"Nowy poziom erotyki". W ten weekend polskie kina przeżyją oblężenie
Od lat najlepszym weekendem w polskich kinach jest walentynkowy weekend. W tym roku dzień zakochanych wypada w sobotę i wówczas możemy spodziewać się prawdziwego oblężenia kin. W innych krajach walentynkowa frekwencja nie bije rekordów, ale teraz – za sprawą "Wichrowych wzgórz" – może być inaczej.
W 2015 roku podczas walentynkowego weekendu "Pięćdziesiąt twarzy Greya" ustanowiło nowy rekord otwarcia w polskich kinach. W ciągu zaledwie trzech dni wyświetlania erotyk obejrzało 834 tysięcy widzów. Walentynkowe szaleństwo w naszych kinach trwa już od dwóch dekad. Nie inaczej będzie podczas nadchodzącego weekendu.
"Palę się!" O krok od tragedii na planie "Wichrowych Wzgórz"
Filmem pierwszego wyboru wśród polskich widzów będą bez wątpienia "Wichrowe wzgórza". Są multipleksy, które w sobotę będą wyświetlały ten tytuł na blisko dwudziestu seansach. Prognozy z innych krajów też nie pozostawiają wątpliwości, że będziemy mieli do czynienia z wielkim przebojem.
Serwis filmowy Deadline prognozuje, że "Wichrowe wzgórza" podczas nadchodzącego weekendu zarobią na całym świecie 70-80 milionów dolarów, a może nawet sięgną stumilionowego pułapu. Zainteresowanie filmem z Margot Robbie i Jacobem Elordim podkręcają recenzje, które zwracają odwagę, że tak odważnej i pikantnej ekranizacji słynnej powieści Emily Jane Bronte jeszcze nie było.
"’Wichrowe wzgórza’ to piekielnie gorąca i pokręcona opowieść. Chemia i napięcie seksualne pomiędzy Margot Robbie i Jacobem Elordiego to zupełnie nowy poziom erotyki. Chyba tylko Fennel potrafił obecnie wziąć klasykę, wywrócić ją do góry nogami i sprawić, że całkowicie się w niej zakochasz. Wyjątkowy spektakl kunsztu, który sprawił, że śniłam o pięknych kostiumach, zdjęciach i scenografii. Jestem w nim obsesyjnie zakochana" – napisała Jazz Tangcay z "Variety".
"To seksowna, zabawna, porywająca i mroczna wersja, która zachowuje nienaruszoną przerażającą obsesyjność, toksyczność emocjonalną i sadyzm Heathcliffa, a jednocześnie umiejętnie zmienia opowieść, przekształcając ją w dekadencki, nowoczesny, ale wciąż wyraźnie gotycki romans" – czytamy w recenzji Johnny’ego Oleksinskiego z "New York Post".