmiast zawieszono udział Spacey’ego w kolejnych produkcjach. W świetle skandalu odwołano premierę filmu Louisa C.K., HBO usunęło go z obsady swojego programu. Prztyczka w nos dostał James Franco, który brylował na Złotych Globach i był pewnym kandydatem do Oscara, ale po oskarżeniach o molestowanie przez pięć kobiet, będzie musiał pocałować klamkę Dolby Theatre.

Trudno uwierzyć, że wystarczyło zaledwie kilka miesięcy, żeby w Hollywood odbyła się prawdziwa rewolucja. Że to rewolucja, nie ma najmniejszych wątpliwości. Krytycy negatywnych skutków akcji #MeToo, zbierają ostre cięgi, o czym przekonała się Catherine Deneuve po publikacji listu, w którym wyraziła obawy podobne do Hanekego.

Hipokryzja Hollywoodu

- Jeśli zrobiłem coś złego, naprawię to - powiedział ze skruchą Franco. Wydaje się, że oskarżenia o molestowanie nie dotkną go tak, jak dotknęły Weinsteina czy Louisa C.K. Ale czy w ogóle doniesienia na jego temat powinny być wystarczającym argumentem, aby wpłynęły na decyzję członków Amerykańskiej Akademii Filmowe? Nominacja do Oscara za rolę w “Disaster Artist” należała mu się jak psu buda. Z jakiegoś powodu rok temu akademikom nie przeszkadzało, że Casey Affleck, oskarżony m.in. przez polską operatorkę Magdaleną Górkę o molestowanie, przyznał się do winy, podpisując ugodę. Jak wiemy, dostał Oscara za rolę w “Manchester by the Sea”.

Dzisiaj wystarczy podejrzenie, że ktoś mógł dopuścić się niegodnego czynu, żeby przekreślić jego wszystkie dokonania. O tym, jak silne jest dziś przekonanie, że tylko święci mogą balować w Hollywood, dowodzi sprawa Woody’ego Allena, który na fali akcji #MeeToo został po raz kolejny oskarżony przez swoją córkę Dylan Farrow o molestowanie. Sprawa jest bardzo stara. Sąd i policja w dwóch stanach uniewinnili reżysera. A jednak dziś aktorzy, grający w jego najnowszym filmie, postanowili zwrócić honoraria za role w jego filmie na rzecz organizacji walczących z przemocą seksualną. Colin Firth, Ellen Page, Jessica Chastain, Marion Cotillard zapowiedzieli, że nigdy u Allena już nie zagrają.

Panika moralna
Trudno ich zachowanie wyjaśnić inaczej niż paniką moralną i hipokryzją. Akcja #MeToo u swoich źródeł pozwoliła wyrazić gniew milionom skrzywdzonych kobiet. Źle się jednak dzieje, gdy oskarżonym o molestowanie odbiera się prawo do obrony i skazuje się ich za coś bez udziału sądu. Aktorzy, którzy wcześniej grali u Allena, doskonale wiedzieli, że był wcześniej oskarżony o molestowanie. Podłączanie się po fakcie do chóru jego oskarżycieli jest czystej wody koniunkturalizmem.

Jeśli szukać pozytywów akcji #MeToo, to jest nią ruch Time’s Up, wspierający kobiety, które nie zgłaszają molestowania w obawie przed utratą pracy. Cele ruchu są szersze: zrównanie płac kobiet i mężczyzn w przemyśle filmowym, zwiększenie liczby kobiet w Amerykańskiej Akademii Filmowej (75 proc. członków to mężczyźni).

Gównoburze zatruwają życie społeczne
Trudno jednak nie zgodzić się ze smutnym faktem, że w całej sprawie są równi i równiejsi, bowiem akcja #MeToo oczyściła środowisko filmowe z Harveya Weinsteina, ale jakimś sposobem Donald Trump, mimo że wiele razy publicznie oskarżano go o molestowanie, reprezentuje najważniejszy amerykański urząd. Nie bez powodu do największych, wielomilionowych protestów kobiet w Stanach Zjednoczoncyh, doszło właśnie po zwycięstwie Trumpa, słynącego z jawnie mizoginicznego języka. Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę. I słusznie. Pioruny walą, ale nie zawsze trafiają tam, gdzie powinny. Ma rację Haneke, gdy we wspomnianym wywiadzie mówi, że “każda gównoburza, któr jest efektem nieuzasadnionych oskarżeń, zatruwa życie społeczne”.

Obejrzyj rozmowę o Harveyu Weinsteinie

0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.