Trwa ładowanie...
d11j0ms

"Podróż na sto stóp": Z miłości. Do jedzenia

Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
"Podróż na sto stóp": Z miłości. Do jedzenia
(Studio Munka-SFP)
d11j0ms

W romantycznej *"Czekoladzie" ujawnił swoje filmowo-kulinarne inklinacje. W "Podróży na sto stóp" reżyser Lasse Hallstrom potwierdza, że związki pokarmu i obrazu wciąż fascynują go równie mocno. Znowu zaprasza widza na francuską prowincję, gdzie, podczas konfrontacji smaków i aromatów, potwierdzi stare jak świat powiedzenie: przeciwieństwa się przyciągają.*

Zaczynamy w Indiach: poznajemy rodzinę Kadam, która od pokoleń trudni się sztuka kulinarną. Jednak kiedy w wyniku zamieszek stracą matkę, swoją domowo-kuchenną królową, nastanie kres spowitej w ulotne aromaty sielanki. Kadamowie – ojciec, dwóch dorosłych i jeden młodszy syn oraz córka spakują swój dobytek i wyruszą za granicę poszukiwać lepszego życia. Po dłuższej tułaczce znajdą swoje miejsce na ziemi na francuskiej prowincji, gdzie w urokliwym domku postanowią uruchomić tradycyjną hinduską restaurację. Jednak po drugiej stronie drogi, tytułowe „sto stóp” dalej, swoje kuchenne królestwo żelazną ręką trzyma Madame Mallory (Helen Mirren), prowadząca wysublimowaną i laboratoryjnie elegancką restaurację z gwiazdką Michelina. Pomaga jej w tym urocza su-chef Marguerite (Charlotte Le Bon), która wpadnie w oko pragnącemu poznać tajniki francuskiej kuchni – i jej serca! - Hassanowi (Manish Dayal), najstarszemu synowi i szefowi kuchni Papy Kadama (Om Puri). Jak łatwo się domyślić to starcie kultur, smaków i zwyczajów
sprawi, że polecą iskry – tym bardziej, kiedy okaże się, że Hassan (Manish Daya) to unikalny kulinarny talent, który z obiektu romantycznego zainteresowania Marguerite ma stać się jej konkurentem - Madame pragnie „podkrasć” go Papie... Ale, jak to u Hallströma, rozkoszując się po drodze zmysłowymi obrazkami i opisami kolejnych fantastycznych potrwa, można liczyć cichutko na happy end.

Wizualnie udało się znaleźć złoty środek – jest miło dla oka, kolorowo i zmysłowo, obraz prawie pachnie. Obyło się jednak bez zbytniej estetyzacji obrazków i epatowania ekranowym pustym przebiegiem czystego food-pornu. Dodatkowe plusy za dobre merytoryczne przygotowanie – film przedstawia kilka równoległych kulinarnych rzeczywistości, do każdej podchodząc nie tylko z sercem, ale i wystarczającą wiedzą. Widzowie będą mieli szanse odwiedzić tradycyjną restaurację francuską, spróbować specjałów z Bombaju, zajrzą za kulisy nowoczesnej kuchni molekularnej, a każda z tych przestrzeni przedstawiona jest wiarygodnie, oczywiście na skalę potrzeb. Widać, że wyprodukowany przez Stevena Spielberga i Oprah Winfrey to dzieło profesjonalistów, doskonale wiedzących które guziki wciskać by zaspokoić widownię.

Zaczyna się nieco zbyt bollywoodzko, zniechęcająco melodramatycznie – opowieść o utraconej matce, tradycji i wartościach jest nieco zbyt uproszczona, łzawa i schematyczna. Ale kiedy tylko Kadamowie pakują się w campera i zostawiają za plecami Anglię, historia nabiera tempa – i, nieodzownego w tego typu opowiadaniu, humoru. Potem jest już tylko lepiej. Bardzo dobre wybory obsadowe kreują świetną dynamikę między postaciami, które, choć bardzo wyraziste, balansujące na granicy stereotypu, dostają też drugie, mniej jednoznaczne dno, indywidualność zamiast duszy z rozdziału. Mirren i Puri stworzyli rasowy, nieco kabaretowy z ducha, ale też głęboko prawdziwy duet chowających się za fasadą nieustępliwych wrażliwców mocno doświadczonych przez życie, z kolei w relacji Le Bon i Dayala jest świeżość, romantyzm, ale też równouprawniona ambicja i filuterność. W bulgoczącym tyglu smakowitości Hallström znajduje czas by równie smacznie przyprawić historie swoich bohaterów. „Podróż na sto stóp” to kolejny po niedawnym
„Szefie” film, który podsyca głód – nie tylko na pyszny posiłek, ale i na solidną szczyptę uczuć.

Ocena: 6/10

d11j0ms

Podziel się opinią

Share

d11j0ms

d11j0ms