Widzowie w Polsce ruszyli do kin. Tak dobrego przeboju dawno nie było
Według ostatnich notowań bukmacherów, głównym faworytem do Oscara w kategorii najlepszy film roku jest "Wielki Marty". Produkcja z Timothée Chalametem przed kilkoma dnia miała oficjalną premierę w polskich kinach. Wiemy już, że cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem widzów.
W ostatnich latach większość filmów, które rywalizowały o nagrodę Amerykańskiej Akademii Filmowej w głównej kategorii, nie cieszyła się w polskich kinach zbyt dużą popularnością. W bieżącym sezonie jest inaczej, głównie za sprawą dwóch dramatów sportowych – "F1. Film" oraz "Wielki Marty". Obraz o wyścigach samochodowych i kierowcach bolidów, podczas wakacji zgromadził ponad 900 tys. widzów. Natomiast film o ambitnym mistrzu tenisa stołowego obejrzało już blisko 180 tys. osób.
Timothée Chalamet ma Hollywood u stóp. Jak dotarł na szczyt?
Innym nominowanym w tym roku do Oscara filmom wiodło się jednak dużo gorzej. "Grzesznicy", którzy otrzymali aż 16 nominacji w czasie premierowego weekendu przyciągnęli do polskich kin jedynie 11 tys. widzów, zaś "Jedna bitwa po drugiej" z Leonardo DiCaprio – 39,7 tys. osób. "Wielki Marty" podczas oficjalnie premierowego weekendu zgromadził 64,5 tys. widzów, ale wcześniej był pokazywany na przedpremierowych pokazać, na których frekwencja sięgnęła aż 115 tys. widzów.
"Wielki Marty" to sportowy komediodramat inspirowany prawdziwą historią pingpongisty Marty'ego Reismana, który postanowił spełnić swoje marzenie i zostać mistrzem tenisa stołowego. Na początku nikt w niego nie wierzył, nikt nie traktował go poważnie. "Filmowy bohater nie cofnie się jednak przed niczym, by rzucić świat na kolana. Nagnie wszystkie reguły, wejdzie w sojusze z ludźmi, od których powinien trzymać się z daleka, gotów będzie uwieść każdą kobietę, byleby tylko zrealizować swoje marzenie o wielkości" - czytamy w opisie filmu.
Obraz Josha Safdie ("Go Get Some Rosemery", "Nieoszlifowane diamenty"), oprócz dziewięciu nominacji do Oscara, ma już na koncie ponad sto nominacji do różnych innych nagród, a Timothee Chalamet, zdaniem bukmacherów, jest głównym faworytem do Oscara. Gwiazdor "Diuny" przed rokiem również był bardzo mocnym kandydatem do najbardziej prestiżowej nagrody (za rolę w filmie "Kompletnie nieznany", w którym wcielił się w postać Boba Dylana), ale trochę niespodziewanie przegrał z Adrienem Brodym ("Brutalista").
Wydaje się, że dwa razy pod rząd Akademia Filmowa nie zrobi mu tej przykrości. Tym bardziej, że Chalamet ma jeszcze nominację do Oscara za rolę w dramacie "Tamte dni, tamte noce" (2018), a za "Wielkiego Marty’ego" otrzymał już Złoty Glob oraz Crirics’ Choice Awards.