Od ikony aktorstwa do demaskatorki teatralnego środowiska
Jest nie tylko jedną z najwszechstronniejszych przedstawicielek w swoim fachu, ale też profesorką sztuk teatralnych o głośnych zasługach w tej dziedzinie. Kilka lat temu jako rektor krakowskiej Akademii Sztuk Teatralnych opowiedziała się za otwartą uczelnią, co przyniosło jej politycznych wrogów.
Dorota Segda świętuje 60. urodziny, a to okazja do podsumowania jej ogromnego wkładu we współczesne oblicze polskiego teatru, a także barwnej kariery. Urodzona 12 lutego 1966 roku w Krakowie aktorka pozostała wierna scenie rodzinnego miasta. Jeszcze jako studentka Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej im. Ludwika Solskiego w 1987 roku dołączyła do obsady krakowskiego Teatru Starego, z którym (z przerwą na warszawski Teatr Narodowy w latach 1997-2000) sukcesywnie współpracuje do dziś.
Oficjalnie wrogowie, w łóżku kochankowie. Gorące nowości VOD
Aktorka o wielu twarzach
Jej dorobek obejmuje zróżnicowany repertuar: role Albertynki i Mani w sztukach Witolda Gombrowicza "Operetka" oraz "Ślub", Ofelii z szekspirowskiego "Hamleta", Panny Młodej z "Wesela" Stanisława Wyspiańskiego czy Małgorzaty w "Fauście" na podstawie Goethego. Zdolności transformacyjne oraz naturalna charyzma sprawiły, że Dorota Segda odnajdywała się zarówno w klasyce światowej literatury, jak i dziełach rodzimych mistrzów, bezbronnym romantyzmie i uwodzicielskiej, demonicznej kobiecości.
Emploi Doroty Segdy obejmuje ponad 50 ról teatralny i niemal tyle samo w Teatrze Telewizji, gdzie występowała pod okiem Kazimierza Kutza, Roberta Glińskiego albo Krystyny Jandy. Widzowie doskonale pamiętają ponadto jej niepodrabialny głos, którym przemawiała m.in. Bellatrix Lestrange w polskiej wersji dubbingowej serii filmów o Harrym Potterze.
Dorota Segda debiutowała w kinie pod koniec lat 80. w filmie węgierskiej reżyserki Ildiko Enyedi "Mój wiek XX". W Polsce rozpoznawalność przyniosła jej tytułowa kreacja w produkcji biograficznej "Faustyna" (1995). W tym samym roku dała się poznać jako niezrównoważona matka z "Tato" (1995) Macieja Ślesickiego. Skrajnie odmienne portrety dowiodły nieograniczonych możliwości aktorki. Ich ukoronowaniem była Nagroda im. Zbigniewa Cybulskiego przyznawana wyróżniającym się aktorom młodego pokolenia.
Później przyszły role w sensacyjnej komedii "Show" (2003) czy kameralnym dramacie podejmującym problematykę wykorzystania nieletniej "Wstyd" (2006). Wartą odnotowania rolą jest ponadto postać Elżbiety, żony Andrzeja (Artur Żmijewski) z debiutującego na 42. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych "Ataku paniki" (2017). Jej popularność ugruntowała serialowa Agata Kwiecińska, dyrektor szpitala w Leśnej Górze z "Na dobre i na złe".
Kształcenie vs. polityka
Dorota Segda to nie tylko wybitna aktorka, ale też mentorka kolejnych pokoleń aktorów. W 2012 roku odebrała z rąk prezydenta Bronisława Komorowskiego nominację profesora sztuk teatralnych. Cztery lata później została rektorką krakowskiej Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej. Stanowisko piastowała przez dwie kadencje, do 2024 roku. Obecnie artystka pracuje jako profesor zwyczajny uczelni, specjalizując się w interpretacji wiersza.
Lata pracy za poprzedniego rządu wspomina gorzko. Gdy ku aprobacie Doroty Segdy uczelnia wywiesiła tęczową flagę na znak szacunku dla różnorodności, rektorka miała otrzymać telefon z ministerstwa pod rządami PiS z żądaniem jej usunięcia. To był czas, gdy ówczesny prezydent Andrzej Duda głośno krzyczał o rzekomej "ideologii", tocząc wojnę ze środowiskiem LGBTQ+.
Kluczową zmianą wprowadzoną przez Segdę był również zakaz fuksówki dla studentów, czyli odpowiednika otrzęsin w szkołach artystycznych, w trakcie których odnotowano liczne nadużycia. Te doprowadziły do porównania zjawiska z falą w wojsku.
Nie ma sztuki bez kontrowersji
Mogłoby się zdawać, że Dorota Segda świadomie igrała z prawicowym obozem. Nigdy jednak nie spoglądała na teatr przez pryzmat polityki. Scena to dla niej przestrzeń wolności i nieskrępowanej wymiany myśli, bez sztucznej poprawności. A to przyniosło jej tak sympatyków, jak wrogów po obu stronach.
Gdy w 2020 roku donośnie wybrzmiały relacje o przemocy w środowisku teatralnym i bezkarności oprawców, wielu uznało, że Segda nie zajęła jasnego stanowiska. Prawdą jest, że zawsze sprzyjała partnerstwie w teatrze i jako rektor uczelni wyciągała należyte konsekwencje. W całym zamieszaniu wskazywała jednak na kulturę wykluczenia i przewijające się w prawdziwych dramatach niekiedy kłamliwe relacje.
W rozmowie z Onetem wspominała: "Wielu moich kolegów zostało zmieszanych z błotem w jednej sekundzie, w jakimś błyskawicznie podchwytywanym przez media poście. Czytałam najgorsze rzeczy o kolegach gotowych do trudnych i wymagających zmian, poprawiających komfort i bezpieczeństwo pracy w naszej uczelni. (…) Oczekiwałabym w tego typu dyskusjach co najmniej próby oddzielenia oszczerstw od faktów, a to niestety często nie następowało".
Dorota Segda stała po stronie sprawiedliwości, wspierając faktycznych pokrzywdzonych, ale demaskując również tych, którzy najwidoczniej pragnęli wykorzystać narodziny antyprzemocowego ruchu dla egoistycznych celów. Mimo to znalazły się osoby, które zamiast realizmu jej działania, dostrzegały… sabotaż.
"Mamy dziś tak spolaryzowane społeczeństwo, że dla jednych jestem ciotką rewolucji, lewicową suką, która zniszczyła tradycję szkoły teatralnej, a dla innych ślepą obrończynią starych układów" – podsumowała dobitnie napędzany przez media i dawną władzę wizerunek kłócący się z faktycznym pragnieniem gwiazdy opowiadania się za wolnością wyrazu.