Nie ma co zbierać. Komik zmiażdżył kontrowersyjną produkcję
Miało być wielkie kinowe wydarzenie, a skończyło się na miażdżących recenzjach i oskarżeniach o sztuczne pompowanie sprzedaży biletów. Premiera "Melanii" wywołała w USA burzę, obok której nie przeszedł obojętnie Jimmy Kimmel. Komik w swoim programie wypunktował absurdy produkcji.
Premiera filmu "Melania" nie przestaje wywoływać emocji. Jest to dokument skupiający się na przygotowaniach Melanii Trump do drugiej inauguracji prezydenckiej jej męża oraz na zmianach, które zaszły w wizerunku publicznym pierwszej damy USA. Według medialnych doniesień Amazon MGM Studios wydało na licencję na film 40 mln dol., a kolejne 35 mln dol. na promocję.
Wysoki wynik finansowy w premierowy weekend w Stanach Zjednoczonych (7 mln dol.) nie wywarł większego wrażenia na krytykach. Film spotkał się z miernymi ocenami na takich portalach jak Rotten Tomatoes i Metacritic, gdzie miażdżono produkcję za m.in. jakość narracji i ogólny wydźwięk. Kontrowersje wywołuje też wybór Bretta Ratnera na reżysera, którego nazwisko pojawia się w publikacjach związanych z Jeffreyem Epsteinem.
Hollywood kontra Trump
Jimmy Kimmel ostro o filmie "Melania"
Suchej nitki na "Melanii" nie zostawił komik i prezenter telewizyjny Jimmy Kimmel. W swoim najnowszym monologu w programie "Jimmy Kimmel Live" zakwestionował wyniki finansowe dokumentu.
- Źródła podają, że istniały przesłanki, iż kupowano całe pakiety biletów na "Melanię", a następnie rozdawano republikańskim aktywistom i domom seniora, co w zasadzie na jedno wychodzi. Wyobraźcie sobie tych biednych seniorów. "Dzień dobry, pani Greenwald. Oto pani tabletki na serce, a tu tabletki na wątrobę. A tutaj ma pani dwa bilety na Melanię" - zażartował Kimmel.
- Żeby być sprawiedliwym, niektórzy ludzie faktycznie poszli zobaczyć ten film, w tym grupa nazywająca siebie Kościelnymi Damami (Church Ladies) - kontynuował Kimmel, po czym pokazał zdjęcie grupy kobiet ubranych w identyczne białe sukienki w czarne paski. - Reszta z nas nazywa je "Dumb-as-the-Rockettes" (głupie jak kamienie). Wyglądają, jakby przebrały się za ocenzurowane dokumenty z akt Epsteina. To wszystko jest bardzo podejrzane.
Prowadzący zwrócił szczególną uwagę na drastyczną różnicę w ocenach na Rotten Tomatoes. Film w serwisie ma 5 proc. pozytywnych ocen od krytyków, ale aż 99 proc. od widzów. Kimmel sarkastycznie zauważył, że wynik od publiczności jest wyższy niż ten, który osiągnął "Ojciec chrzestny". - Jestem pewien, że Donald J. Corleone nie miał z tym absolutnie nic wspólnego - powiedział Kimmel.