Trwa ładowanie...

Nie nakręciliśmy westernu. Bracia Coen o ''Prawdziwym męstwie''

Nie nakręciliśmy westernu. Bracia Coen o ''Prawdziwym męstwie''Źródło: Monolith Films
djofnbo
djofnbo

Wczoraj, na uroczystej gali otwierającej festiwal w Berlinie, swój najnowszy film – western *„Prawdziwe męstwo” - zaprezentowali bracia Coen. Nasz korespondent z Berlina, Piotr Pluciński, miał niecodzienną okazję spotkać się z nimi i porozmawiać. Zapraszamy na jedyny wywiad z braćmi Coen prosto z Berlinale 2011.*

Czy wasz film jest wierną ekranizacją powieści Richarda Portisa, czy też może postawiliście na odautorskie wtręty?

Joel Coen: Staraliśmy się przenieść ją na ekran taką, jaką została napisana. Ale ekranizacja strona po stronie okazała się niemożliwa. Książka pozostaje książką i na ekranie choćby same tylko akcenty dramatyczne należało rozłożyć nieco inaczej. Ale powiedziałbym, że dodaliśmy bardzo niewiele.

A co z postacią pojawiającego się pod koniec doktora? W filmie jego obecność zdaje się nie mieć większego uzasadnienia, o dramatyzmie nie wspominając.

Ethan Coen: Tak, to chyba nie był najlepszy pomysł. (śmiech)

djofnbo

J.C.: W momencie, gdy bohaterka przekracza rzekę, ląduje po drugiej stronie lustra. Trafia do nierzeczywistego, fantastycznego świata, który nijak nie przypomina tego, z którego przyszła. Wiele się w nim dzieje, ale niekoniecznie zgodnie z logiką i zdrowym rozsądkiem. Co ciekawe, postrzega się nasz film jako pełnowymiarowy western, podczas gdy my sami rozpatrujemy go na zasadzie przygody. Niekoniecznie dla dorosłych.

Czyli doktor to taki wasz epizodyczny Szalony Kapelusznik?

J. C.: Dokładnie. (śmiech)

A co łączy wasz film z poprzednią ekranizacją powieści Richarda Portisa?

E. C.: Niewiele. Oczywiście mieliśmy świadomość, że film z Johnem Wayne’em istnieje, ale nie widzieliśmy go od czasu wczesnego dzieciństwa. To bardzo mgliste wspomnienie.

Wyszedł wam western… bardzo westernowy. Skąd chęć podjęcia tego akurat gatunku? Do tej pory zdradzaliście niewielkie nim zainteresowanie.

J. C.: Naoglądaliśmy się ich całkiem sporo, gdy byliśmy dzieciakami. Niekoniecznie hollywoodzkich klasyków. Pamiętam, że spore wrażenie zrobiło na nas „Pewnego razu na Dzikim Zachodzie” Sergia Leone. Woleliśmy raczej tego typu filmy, niż np. kanon Johna Forda. Interesowało nas filmowe szaleństwo. Leone był twórcą wyjątkowym – jako człowiek ze wschodu, rozumiał poetykę zachodu; rzucił na gatunek westernu zupełnie nowe światło. Ale my niekoniecznie chcieliśmy przetwarzać jego standardy. Bardziej interesowała nas powieść, która mogłaby się rozgrywać w zupełnie innej epoce, a nie miałoby to dla nas większego znaczenia. I tak byśmy ją sfilmowali.

Udowodniliście przy okazji, że western wciąż jeszcze sprzedać można szerokiej publiczności. Filmy z tego gatunku rzadko odnoszą box office’owe sukcesy, a wasz zarabia miliony.

J.C.: To faktycznie zaskakujące. Nie wiem dlaczego tak się stało. Może to zasługa Jeffa Bridgesa? Potrafi przyciągnąć tłumy. Trzeba by zapytać jakiegoś socjologa…

djofnbo

E.C.: Jakiś czas temu czytałem artykuł w „New York Timesie”, w którym autor dowodził dlaczego nasz film się sprzedał. To było nawet zabawne. Gdyby „Prawdziwe męstwo” odniosło porażkę, pewnie też wiedziałby dlaczego.

J.C.: Co więcej, gdybyśmy my to wiedzieli, pomyślelibyśmy o przeprowadzce do Hollywood, o założeniu tam studia.

E.C.: To nie skończyłoby się dobrze.

J.C.: Tak, jesteśmy bardzo wymagający. Może jak zgarniemy kilka tegorocznych Oscarów, pomyślimy o tym na poważnie…

Które z nominacji interesują was przede wszystkim? Może coś dla pozostałych członków ekipy? „Prawdziwe męstwo” to sukces zbiorowy.

J.C.: Tak, zdecydowanie. Chciałbym, żeby Roger Deakins dostał w końcu statuetkę. Był nominowany już osiem albo dziewięć razy, ale żadnego Oscara jeszcze nie dostał. Może niekoniecznie należy mu się za ten właśnie film, ale skoro John Wayne dostał dwa… (w rzeczywistości, Wayne otrzymał tylko jedną statuetkę – przyp. red.) Cieszę się także z nominacji za kostiumy i dźwięk, bo wyróżniono w ten sposób ludzi, którzy pracują z nami od lat i mają wpływ na nasze kino w naprawdę dużym stopniu. Odwalają kawał dobrej roboty i zależy nam, by również ich znano i ceniono.

A wasza główna aktorka, debiutująca na dużym ekranie Hailee Steinfeld?

J.C.: Byłoby zabawne, gdyby to właśnie ona dostała statuetkę. Ma w końcu tylko 14 lat.

W filmie była niesamowita. Dużo musieliście zorganizować castingów, by ją odnaleźć?

E.C.: Sporo. Castingi trwały sześć miesięcy, organizowano je w całym kraju. Kandydatek były tysiące, często nie nadążaliśmy z ich oglądaniem.

djofnbo

J.C.: Do ostatniej chwili nie wiedzieliśmy kogo obsadzić. Chcieliśmy dziewczyny, która byłaby autentyczna i twarda, więc poleciliśmy naszym castingowcom, by zawęzili poszukiwania do południa Stanów. Znaleźli tam wiele nastolatek, które występowały na rodeo, imały się najprzeróżniejszych, często bardzo poważnych zajęć. Ironia polega na tym, że ostatecznie obsadziliśmy dziewczynę z Kalifornii. Okazała się talentem na tyle naturalnym, że jej pochodzenie nie miało znaczenia.

Nie miała problemu z przyswojeniem sobie języka? W filmie często pojawiają się niezrozumiałe, iście szekspirowskie frazy, jakby żywcem wyjęte z jakiegoś wymarłego dialektu.

J.C.: Nie. Zaskoczyła nas tym. Okazała się profesjonalistką, która raz podchwyciwszy temat, eksploruje go do granic możliwości.

Skąd w ogóle pomysł, by bohaterowie posługiwali się takim akurat językiem?

J.C.: Ten język pochodzi bezpośrednio z powieści. Charles Portis okazał się prawdziwym radykalistą. W swojej książce powoływał się np. na konkretne, wydane przed laty numery gazet, o których istnieniu dziś nikt już nie pamięta. Wierzę, że słowa, jakimi posługują się jego bohaterowie, również pochodzą z tamtych czasów, są autentyczne. Nie wiem dlaczego tak wtedy mówiono, z czego to wynika. Być może z faktu, że w XIX wieku wciąż jeszcze uczono się czytać, a jednym z nielicznych dokumentów dostępnych dla każdego była napisana w specyficzny sposób Biblia?

Włożyliście sporo wysiłku, by kwestie Jeffa Bridgesa były kompletnie niezrozumiałe. Nie szkoda wam, że w dystrybucji zagranicznej napisy do filmu zdradzają każde wypowiedziane przez niego słowo?

J.C.: O tym faktycznie nie pomyśleliśmy. (śmiech) Domyślam się, że trudno się od ich obecności na ekranie odzwyczaić, ale możesz spróbować ich nie czytać, wsłuchać się w głosy aktorów. Przynajmniej tak długo, jak długo nikomu nie przyjdzie do głowy, by film dubbingować.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Piotr Pluciński.

djofnbo

** [

JAK DZIŚ WYGLĄDAJĄ POSTACIE Z "KEVINA" ]( http://film.wp.pl/zobacz-jak-dzis-wygladaja-bohaterowie-kevina-6025276617331841g )**

**[

CZY LAMIA Z "SEKSMISJI" MOCNO SIĘ ZMIENIŁA? ]( http://film.wp.pl/pamietacie-seksmisje-6025276006806657g ) * * [

EROTYCZNA PRZESZŁOŚĆ JOANNY KRUPY ]( http://teleshow.wp.pl/gid,13101910,img,13102011,kat,1024835,title,Joanna-Krupa-wystapila-w-erotycznym-filmie-Sno op-Dogga,galeria.html ) * *[

WALDUŚ Z "KIEPSKICH" WZIĄŁ ŚLUB! FOTO! ]( http://teleshow.wp.pl/swiat-wedlug-kiepskich-waldus-sie-ozenil-6026602722247809g )**

djofnbo
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
djofnbo