Trwa ładowanie...

Bartosz Żurawiecki: Słodzik na rany

Share
Bartosz Żurawiecki: Słodzik na rany
Źródło: Forum Film
d26ln5i

I co ja mam z tymi Amerykanami zrobić? Może ich wykastrować, tak jak oni kastrują europejskie dziedzictwo kulturowe? Najnowszego powodu do akcji odwetowej dostarcza film „Wszyscy mają się dobrze” Kirka Jonesa – przeróbka „Stanno tutti bene” Giuseppe’a Tornatore.

Wiadomo – Tornatore to reżyser nierówny, ale akurat ten film należy do najlepszych w jego dorobku. Twórcy „Cinema Paradiso” nieobce są ckliwe tony, lecz jego sentymentalizm w porównaniu z sentymentalizmem amerykański jest znacznie bardziej wytrawny. To tak, jakby po pysznym włoskim winie wypić ulepek albo landrynkową lemoniadę.

W „Stanno tutti bene” (pokazywanym w Polsce, niestety, tylko dawno temu w telewizji) niezapomniany Marcello Mastroianni gra Matteo Scuro - emerytowanego urzędnika z Sycylii, wdowca, który postanawia odwiedzić swoje dzieci mieszkające w kontynentalnej części Włoch. Przekonany, że każde z nich odniosło życiowy sukces, pozna w czasie podróży smutną prawdę. Dzieciom nie wiedzie się najlepiej, w dodatku żadne z nich nie spełniło oczekiwań i rodzicielskich planów bohatera. W ostatniej scenie filmu Matteo uspokaja jednak swoją, leżącą już w grobie, żonę, że „stanno tutti bene” – „wszyscy mają się dobrze”. Lepiej, łatwiej i bezpieczniej żyć w świecie ułudy i hipokryzji, nie dopuszczać do siebie złych wieści, zwłaszcza, gdy jest za późno, by cokolwiek zmienić. Nazwisko bohatera – Scuro – znaczy po włosku „ciemny”. I on sam żyje w „ciemnocie”. Czy jednak warto go było „oświecać”, zwłaszcza gdy prawda nie ma mocy wyzwalającej, a jedynie odsłania mizerny bilans całego życia?

d26ln5i

W wersji amerykańskiej Mastroianniego zastąpił Robert de Niro, który od dawna już nie zagrał w filmie na miarę swojego talentu (jak tak dalej pójdzie, to i jego bilans aktorski przechyli się na stronę minusów). Frank Goode przed przejściem na emeryturę kładł warstwę ochronną na kable telefoniczne (twórcy próbują budować z tego faktu metaforę – Goode „robił w komunikacji”, a sam nie potrafi skomunikować się ze swoimi dziećmi). Kilka miesięcy temu owdowiał, mieszka więc teraz sam w domku na przedmieściach i zajmuje się głównie pracą w ogródku. Gdy czwórka jego dzieci odwołuje przyjazd na rodzinne spotkanie, Frank siada w autobus i rusza w drogę.

Podobnie jak we włoskim filmie okazuje się, że pociechy nie żyją tak, jak to przedstawiały rodzicom w rozmowach telefonicznych. Jednej córce nie układa się więc życie osobiste, druga ma nieślubne dziecko, a syn nie jest dyrygentem, tylko szeregowym perkusistą w orkiestrze. Co się dzieje z czwartym dzieckiem, Davidem, nikt nie chce ojcu powiedzieć.

Zobacz także:

**[

ANIA MUCHA: OD LOLITKI DO SEKSBOMBY! ]( http://aleseriale.pl/gid,5832,img,218340,fototemat.html ) ** Do pewnego momentu film Jonesa jako tako zachowuje gorzką ironię oryginału (choć ckliwa muzyka wyraźnie próbuje zasnuć trzeźwe spojrzenie widza łzami). Jesteśmy niewolnikami oczekiwań swoich rodziców – by ich nie zawieść, wolimy kłamać i wciskać im „wersje oficjalne”. A oni wolą w nie wierzyć niż stawić czoła nie zawsze różowej rzeczywistości. Prowadzi to często – tak jak w przypadku
Davida - do tragicznych skutków. Frank traktował go szczególnie surowo, zamarzył bowiem, że syn będzie sławnym artystą. A syn nie wytrzymał tej presji i poczucia winy, że nie jest tak znany i dobry jak tego życzył sobie ojciec. Goode chciał (nomen omen) dobrze, chciał, by każde z jego dzieci stało się kimś wyjątkowym. Ale przecież dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane.

d26ln5i

W ostatnim kwadransie filmu następuje jednak cudowne hokus-pokus. Nie wolno mówić amerykańskim widzom, że się łudzą, że tak naprawdę przegrali życie swoje i zrujnowali życie swego potomstwa. Amerykanie, jak Matteo, wolą słodką nieprawdę od gorzkiej prawdy. Ok., większość z nas woli, ale zabijanie goryczy taką porcją słodkości jak w filmie Jonesa najpierw zamula, a potem wywołuje reakcje wymiotne.

Zamiast uczciwego rozrachunku z przeszłością dostajemy apoteozę życia rodzinnego i moje jakże „ulubione” bożonarodzeniowe klimaty. Słowa „wszyscy mają się dobrze” nie mają ironicznego wydźwięku, gdyż faktycznie wszyscy bohaterowie deklarują, że mają się dobrze, kochają swoją familię i są wdzięczni rodzicom za trud wychowania. A że jedno z dzieci po drodze zaćpało się na śmierć?! Cóż, zawsze można na ranę po stracie nasypać jeszcze więcej słodziku. Najważniejsze, że David, zanim umarł, z uznaniem wyraził się o ojcu.

A może tak właśnie trzeba? Może należy jak Amerykanie powtarzać sobie, że jesteśmy świetni, słuszni, bezbłędni...? Pudrować rysy i pęknięcia, które pojawiają się na naszym wizerunku? Sam już nie wiem. Świetny film Tornatore obejrzała garstka widzów, film Jonesa zobaczą pewnie miliony, które bardzo chcą wierzyć w to, że „mają się dobrze”.

Nota bene, właśnie zerknąłem do materiałów prasowych i wyczytałem, że reżyser, Kirk Jones nie jest Amerykaninem, lecz Anglikiem. Lizus! Zdrajca! Potwierdziło się, że Anglicy czują większą więź ze Stanami niż z Europa. To jak? Ich też trzeba wykastrować?

d26ln5i

Przed zemstą nie ochroni obywateli Zjednoczonego Królestwa fakt, że Oscar Wilde powiedział kiedyś: „Dzieci z początku kochają swych rodziców. Gdy podrosną, sądzą ich. Czasem im wybaczają”. Bo on dla odmiany był Irlandczykiem.

Zobacz także:

**[

ANIA MUCHA: OD LOLITKI DO SEKSBOMBY! ]( http://aleseriale.pl/gid,5832,img,218340,fototemat.html ) **

d26ln5i

Podziel się opinią

Share
d26ln5i
d26ln5i