W tym roku skończy 80 lat. "Z roku na rok jest coraz trudniej"
W tym roku Sylvester Stallone skończy 80 lat. Legendarny aktor za sprawą serialu "Tulsa King" na ekranie przeżywa swoją czwartą lub piątą młodość. A na co dzień wciąż dba o swoją formę. Regularnie chodzi na siłownię, którą nazywa "świątynią".
Sylvester Stallone urodził się 6 lipca 1946 roku w Nowym Jorku w słynnej dzielnicy Hell’s Kitchen na Manhattanie. W wyniku źle przeprowadzonego porodu kleszczowego doznał poważnego urazu głowy, który częściowo sparaliżował prawą stronę jego twarzy. Miał wykrzywioną dolną wargę oraz wadę wymowy. Imię otrzymał po kocie Sylwestrze z animacji "Zwariowane melodie". Czy ktoś taki może zostać jedną z największych hollywoodzkich gwiazd kina? Może.
Legendy Hollywood
Stallone przez wiele lat rywalizował z Arnoldem Schwarzeneggerem o tytuł największej gwiazdy kina akcji. Mniej więcej do połowy lat 80. był numerem jeden, ale po sukcesach "Terminatora", "Predatora" musiał ustąpił miejsca imigrantowi z Austrii. Teraz jednak Schwarzenegger jest już niemal na aktorskiej emeryturze, natomiast Stallone świetnie odnalazł się w nowej przestrzeni oferowanej przez platformy VOD.
Jego występ w serialu "Tulsa King" został okrzyknięty trzecią rolą życia. "Postać Dwighta ‘Generała’ Manfrediego to bez wątpienia jedna z jego najważniejszych i najlepszych ról. Piękne ukoronowanie aktorskiej kariery" – napisał krytyk "Collidera". W Polsce "Tulsę King" można oglądać na platformie SkyShowtime.
Na co dzień Stallone wciąż dużo czasu spędza w siłowni, w miejscu, które ma dla niego szczególne znacznie. "W pewnym sensie to trochę jak świątynia, kościół. Modlimy się o poprawę zdrowia, o lepsze samopoczucie, abyście mieli siłę, by osiągnąć swoje cele, byli pewni siebie i gotowi stawić czoła każdemu wyzwaniu" - opowiada aktor w nagraniu opublikowanym na Instagramie.
"Z roku na rok jest coraz trudniej, ale właśnie dlatego trzeba się starać jeszcze mocniej. Krew, pot i łzy" – podsumował Stallone. W tym roku aktora będziemy mogli oglądać w czwartym sezonie "Tulsa King" oraz w jego spin-offie "NOLA King". Oby tylko unikał występów w takich koszmarnych produkcjach jak "Opancerzeni".