Znaleziono przy nim notatkę. Napisał tylko jedno zdanie
Peter Greene został znaleziony nieprzytomny w swoim mieszkaniu w Nowym Jorku. Zmarł w piątek, 12 grudnia. Wiadomo, że w przeszłości walczył z uzależnieniem od narkotyków. Od sąsiadów aktora dowiedzieliśmy się o dość tajemniczych okolicznościach jego śmierci.
W połowie lat 90. był jednym z najciekawszych aktorów drugiego planu, specjalistą od ról czarnych charakterów w dużych hollywoodzkich produkcjach ("Maska", "Pulp Fiction", "Liberator 2", "Podejrzani"). Jednak już w 1998 roku zaczęły pojawiać się w mediach informacje o jego uzależnieniu od heroiny i kokainy, co od razu miało wpływ na jego aktorską karierę.
Legendy Hollywood
Peter Greene nie przestał wprawdzie grać, wręcz przeciwnie, w sumie wystąpił w ponad 100 filmach, ale zaczął pojawiać się już tylko w podrzędnych produkcjach. W 2007 roku aktor został aresztowany za posiadanie narkotyków. Hollywood zatrzasnęło przed nim drzwi. Od dwóch lat Greene nie występował przed kamerą. Ponoć w styczniu miał rozpocząć zdjęcia do niezależnego thrillera "Mascots" u boku Mickey'ego Rourke’a.
Do mieszkania aktora wezwali policję sąsiedzi, informując, że z jego mieszkania od dłuższego czasu dobiega głośna, świąteczna muzyka. Jeden z mieszkańców apartamentowca opisał wydarzania w rozmowie z "New York Daily News".
"Peter leżał na podłodze, twarzą w dół, z raną na twarzy, wszędzie była krew" – powiedział sąsiad i dodał, że w pobliżu ciała została znaleziona notatka z odręcznie napisanym zdaniem "Nadal jestem Westie", co zostało odczytane jako nawiązanie do słynnego irlandzko-amerykańskiego gangu z lat 70., który działał w biednej dzielnicy Manhattanu Hell’s Kitchen.
"Był świetnym facetem. Prawdziwie jeden z najwybitniejszych aktorów naszego pokolenia. Miał ogromne serce. Będzie mi go brakowało. Był wielkim przyjacielem" - powiedział wieloletni menadżer aktora Gregg Edwards.