"Władza to ukrywała". Serial Netfliksa obudził bolesne wspomnienia
Serial Netfliksa "Ołowiane dzieci" to hołd dla dr Jolanty Wadowskiej-Król, która wbrew komunistycznym władzom ratowała tysiące dzieci przed ołowicą. Produkcja stała się impulsem do osobistych wyznań. Dr hab. Marta Kołodziej-Sobocińska wspomina dzieciństwo w cieniu śląskich kominów i przyznaje: "Ja też mogłam być ołowianym dzieckiem".
Serial "Ołowiane dzieci" to nowy hit Netfliksa z wybitną rolą Joanny Kulig. Produkcja jest hołdem dla dr Jolanty Wadowskiej-Król, zwanej "Matką Boską Szopienicką". Lekarka w latach 70. XX w. odkryła przerażającą prawdę o masowym zatruciu ołowiem dzieci mieszkających w cieniu kominów Huty Szopienice. Serial ukazuje dramatyczną walkę jednostki z bezdusznym systemem komunistycznym, który w imię norm produkcyjnych był gotów poświęcić zdrowie tysięcy najmłodszych.
Fabuła serialu wiernie oddaje realia tamtych czasów: duszna atmosfera politycznych nacisków, ukrywanie wyników badań i desperacka walka o życie pacjentów. Dr Wadowska-Król ryzykowała karierą i swoim bezpieczeństwem, kiedy badała tysiące dzieci, z których wiele cierpiało na ołowicę - chorobę niszczącą układ nerwowy i szpik kostny. Komunistyczna władza zablokowała jej doktorat i starała się wymazać temat z historii. Wadowskiej-Król udało się uratować tysiące istnień, wysyłając małych pacjentów do sanatoriów. Dopiero po latach od tamtych wydarzeń dramatyczna historia zyskała ogólnopolski rozgłos.
Zainspirowała rolę Joanny Kulig. Kim była dr Wadowska-Król?
Poruszające wspomnienia ze Śląska lat 70.
Najbardziej wstrząsający wymiar nadają osobiste relacje świadków. Wśród nich jest dr hab. Marta Kołodziej-Sobocińska z Instytutu Biologii Ssaków Polskiej Akademii Nauk w Białowieży. We wpisie na Facebooku wyznała: "Ja też mogłam być ołowianym dzieckiem". Kobieta wspomina swoje dzieciństwo spędzone w pobliżu huty "Pokój". Urodzona w latach 70. profesor przywołuje obrazy, które dla wielu Ślązaków są częścią zbiorowej traumy. W serialu odnajduje własną przeszłość, w której zagrożenie było niewidoczne, ale wszechobecne.
Wspomnienia profesor są pełne plastycznych, niemal namacalnych szczegółów: codzienne "ścieranie prochów" z mebli, babcia walcząca z tłustą sadzą na oknach i górnicy wracający z szychty w makijażu z wżartego w skórę pyłu węglowego.
"Nie miałam świadomości, ilu z nich zmarło w sile wieku na pylicę, ołowicę... a że w czasie, gdy ja przyszłam na świat, umierało i cierpiało tam tyle dzieci, moich rówieśników, a władza to ukrywała (!)... szokujace. Pamiętam, że na Śląsku zawsze było szaro, a liście latem nigdy nie były tak zielone jak w Warszawie" - pisze dr hab. Kołodziej-Sobocińska.
Autorka wspomina beztroskie zabawy na hałdach i liczenie wagonów z węglem. Te z pozoru nostalgiczne obrazki kontrastują z przerażającą świadomością, że w tym samym czasie władza ukrywała prawdę o umierających rówieśnikach Marty, a na cmentarzach przybywało małych grobów.
"Teraz Śląsk wygląda inaczej, Katowice to piękne, nowoczesne miasto, a odnowione śląskie kamienice, familoki nie są już czarne, jak kiedyś, gdy w elewacje wżerała się sadza i nikt o to nie dbał. Teraz możemy podziwiać piękne, odnowione i wyczyszczone śląskie domy" - podsumowuje swoją relację autorka.