Dlaczego Polacy kochają "Listy do M."? Sukces świątecznej serii
"Kevin sam w domu" jest dla wielu Polaków tytułem obowiązkowym do powtórzenia podczas świąt. Nie jest to jedyna ikoniczna produkcja, którą miłośnicy kina włączają przy okazji spotkań w rodzinnym gronie. Filmową serią, która odniosła w Polsce gigantyczny sukces, są "Listy do M." Co sprawia, że są tak popularne?
Seria "Listy do M." to zestaw bożonarodzeniowych komedii, które od debiutu w 2011 r. zyskały ogromną popularność w Polsce, stając się świątecznym klasykiem. Historie przedstawione w cyklu koncentrują się wokół miłości, przyjaźni i rodzinnej atmosfery, a także wyzwań związanych z organizacją świąt. Opowieści o różnych postaciach i ich przygodach podczas Bożego Narodzenia stały się hitem dzięki gwiazdorskiej obsadzie, w skład której wchodzą m.in. Tomasz Karolak, Maciej Stuhr i Agnieszka Dygant. Filmy są pełne humoru, ale i momentów refleksji, które trafiają do serc widzów.
Twórcami pierwszej części "Listów do M." byli reżyser Mitja Okorn wraz ze scenarzystami Marcinem Baczyńskim i Karoliną Szablewską. Film świadomie odnosił się do brytyjskiego klasyka "To właśnie miłość" z 2003 r., choć rozwijał się w innym kierunku. Dzieło - jak na ówczesne realia w Polsce - wyróżniało się świeżością. Udane zdjęcia, dobry montaż, szybkie tempo i Warszawa, która wyglądała co najmniej jak Londyn. Do tego historie bohaterów trafiające do szerokiej grupy odbiorców: wątek Mela Gibsona bawił młodszą widownię, a relacja Kostka i Mikołaja wzruszała rodziców. Ostatnim składnikiem, który stanowił o sukcesie pierwszej części "Listów do M.", była fenomenalna ścieżka dźwiękowa. Efekt? Ponad 2,5 mln widzów w kinach i przychody globalne szacowane na ok. 27 mln dol.
Najlepsze filmy na święta
Druga część serii powtórzyła sukces oryginału, mimo że na krześle reżysera usiadł Maciej Dejczer. Historia przybrała poważniejszy wydźwięk, a scenografia miała większy rozmach. Obok obsady z pierwszej części pojawiły się nowe nazwiska niezwykle popularne w branży filmowej w 2015 r., takie jak Małgorzata Kożuchowska, Maciej Zakościelny, Marta Żmuda Trzebiatowska i Magdalena Lamparska. "Listy do M. 2" potrzebowały zaledwie tygodnia, aby przebić poziom miliona sprzedanych biletów. Ostatecznie do kin poszło niemal 3 miliony widzów.
"Listy do M. 3" szczytem popularności świątecznej serii
"Listy do M. 3" były totalnym szaleństwem. Do kin ruszyły tłumy, a suma sprzedanych biletów przekroczyła magiczną barierę 3 milionów (poprzednim tak popularnym filmem był "Quo vadis" z 2001 r.). Nowa odsłona świątecznej serii przyniosła zmianę na stołku reżyserskim i być może ta decyzja okazała się kluczowa. Tomasz Konecki, twórca m.in. "Lejdis" i "Testosteronu", powrócił do wątków komediowo-romantycznych i humoru sytuacyjnego. Do obsady dołączyli Magdalena Różczka, Borys Szyc, Danuta Stenka, Iza Kuna, Andrzej Grabowski, Zbigniew Zamachowski i Stanisława Celińska.
Rewolucyjna premiera filmu "Listy do M. 4"
Przełomowa dla serii była czwarta część "Listów do M.", której premiera odbyła się na platformie streamingowej Player.pl. Decyzja wynikała z ograniczeń pandemicznych. Był to ryzykowny krok, który opłacił się twórcom, bo Player zanotował rekordowy wzrost liczby subskrypcji - a przynajmniej tak twierdziła Grupa TVN, ogłaszając wielki sukces biznesowy. "Listy do M. 4" to nowy reżyser Patrick Yoka, a także nowe nazwiska w obsadzie: Cezary Pazura, Magdalena Boczarska i Rafał Zawierucha.
Czy będą "Listy do M. 7"?
W ramach kultowej serii ukazały się jeszcze dwa filmy - w 2022 r. i w 2024 r. Produkcje cieszyły się dużą popularnością, choć nie odniosły aż tak wielkiego sukcesu jak trzy części "Listów do M." sprzed pandemii. Nie wiadomo, czy świąteczna seria powróci z siódmą odsłoną, która zgodnie z dwuletnim cyklem premier powinna trafić do kin w 2026 r. Tytuł szóstej części ("Pożegnania i powroty") sugeruje definitywny koniec z popularnym uniwersum.
Głos na temat przyszłości serii zabrała Agnieszka Dygant w rozmowie z WP Film. - Nie mam pojęcia, czy scenarzyści myślą o siódmej części filmu. Na razie bym tego nie chciała, bo dopiero skończyliśmy pracować nad obecną. Nie wiem, jak to będzie. Jeżeli napiszą nowy rozdział i to będzie bardzo dobre, to nie będzie powodu, żeby im odmówić udziału. Może też tak jednak nie być, bo szósta część "Pożegnania i powroty" miała być pożegnaniem - powiedziała aktorka.