Przyznał się do prawicowych poglądów. "To był dla mnie koniec"
Czy prawicowe poglądy mogą zniszczyć karierę aktorską? Rob Schneider jest o tym przekonany. Słynny komik oskarża Hollywood o systemową dyskryminację i celowe uciszanie osób o konserwatywnych opiniach.
Rob Schneider jest 62-letnim aktorem, scenarzystą i reżyserem. Zyskał popularność w latach 90. jako członek obsady programu "Saturday Night Live". Zasłynął rolami komediowymi w takich filmach jak "Boski żigolo", "Gorąca laska" czy "Duże dzieci". Jest bliskim przyjacielem i stałym współpracownikiem Adama Sandlera, z którym współpracuje od prawie 50 lat. Schneider nie ma najlepszego zdania o kondycji Hollywood, czemu dał wyraz w podcaście "American Thought Leaders".
Schneider twierdzi, że Hollywood jest "zepsute", ponieważ dyskryminuje aktorów o konserwatywnych poglądach. Powiedział, że kiedy publicznie przyznał się do swoich prawicowych sympatii, jego kariera się załamała. - To był dla mnie koniec grania głównych ról w filmach - wyjaśnił.
Kultura WPełni: Juliusz Machulski o przekraczaniu granic przez reżyserów
Rob Schneider przewiduje koniec Hollywood
Zdaniem Schneidera branża filmowa boi się kontrowersji i celowo ucisza każdego, kto myśli inaczej niż reszta środowiska. - Myślę, że to zgnilizna w duszy Hollywood. I uważam, że dzisiejsze wpisywanie konserwatystów na czarną listę jest tym samym. Sądzę, że u swoich podstaw przyczynia się to do jego zniszczenia. I wydaje mi się, że obserwujemy, jak Hollywood całkowicie ulega samodestrukcji - ocenił aktor.
Schneider uważa, że trzeba mieć odwagę, by mówić prawdę, nawet jeśli wiąże się to z przykrymi konsekwencjami, takimi jak utrata kariery. Podkreśla, że wolność słowa jest kluczowa dla społeczeństwa, choć przyznaje, że płaci się za nią wysoką cenę. Jako przykład podał inne gwiazdy, które w przeszłości również zostały odrzucone przez branżę tylko z powodu swoich przekonań m.in. Charltona Hestona.
Aktor wieszczy, że w ciągu najbliższych lat wielkie studia filmowe stracą na znaczeniu, a widzowie przestaną oglądać ich produkcje. Według Schneidera publiczność odwróci się od kina i poszuka rozrywki w internecie oraz mediach społecznościowych.