Upadły król Hollywood przemówił zza krat. "Nie będę przepraszał"
Harvey Weinstein udzielił pierwszego wywiadu od czasu skazania. Były producent filmowy jest fizycznie zniszczony i odizolowany, ale nie przejawia dużej skruchy. Upadły król Hollywood przyznaje się jedynie do bycia wulgarnym łobuzem, zrzucając odpowiedzialność za swoje czyny na ofiary i bezlitosny system.
73-letni Harvey Weinstein udzielił pierwszego dużego wywiadu zza krat dla "The Hollywood Reporter". W materiale sprawia wrażenie człowieka fizycznie zniszczonego, ale nadal pozbawionego prawdziwej skruchy. Skazany za przestępstwa seksualne były producent filmowy przebywa na oddziale medycznym w owianym złą sławą więzieniu Rikers Island w stanie Nowy Jork. Z powodu licznych chorób (rak szpiku kostnego, cukrzyca, problemy z sercem) porusza się na wózku inwalidzkim i spędza w izolacji 23 godziny na dobę.
Weinstein w wywiadzie narzeka na brutalność współwięźniów i bezduszność systemu: - Umieram tu. A pomysłem prokuratora jest prawdopodobnie to, żebym umarł w więzieniu. Ale ja naprawdę umieram (...). W marcu skończę 74 lata. Nie chcę tu umrzeć - mówi dramatycznym tonem.
Predatorzy z Hollywood. Prawda o ich czynach wyszła na jaw
Szokujący wywiad Weinsteina zza krat
Weinstein kategorycznie zaprzecza, że kiedykolwiek dopuścił się gwałtu. Jak odnosi się do wyroków zapadłych w Nowym Jorku i Los Angeles oraz publicznych oskarżeń ze strony blisko 100 kobiet? Uważa się za ofiarę polowania na czarownice i obwinia ruch #MeToo, nazywając go "marszem po kupę pieniędzy". Twierdzi, że kobiety oskarżały go wyłącznie dla korzyści finansowych, odszkodowań z ubezpieczeń lub z zemsty za niespełnione obietnice zrobienia z nich gwiazd: - Nie będę przepraszał za coś, czego nie zrobiłem. Zostanę uznany za niewinnego. To ci obiecuję - deklaruje.
Jedyną winą, do której wprost się przyznaje, jest zdradzanie żony i bycie wulgarnym, hollywoodzkim "łobuzem". Tłumaczy, że armia asystentów, rygorystyczne umowy o poufności i wynajęci prywatni detektywi służyli jedynie do ukrywania jego licznych romansów przed rodziną i Disneyem, a nie do tuszowania napaści seksualnych.
Schorowany i na wózku, ale bez cienia skruchy
Ze szczerością opowiada o lojalności swoich dawnych współpracowników: - Byli gotowi kłamać dla mnie. A ja zmuszałem ich do kłamstwa. Moi pracownicy byli świetni. Kłamali po mistrzowsku. Ale to ja to zrobiłem. Cała wina leży po mojej stronie. Powiem jednak tak: kiedy facet zaprasza cię do swojego pokoju hotelowego w środku nocy, to wiesz, co jest w programie.
Weinstein nie ukrywa, że w jego relacjach z aktorkami istniała ogromna dysproporcja sił. Nadal jednak bagatelizuje swoje czyny, określając je mianem "nadmiernego flirtu" i "absurdalnych sytuacji". Przyznaje, że do jego upadku doprowadziła gigantyczna pycha i nienasycony apetyt na władzę: - Przekraczałem własne granice. To na pewno. Potrafiłem być okropnym łobuzem. Używałem władzy w arogancki sposób. Byłem natarczywy i uparty, i czuję się z tym okropnie - wyznaje.
Weinstein uderza zza krat w Gwyneth Paltrow
Najwięcej goryczy i furii wywołuje u niego temat dawnych współpracowników i przyjaciół z branży, którzy odcięli się od niego z dnia na dzień. Szczególny żal ma do Gwyneth Paltrow, z którą kiedyś się przyjaźnił, a która ostatecznie stała się jedną z jego najgłośniejszych oskarżycielek: - Ta osoba, która była mi przyjaciółką, która zawdzięcza mi karierę, po prostu wbija mi nóż w plecy. Chciała być częścią tłumu. Nie wybaczę jej tego - mówi z oburzeniem. Weinstein twierdzi, że kiedyś zaproponował aktorce masaż, a ona odmówiła i nic więcej między nimi nie zaszło.
Więzienna izolacja drastycznie potęguje jego ból po utracie kontaktu z dwiema dorosłymi córkami z pierwszego małżeństwa. Kobiety z powodu skandalu zmieniły nazwiska i od sześciu lat nie rozmawiają z ojcem. Ratunkiem jest dla niego codzienny kontakt telefoniczny z trojgiem młodszych dzieci, którym nieustannie wmawia, że jest niesłusznie oskarżony.
Izolatka, wózek i utrata rodziny
Pytany wprost, czy w hipotetycznym filmie o własnym życiu zagrałby złoczyńcę, ofiarę czy tragicznego bohatera, odpowiada, że połączyłby wszystkie te role. W ogóle nie dostrzega w sobie drapieżnika seksualnego, z którym walczyło kilkadziesiąt kobiet, lecz sprytnego gracza i ocalałego, którego po prostu przerosły własne, ludzkie słabości.
- Zrobiłem rzeczy pełne wad i po prostu brzydkie. Ale zrobiłem też wiele wspaniałych rzeczy - pomogłem zmienić kulturę. Zbudowałem wiele karier (...). Nie jestem ofiarą. Jestem tym, który przetrwał. Przetrwał własne wady - podsumowuje swoje burzliwe życie.
Weinstein, z perspektywy więziennej izolatki w Rikers Island, dokonuje poruszającego bilansu strat. Zmuszony do refleksji, przyznaje, że sława, pieniądze i absolutna władza nie były warte ceny, jaką przyszło mu zapłacić: - Gdybym miał to zrobić jeszcze raz, z radością poszedłbym na taki układ. Życie z dala od blasku fleszy, wychowywanie moich dzieci i bycie z rodziną - to byłoby znacznie lepsze życie - stwierdza na koniec.