Polska superprodukcja. "Klapa, to mało powiedziane, to katastrofa"
W październiku ubiegłego roku na ekranach kin pojawił się "Chopin. Chopin!" - druga najdroższa polska produkcja filmowa po 1989 roku. Przy budżecie sięgającym 70 mln złotych film zarobił w kinach jedynie 9 milionów. "Może niektórzy mieli zbyt wysokie oczekiwania" – przyznaje jego reżyser Michał Kwieciński.
"Część widzów oczekiwała czegoś innego. Może niektórzy mieli zbyt wysokie oczekiwania albo po prostu mieli inne wyobrażenie postaci. Są też entuzjaści, którzy płaczą po seansie, i tacy, którzy doceniają film, ale są ostrożni w osądzie. Liczę na to, że publiczność w kinach pozwoli temu filmowi po prostu się ponieść. Myślę, że widz, który zechce zobaczyć film bez uprzednich założeń, może go odebrać głębiej. Bo to bardzo osobista, intymna wypowiedź, a nie film biograficzny czy wielkie widowisko. To kameralne kino w wielkiej oprawie, eksperyment, który skupia się na psychologii, nie na monumentalności" – tłumaczył Kwieciński w rozmowie z WP.
Głośny film Holland ląduje w TVP VOD. Pozycja obowiązkowa?
Na wielką oprawę filmu składało się 260 aktorów i epizodystów, ponad 5000 statystów. Na planie wykorzystano około 300 historycznych pojazdów, ponad 1000 kompletów kostiumów, 600 par butów, 200 cylindrów, setki dodatków. Część zdjęć zrealizowano w Bordeaux oraz na Majorce. W Polsce ekipa filmowa pracowała na Dolnym Śląsku (Lubiąż, Szczawno, Żelazno), a także w Pszczynie i Żaganiu oraz na terenie województw: śląskiego, lubuskiego, łódzkiego i mazowieckiego. Okres zdjęciowy trwał aż 4 miesiące.
Rozmachu nie można mu więc odmówić. W dokumentach PISF, który dofinansował projekt kwotą 6 mln złotych, widnieje informacja, że budżet filmu "Chopin, Chopin" zaplanowany został na 64,8 mln złotych. Jednak "Magazyn Filmowy" podaje, że ostateczny koszt produkcji polskiej superprodukcji sięgnął 70 mln złotych.
W ostatnich 35 latach polska kinematografia więcej pieniędzy (76 mln złotych) wydała jedynie na realizację "Quo Vadis", który miał premierę w 2001 roku. Tyle, że film Jerzego Kawalerowicza obejrzało w kinach 4,3 mln widzów, co i tak nie pokryło kosztów produkcji, bo przychody ze sprzedaży biletów sięgnęły 70 mln złotych.
Tymczasem "Chopin, Chopin!" osiągnął w kinach wpływy sięgające jedynie 9 mln złotych (film obejrzało około 450 tys. widzów). "Magazyn Filmowy" uznał to za dobre osiągnięcie, dodając, że "zapewne spodziewano się lepszego wyniku, bo budżet sięgający 70 mln złotych, niestety, z naszych kin się nie zwróci". Wojtek Kardyś, ekspert w dziedzinie komunikacji internetowej, social mediów, był mniej dyplomatyczny: "Klapa, to mało powiedziane, to katastrofa".
"Chopin, Chopin" po blisko 5 miesiącach od kinowej premiery w końcu trafił na platformę streamingową i można go w ramach abonamentu obejrzeć w serwisie Canal+ (można go też wypożyczyć na TVP VOD). Na Canal+ jest obecnie numerem jeden. Finansowej sytuacji filmowego przedsięwzięcia to już raczej nie poprawi, ale przynajmniej można odnotować zainteresowanie polską superprodukcją.