"Wiedziałem, że mamy przebój". Spielberg o swoim przepisie na megahit
- W tym momencie byłem już spokojny. Wiedziałem, że "Szczęki" działają. Wiedziałem, że mamy przebój - wspomina Steven Spielberg. Podczas spotkania z fanami na SXSW przypomniał reakcję na krwawą scenę ze swojego kultowego filmu.
Najważniejszym gościem tegorocznego filmowego modułu konferencji i festiwalu South by Southwest (SXSW) w Austin w Teksasie był Steven Spielberg, niemal legendarny reżyser hollywoodzkiego kina. Kolejka na spotkanie z nim była ogromna - to najlepszy dowód, jak bardzo znacząca jest to postać, twórca, który kształtuje wyobraźnię kolejnych pokoleń. Jak można się było domyślić, oglądając jego filmy, w których znakomicie opowiada historie, na żywo ich twórca także okazał się znakomitym "opowiadaczem" i gawędziarzem.
Marta Żmuda-Trzebiatowska o nagłej popularności: "Przypłaciłam to zdrowiem"
Spielberg nakręci western
Najważniejsze słowa tej rozmowy, trochę nieoczekiwanie, padły w odpowiedzi na pytanie, które tylko sprawiało wrażenie niewinnego i raczej nie było przypadkowe. Prowadzący był ciekawy, czemu Spielberg nigdy do tej pory, w swej długiej karierze, nie nakręcił westernu, filmu z kręgu klasycznego dla amerykańskiej kinematografii gatunku. I czy zamierza to zrobić. Spielberg przyznał, że coś jest na rzeczy.
- Nie mogę powiedzieć niczego konkretnego, zdradzić żadnych szczegółów, ale rzeczywiście mam coś w planach - mówił. - Co więcej: to coś zapowiada się znakomicie. Najlepiej byłoby to nakręcić właśnie tu, w Teksasie.
Potem, ciągnięty za język, reżyser dodał jeszcze, że w filmie "będą konie, będą pistolety, ale nie będzie za to żadnych stereotypów i wyświechtanych metafor".
Ta wypowiedź natychmiast rozgrzała amerykańskie media. Nic dziwnego - ukochany reżyser Ameryki zadeklarował wszak, że po raz pierwszy zmierzy się z arcyamerykańskim gatunkiem. Jeden z komentatorów prorokował wręcz, na gorąco: "to będzie opowieść, którą będą żyć kolejne pokolenia".
Obcy istnieją?
Duża część rozmowy dotyczyła najnowszego filmu Spielberga, "Dnia objawienia". Zapytany, czemu znów zajął się powracającym w jego twórczości motywem obcych, reżyser powiedział coś, co zaskoczyło część publiczności i zaczęło niemal natychmiast rezonować w mediach.
- Przez ostatnich kilkadziesiąt lat pojawiło się tyle świadectw i sygnałów, świadczących o tym, że nie jesteśmy sami we wszechświecie, że zaczynam bardzo mocno podejrzewać, że coś jest na rzeczy - mówił. - I o tym właśnie jest mój nowy film.
Spielberg przyznał, że kolejne informacje o obserwacjach niezidentyfikowanych obiektów były dla niego ważną inspiracją dla tego projektu.
- Kiedy prezydent Obama powiedział publicznie, że według jego wiedzy istnieją inne cywilizacje niż ludzkie, pomyślałem, że to znakomita promocja mojego nowego filmu. Szkoda, że potem się z tego wycofał - opowiadał reżyser.
Wspominał też swoje własne przeżycia, związane z kinowymi opowieściami o kosmosie.
- Kiedy byłem dzieckiem, ogromne wrażenie zrobił na mnie film "Destination Moon", pierwsza kolorowa produkcja o podróży ludzi na Księżyc - wspominał Spielberg. - Powstawał we współpracy z naukowcami, a więc był zgodny z ówczesnym stanem wiedzy. Zachwycił mnie. Do tego stopnia, że poprosiłem rodziców, żeby kupili mi płytę z soundtrackiem. Chciałem czuć klimat tego filmu w swoim pokoju. To był początek kolekcji płyt z filmowymi ścieżkami dźwiękowymi, którą uzupełniam do dziś.
Jak rozpoznać filmowy przebój?
Część rozmowy dotyczyła inspiracji Spielberga i najwcześniejszych doświadczeń, które wpłynęły na jego dalszą drogę artystyczną.
- Pierwszym ważnym dla mnie filmem była "Fantazja" Walta Disneya. Przeraziła mnie, ale jednocześnie uruchomiła moją wyobraźnię. Nie mogłem spać. A potem nauczyłem się radzić sobie ze strachem. Kiedy się czegoś bałem, przerzucałem to na kogoś innego. Najpierw były to moje siostry, a dziś, moja publiczność. - mówił reżyser.
Spielberg opowiedział anegdotę o tym, jak rozpoznaje, czy jego film "działa" i wywołuje emocje u widzek i widzów. Wspomniał zdarzenie, które miało miejsce przy okazji któregoś z pierwszych pokazów "Szczęk". Podczas wyjątkowo krwawej sceny jeden z widzów wybiegł z sali. Okazało się, że musiał zwymiotować. Ale kiedy tylko skończył… w te pędy wrócił na swoje miejsce, żeby oglądać dalej.
- W tym momencie byłem już spokojny - mówił reżyser. - Wiedziałem, że "Szczęki" działają. Wiedziałem, że mamy przebój.
Reżyser otwarcie zwierzał się też z rozterek, które ma podczas kręcenia filmów.
- Większość moich ważnych decyzji artystycznych - mówił - okupiona jest bardzo ciężką walką między rozumem a podszeptami intuicji. Te dwie sfery są w głębokiej opozycji, czasem wygrywa jedna, czasem druga.
Spielberg vs Chalamet
Spielberg podczas wystąpienia na SXSW pomstował na media społecznościowe. Opowiadał, jak kiedyś na dwa tygodnie zainstalował w telefonie aplikację Instagram.
- Nie wiem, kiedy minęły te dni - wspominał. - Kiedy uruchamia się tego typu aplikację, czas zaczyna płynąć inaczej. Ktoś nas z niego okrada. Czułem się wtedy, jakby porwali mnie obcy i ukradli dwa tygodnie z życia.
Reżyser odniósł się też w wymowny sposób do afery, głośnej od kilku dni w branży rozrywkowej. Mówiąc o sile sztuki i o tym, jakie wywołuje ona emocje, stwierdził, że tak działa kino, tak działają koncerty, ale tak działa także opera i balet - była to wyraźna aluzja do wypowiedzi, w której Timothée Chalamet stwierdził, że te dwie ostatnie dziedziny nikogo już dziś nie obchodzą.
Spielberg bardzo namawiał publiczność do oglądania starych filmów - mówił, że to właśnie reżyserzy sprzed lat budowali język filmowy i sposób opowiadania historii, który działa do dziś i wciąż wywołuje ogromne emocje.
- Oglądajcie kanał TCM - nawoływał. - Tam znajdziecie wspaniałe opowieści.
Spielberg rozśmieszył publiczność, kiedy na pytanie o to, czy między kręceniem kolejnych filmów niecierpliwie czeka na wejście na plan, odpowiedział bardzo przewrotnie, że zdarza mu się raczej czekać na to, kiedy będzie mógł już z planu zejść. Ale nie chciał wskazać, podczas kręcenia jakich swoich filmów miał takie poczucie.
Przemek Gulda dla Wirtualnej Polski