Powróciła po 40 latach. Bajka, ale tylko dla dorosłych widzów
"Klątwa Schwarzeneggera" – piszą hollywoodzkie media. Na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat powstało wiele remake’ów i sequeli starych filmów z Arnoldem. Żadna z tych produkcji nie odniosła większego sukcesu. "Czerwona Sonja" nie trafiła nawet do kin, ale przynajmniej nieźle radzi sobie w streamingu.
"Conan" doczekał się nowej wersji z Jasonem Momoą. "Predator" prequeli i sequeli. Kontynuowane były też historie z "Gliniarza w przedszkolu", "Egzekutora", "Świątecznej gorączki", "Planu ucieczki". "Pamięć absolutna" otrzymała remake, "Prawdziwe kłamstwa" – serial. Większość z tych produkcji należy jednak omijać szerokim łukiem. W tym roku premierę miał nowy film z uniwersum Predatora. Akurat "Strefa zagrożenia" poradziła sobie w kinach dość dobrze, ale już remake "Uciekiniera", mimo dobrych recenzji, stał się jedną z największych klap 2025 roku.
Filmowe podsumowanie 2025 roku. Które tytuły trzeba obejrzeć?
Niestety, "Czerwoną Sonję" też dotknęła klątwa Schwarzeneggera. Projekt od początku rodził się zresztą w bólach. Pomysł nakręcenia nowej wersji filmu z 1985 roku, w którym w tytułowej roli wystąpiła Brigitte Nielsen, pojawił się już w 2008 roku. Wówczas reżyserem miał być Robert Rodriguez. Projekt jednak upadł po tym, jak klęskę w kinach poniósł "Conan Barbarzyńca 3D". Później gwiazdą "Czerwonej Sonji" miała być Amber Heard, ale w 2019 roku, praktycznie tuż przed rozpoczęciem zdjęć, wybuchł seks skandal, którego "bohaterem" był reżyser Bryan Singer. Należał on wówczas do najbardziej kasowych reżyserów w Hollywood i producenci gotowi byli przeznaczyć na projekt ponad 100 mln dol. Afera pokrzyżowała jednak te ambitne plany.
Kolejne podejście do tematu datowane jest na 2021 rok. Bohaterką fantasy miała zostać Hannah John-Kamen. Projekt ponownie nie został zrealizowany, ale pozostał po nim scenariusz autorstwa Tashi Huo (scenarzystki jednego odcinka "Wiedźmina" i animowanego serialu Netfliksa "Tomb Raider"), który stał się podstawą filmu, który w tym roku ujrzał światło dzienne.
Reżyserką nowych przygód czerwonowłosej wojowniczki została M.J. Bassett, która już raz podjęła się próby zekranizowania twórczości Roberta E. Howarda ("Salomon Kane: Pogromcy zła" z 2009 roku). Natomiast w tytułową postać wcieliła się 33-letnia włoska aktorka Matilda Anna Lutz. Na realizację "Czerwonej Sonji" udało się jednak uzbierać jedynie 17 mln dolarów. Obecnie taki budżet w Stanach to już niemal niskobudżetowa produkcja. A przypominany, że 6 lat wcześniej Singer miał dysponować kwotą sięgającą 100 mln dolarów. Niestety, ten brak funduszy widać w nowym filmie (biedna scenografia, marne CGI).
"Czerwoną Sonję" próbowano wprowadzić do kin, ale żaden poważny dystrybutor nie podjął się rozpowszechniania filmu na dużym ekranie (na co trzeba wydać przynajmniej 20 mln dolarów). Na dodatek produkcja fantasy otrzymała kategorię wiekową R (osoby poniżej 17. roku życia mogą obejrzeć film z pełnoletnim opiekunem), a w dzisiejszych czasach bardzo trudno jest osiągnąć w kinach sukces tytułem przeznaczonym tylko dla dorosłej widowni.
Remake filmu sprzed 40 lat trafił więc bezpośrednio do streamingu i przynajmniej tam, na różnych platformach, radzi sobie nieźle. W Polsce można go oglądać w ramach abonamentu na Prime Video. Obecnie zajmuje tam drugie miejsce na liście przebojów (za polskim fenomenem "Friz & Wersow. Miłość w czasach online"). Cóż, "Czerwona Sonja" nie jest filmem, który można polecić z czystym sercem, ale przez sentyment dla oryginału nie zaszkodzi się z nim zapoznać. Widać, że został zrodzony z pasji.