W kinach ponad 7 mln widzów. Najlepszy polski film wszech czasów
21 lutego 1975 roku w kinach miała premierę "Ziemia obiecana", która dziś uważana jest za najlepszy polski film wszech czasów. Dzieło Andrzeja Wajdy zasługiwało na Oscara. Do Stanów ekranizacja powieści Władysława Reymonta "poleciała" w roli faworyta, ale tam została oskarżona o antysemityzm.
W badaniu przeprowadzonym w 130-lecie kina przez Muzeum Kinematografii w Łodzi i Uniwersytet Łódzki (wyniki zostały ogłoszone na przełomie 2025/2026 roku), "Ziemia obiecana" Andrzeja Wajdy została uznana za najlepszy film polski wszech czasów. W plebiscycie wzięło udział prawie 300 osób, od reżyserów, scenarzystów, scenografów, aktorów, operatorów po filmoznawców z różnych ośrodków akademickich w Polsce, krytyków filmowych i organizatorów festiwali filmowych.
"Kultura WPełni". Daniel Olbrychski nie zamierza milczeć. "Dlaczego miałbym mieć odebrany głos?"
Dodajmy, że kolejne miejsca zajęły: "Rękopis znaleziony w Saragossie" Wojciecha Jerzego Hasa, "Popiół i diament" Andrzeja Wajdy, "Dzień świra" Marka Koterskiego, "Pociąg" Jerzego Kawalerowicza, "Nóż w wodzie" Romana Polańskiego, "Sanatorium pod klepsydrą" Hasa, "Ida" Pawła Pawlikowskiego, "Przypadek" Krzysztofa Kieślowskiego, "Amator" tego samego reżysera, "Barwy ochronne" Krzysztofa Zanussiego, "Człowiek z marmuru" Andrzeja Wajdy i "Miś" Stanisława Barei.
Dziesięć lat wcześniej, w plebiscycie najlepszych polskich filmów wszech czasów zorganizowanym z okazji 120-lecia kina, "Ziemia obiecana" także zajęła pierwsze miejsce. Tak samo, jak w plebiscycie czytelników nieistniejącego już miesięcznika "Film", który odbył się pod koniec lat 90. Czasy się zmieniają, a film Andrzeja Wajdy wciąż jest słusznie wywyższany przez widzów i krytyków.
W dawnych latach wybitne filmy na ogół cieszyły się też ogromną popularnością w kinach. "Ziemię obiecaną" obejrzało w Polsce na dużym ekranie aż 7,3 mln widzów. Spośród wszystkich filmów Andrzeja Wajdy większą widownię zdobyły tylko zrealizowane dziesięć lat wcześniej, "Popioły" (7,7 mln sprzedanych biletów).
Bohaterami "Ziemie obiecanej" są trzej przyjaciele: Polak Karol Borowiecki (Daniel Olbrychski), Niemiec Maks Baum (Andrzej Seweryn) oraz Żyd Maryc Welt (Wojciech Pszoniak). Ich słynne życiowe motto brzmi: "Ja nie mam nic, ty nie masz nic, on nie ma nic... To razem właśnie mamy tyle, w sam raz tyle, żeby założyć wielką fabrykę". By osiągnąć swój cel, muszą stosować różne chwyty, by stać się konkurencją dla bezwzględnych łódzkich przemysłowców – potentatów bawełny.
"Śledząc historię realizacji snu o zdobyciu fortuny, Wajda przedstawił syntezę postaw moralnych w bezwzględnej, fascynującej wulgarnością walce o pieniądz. Wizja filmowca oscylująca między realistyczną rekonstrukcją a barokową symboliką, połączona z konkretem w opisie przemysłowego molocha, w którym żądza pieniędzy i bezwzględność w zaspokajaniu własnych zachcianek zeszły poniżej etyki i akceptowalnych zachowań" – czytamy w "Leksykonie polskich filmów fabularnych".
Film Andrzeja Wajdy bardzo szybko stał się przedmiotem politycznego i społecznego sporu. Władza próbowała narzucić "Ziemie obiecanej" wąską, "klasową interpretację historii", sprowadzając przesłanie filmu do krytyki kapitalizmu. Tymczasem stojące w kontrze środowisko moczarowskie zarzucały Wajdzie antypolonizm. Z pewnymi obawami "Ziemia obiecana" została wysłana na prestiżowy festiwal do Moskwy, skąd przywiozła Złoty Medal. Filmem zainteresowali się też amerykańscy dystrybutorzy, co miało ogromne znaczenie w rywalizacji o Oscara w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny.
Jednak po otrzymaniu nominacji do Oscara na polską produkcję zaczęły spadać gromy. Pierwszy uderzył centrolewicowy "Le Monde", który zarzucił filmowi antysemickie przesłanie. Po artykule we francuskim dzienniku pojawił się efekt kuli śnieżnej. Podobne zarzuty sformułowali przedstawiciele środowisk żydowskich w Kalifornii. Z antysemityzmu dziennikarze czynili główny temat konferencji prasowej w Los Angeles, po której amerykańscy dystrybutorzy wycofali się z wprowadzenia polskiego filmu do kin w Nowym Jorku oraz Los Angeles.
Andrzej Wajda wspominał po latach: "Zawsze chciałem zrobić taki ‘amerykański’ film. Nic dziwnego, że nominacja do Oscara budziła nadzieję na zainteresowanie w USA. Prędko jednak miałem się rozczarować. Konferencja prasowa w Hollywood sprowadziła się do dyskusji wokół polskiego antysemityzmu, a zakończyła wręcz absurdalnie. Pewien dziennikarz z Izraela, który najostrzej krytykował mój film, na pytanie, gdzie widział 'Ziemię obiecaną', odpowiedział: ‘Ja wcale nie muszę oglądać tego filmu, wystarczy, że jest z Polski’. Zrozumiałem wtedy, że tragicznego spadku po zagładzie Żydów na polskich ziemiach nie może załatwić żaden film, a już z pewnością nie polski".
Polityczne zamieszanie przekreśliło szanse "Ziemie obiecanej" na Oscara. Dość powiedzieć, że w uzasadnieniu nagrody dla filmu "Dersu Uzała" Akiry Kurosawy Akademia napisała, że nagradza film "nieobrażający niczyich uczuć".